Rywal pod lupą eksperta: Stal Mielec

Rywal pod lupą eksperta: Stal Mielec

fot.:

W ostatnim meczu sezonu Śląsk Wrocław podejmie Stal Mielec. O szansach na utrzymanie beniaminka, korespondencyjnej rywalizacji z Podbeskidziem i trenerze Włodzimierzu Gąsiorze, rozmawiamy z Bartłomiejem Wiszem, dziennikarzem Radia Rzeszów.



 

Stal przed ostatnią kolejką ma trzy punkty przewagi nad lokatą spadkową i nie jest jeszcze pewna utrzymania tylko ze względu na gorszy bilans dwumeczu z Podbeskidziem. Czy w Mielcu panuje przeświadczenie, że pozytywny finał jest już na wyciągnięcie ręki, tym bardziej, że Górale jadą na Łazienkowską?

Sytuacja na pewno jest komfortowa. Tuż po ubiegłotygodniowym meczu Stali z Legią (0:0) rozmawiałem krótko z prezesem Jackiem Klimkiem, który podkreślił, że nie ma powodów do hurraoptymizmu, a nawet wręcz przeciwnie, powinny panować pokora i chęć walki do końca, ale podchodząc do tego w sposób praktyczny – Mielec jest naprawdę blisko utrzymania. Takie nastroje panują też w środowisku kibiców czy dziennikarzy, tutaj na Podkarpaciu. Matematyka nie kłamie, widzimy jaka jest sytuacja w tabeli. Oczywiście, należy pamiętać, że Legia jedyną porażkę w 2021 roku poniosła właśnie z Podbeskidziem (0:1 31 stycznia), jednak Stali będzie sprzyjać fakt, że w niedzielę mecz rewanżowy w Warszawie odbędzie się już z udziałem publiczności. Nie sądzę, by w takich okolicznościach zespół szykujący się na mistrzowską fetę, tydzień po bardzo słabym występie w Mielcu, pozwolił sobie na drugie z rzędu potknięcie czy wręcz sensację.

Sama Stal też po prostu wygląda teraz nieźle.

To drugi czynnik działający przed 30. kolejką mocno na korzyść zespołu Włodzimierza Gąsiora - ten zespół osiągał już kapitalne rezultaty w meczach z zespołami ścisłej czołówki. Przypomnę tylko ostatnie zwycięstwa z Pogonią (1:0) u siebie i Lechem (2:1) na wyjeździe, remis z Legią również był przecież bardzo cenny. Jasne, Śląsk postawi arcytrudne wymagania, bo sam gra przecież o europejskie puchary, natomiast Stal ma też handicap pod tytułem „wszystko zależy od nas”. O tym w Mielcu się głośno nie mówi, ale o tym wszyscy wiedzą i to pozytywnie odróżnia sytuację tej drużyny od Podbeskidzia. W klubie z Solskiego przed ostatnią kolejką jest bardzo duża doza ostrożności, ale nie ma się też co czarować, że szanse mielczan i bielszczan są 50/50. Tak nie jest.

Niedzielny rywal Śląska chyba może czuć się też o tyle pewny siebie, że ostatnie tygodnie przywróciły mu wiarę w sprawiedliwość piłki. Jego pierwsze tegoroczne mecze naznaczone były przecież niewiarygodną sumą pecha i mnóstwem zmarnowanych, świetnych okazjach bramkowych. Poprzednie występy beniaminka to z kolei… zwrot o 180 stopni, co najlepiej obrazowały wspomniane już konfrontacje z Pogonią czy Lechem.

To prawda, ale tutaj zwróciłbym uwagę na wielkie doświadczenie najstarszego trenera w stawce Włodzimierza Gąsiora, prawdziwej legendy Stali. Co ciekawe, on tej wiosny powrócił na ekstraklasową ławkę mielczan po trzydziestu latach przerwy, a wcześniej prowadził już ten zespół w najwyższej klasie rozgrywkowej dokładnie sto razy. Symptomatyczne było jednak, że trener Gąsior od swojego pierwszego meczu przeciwko Zagłębiu (0:2) szukał zmian w składzie, decydował się na nowe rozwiązania, a to oczywiście stanowiło wyzwanie dla analityków drużyn przeciwnych. Ten upór, konsekwencja, przekonanie, że nie można się poddać, było bardzo ważne i pokazało charakter zespołu Stali. To są oklepane stwierdzenia, natomiast beniaminek z Mielca w Poznaniu, ale też wcześniej w Białymstoku (3:3) zaprezentował te wszystkie cechy, o których rozmawiamy w praktyce. Piłkarze trenera Gąsiora wiedzą już po tej rundzie, że nie ma rzeczy niemożliwych, nie można zwieszać głów, nawet kiedy w 85. minucie tracimy gola na 2:3 na wyjeździe, a tak było właśnie przy Słonecznej. I wydaje mi się, że tak samo będzie w niedzielę we Wrocławiu. Nawet jeżeli Stal będzie przegrywać, Śląsk musi do ostatniej sekundy być czujny, żeby nie dać się zaskoczyć.

Włodzimierz Gąsior przykuwa uwagę kibiców również dlatego, że w każdym meczu, nawet przy upale, jak tydzień temu z Legią, ma na twarzy maseczkę porządnie zakrywającą usta i nos, choć pierwsi trenerzy nie mają takiego obowiązku. Kryje się za tym jakaś konkretna przyczyna?

Myślę, że wynika to z szacunku dla zawodników rezerwowych, ale i wszystkich ludzi, którzy są blisko niego przy linii bocznej – przebiegającego sędziego asystenta, reporterów telewizyjnych, ekipę techniczną. Pokazywanie pełnego profesjonalizmu, tutaj akurat pozazawodowego, ale związanego z sytuacją epidemiczną, to też jest niezwykle ważne z punktu widzenia wizerunkowego. Trener Gąsior ze swoim doświadczeniem, również w zakresie wieku, pokazuje: ja jestem od kropki do kropki, w stu procentach zaangażowany w to co robię. Nie muszę mieć maseczki, ale mam, bo pandemia się nie skończyła, ciągle są obostrzenia, daję przykład poszanowania wymogów bezpieczeństwa. Zwróćmy uwagę, Włodzimierz Gąsior to jest klasyka. Klasyka zachowania, sposób wypowiedzi, surowa postawa na konferencjach prasowych i przed kamerami, taka wydająca się wręcz nieprzystępna. Do tego wygląd – nie dres, tylko zawsze garnitur i ta maseczka, nieważne, że 20 stopni w słońcu. Sztandarowy przykład dobrej szkoły, nawet nie tyle trenerskiej, co po prostu życiowej. Pamiętamy też okoliczności jego kwietniowego powrotu na Solskiego. To się rozstrzygnęło w ciągu kilkunastu godzin, a jego pierwsze słowa brzmiały „Stali się nie odmawia”. Taka osoba jest wzorem dla piłkarzy, których prowadzi, jak również dla młodego pokolenia w Mielcu. Żelazny, z krwi i kości mielczanin, człowiek, który całe swoje zawodowe życie jako sportowiec poświęcił Stali. Wrócił z emerytury, żeby przejąć drużynę w bardzo trudnej sytuacji, a to też o czymś świadczy. Trener Gąsior, taka postać, nie przestraszył się wymagających okoliczności i swoich ruchem niewątpliwie bardzo pozytywnie wpłynął na mentalność piłkarzy z Mielca. Rozmawiałem z nim krótko, w dystansie, przed budynkiem klubowym po niedzielnym remisie z Legią. On był tak rozemocjonowany, promieniał z tego punktu, że ja go jeszcze nigdy nie widziałem tak szczęśliwego. Natomiast oczywiście wydaje mi się, że do nowego sezonu zespół przystąpi już pod kierunkiem nowego opiekuna.

W tym miejscu nie mogę nie zapytać również o okoliczności rozstania z poprzednikiem trenera Gąsora. Wydawało się, że Leszek Ojrzyński jest odpowiednim człowiekiem do misji ratowania ekstraklasy w Mielcu, a tymczasem jego dymisja sprzed miesiąca wstrząsnęła całą ligą. Co się wtedy stało?

Informacje półoficjalne, które dochodziły z przestrzeni klubowej mówiły o trzech aspektach. Po pierwsze, trener Ojrzyński rzekomo pojawiał się na meczach Cracovii i domniemywano, że prowadzi rozmowy na temat przejęcia tego zespołu. Po drugie, prezes Stali nie wiedział o kuluarowych zakusach ówczesnego szkoleniowca na pozyskanie do sztabu swojego dawnego kolegi z zawodu w roli asystenta. On miał przyjść, żeby pomagać Ojrzyńskiemu na ławce, a to z kolei zaskoczyło prezesa Klimka. I to właśnie mogło przesądzić o tym, że w Mielcu podjęto tak szybkie, błyskawiczne decyzje. W międzyczasie dochodziły też nieoficjalne sygnały, że zespół jest rozbity mentalnie, nie ma pomysłu na grę. A jeśli tak, to pytanie kto za to odpowiada. Pewnie, piłkarze, ale też ich szef, czyli wtedy trener Ojrzyński. Wyniki uzyskiwane przez Stal pod jego wodzą wiosną pokazywały jednoznacznie – drużyna nie funkcjonowała, grała słabo, nie było skuteczności. Po bardzo obiecującej końcówce rundy jesiennej okraszonej zwycięstwem w Warszawie (3:2) wydawało się, że beniaminek z Mielca po obozie przygotowawczym się odbije, ale wpadł w dołek i trzeba było to w ostatniej chwili przerwać. Nie było na co czekać. Osobiście byłem tylko zaskoczony skalą hejtu, jaki spadł na prezesa Klimka za podjęcie tej, dramatycznej można powiedzieć, decyzji. Niewątpliwie podjęto ryzyko i oczywiście musiały pojawić się prześmiewcze komentarze w stylu „organizacja Stal Mielec”. Na trzy dni przed końcem sezonu zespołowi z Podkarpacia można dawać jednak 70 – 80% szans na utrzymanie i za chwilę może się okazać, że ta decyzja po prostu była słuszna.

„Organizacja Stal Mielec” to było też najczęściej wymieniane hasło w ubiegłym tygodniu, gdy Komisja Licencyjna PZPN nie przyznała klubowi licencji na grę w ekstraklasie w przyszłym sezonie. Dziś ten fakt nie jest na pierwszym planie, bo przy Solskiego zapewniają, że chodzi o uchybienia, które łatwo można naprawić. Faktycznie kibice Stali nie mają się czym martwić?

Tak samo było przed rozpoczęciem obecnego sezonu. Chodzi o wypełnienie trzech punktów jednego z paragrafów licencyjnych, natomiast szefowie klubu od samego początku zapewniali, że w ciągu kilku dni brakujące dokumenty zostaną dołączone i sprawa się zakończy. W Stali nie mają wątpliwości, że finał będzie pomyślny, zresztą po przyjściu prezesa Klimka odbył się audyt i wszystkim zależy na tym, żeby wyjść z tego legendarnego stereotypu o mieleckiej organizacji.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.