Rywal pod lupą eksperta: Warta Poznań

Rywal pod lupą eksperta: Warta Poznań

fot.:

Na zakończenie ligowego roku w nietypowym czwartkowym terminie Śląsk Wrocław podejmie Wartę Poznań. O sytuacji po trzech kolejnych porażkach, płaceniu frycowego i niełatwym losie skutecznego Mateusza Kuzimskiego, rozmawiamy z Szymonem Mierzyńskim, dziennikarzem WP Sportowe Fakty.



 

Warta Poznań przyjeżdża do Wrocławia po najgorszej w sezonie serii trzech kolejnych porażek. Czy można powiedzieć, że właśnie zaczął się spełniać scenariusz, którego przez całą jesień wszyscy po cichu się obawiali?

Dla Warty to trochę powtórka z początku sezonu, bo na pierwsze zwycięstwo i gola musiała czekać przecież aż do 5. kolejki. Wtedy też miała taki okres, że przegrywała, ale różnicą jednej bramki, w dodatku często tracąc ją w końcówce. Teraz obserwujemy przykrą analogię, bo poza porażką 0:3 z Legią na początku listopada, Warta nie przegrywa meczów w sposób zdecydowany. Praktycznie za każdym razem, kiedy zespół trenera Piotra Tworka schodzi z boiska pokonany, należy ocenić, że przy większej koncentracji czy dozie szczęścia, mogło się skończyć zupełnie inaczej. To może być frustrujące, bo w dwóch spośród trzech ostatnich meczów, Zieloni przegrywali po rzutach karnych podyktowanych w doliczonym czasie (0:1 w Bełchatowie i 3:4 w Białymstoku). W poprzedniej kolejce z Pogonią (1:2) Warta była akurat wyraźnie słabsza, poza golem kontaktowym z trudem przychodziło jej stwarzanie sytuacji, natomiast mecz ustawiły dwie bramki rywala już w pierwszym kwadransie. Zderzenie z ekstraklasą nie jest tak bolesne, jak choćby w przypadku innego beniaminka Podbeskidzia, które zimą będzie miało zdecydowanie więcej pracy do wykonania, jeśli chce się utrzymać, ale dla Warty najgorsze jest, że przegrywa mecze w taki sposób, który pozostawia duży niedosyt.

Poznaniacy płacą frycowe, można zrzucić to na karb braku ekstraklasowego doświadczenia wielu piłkarzy podstawowej jedenastki?

Czasami brakuje zimnej krwi, czego najlepszym dowodem był zupełnie bezsensowny rzut karny sprokurowany w niegroźnej sytuacji przez Mateusza Spychałę przy wyniku 0:0 w 90. minucie wyjazdowego meczu z Rakowem. W Białymstoku tydzień później było to samo, a z Pogonią Warta nie dojechała na pierwszą połowę. Natomiast gdybyśmy cofnęli się o te trzy kolejki, to sytuacja ekipy ze stadionu przy Drodze Dębińskiej była zdecydowanie lepsza. Po wygranej 1:0 w Mielcu tuż przed listopadową przerwą na kadrę, mieli osiem punktów przewagi nad strefą spadkową i ten obraz wyglądał zdecydowanie inaczej. Ostatnie występy psują obraz Warty w tym sezonie, ale najgorzej, gdyby teraz ten zespół wpadł w spiralę niepewności po kolejnych występach, które były niezłe, ale nie powiększały ich dorobku punktowego.

Czy mówienie, że drużyna Tworka opiera się o fizyczność i cechy wolicjonalne, byłoby krzywdzące? Warta chce się utrzymać w ekstraklasie, to znaczy przetrwać za wszelką cenę, czy stawać się beniaminkiem coraz ciekawszym piłkarsko?

Zależy, na które mecze byśmy spojrzeli. Niedawno w Grodzisku Wielkopolskim przeciwko Wiśle Kraków (2:1), Zieloni pokazali naprawdę sporo dobrego futbolu, chociaż przegrywali do przerwy, a Łukasz Trałka fatalnie zmarnował rzut karny. Niezły był też pierwszy wygrany mecz w Płocku (3:1), chyba w ogóle najlepszy tej jesieni, bo o dziwo ten komplet punktów nie był okupiony nerwami. Wspominany mecz w Mielcu, gdzie przez godzinę Warta musiała grać w dziesiątkę, a w samej końcówce zapewniła sobie zwycięstwo, albo w Bielsku-Białej, gdzie też wygrała, chociaż skład był bardzo poważnie przetrzebiony koronawirusem, to z kolei były prawdziwe próby charakteru. Rozmawiałem jednak ostatnio z dyrektorem sportowym Robertem Grafem i on właśnie podkreślił, że sprowadzanie wszystkiego, co Warta zrobiła w tej rundzie tylko do ambicji, byłoby krzywdzące. Pod względem cech wolicjonalnych jest przeciwnikiem, którego trudno złamać, natomiast piłkarsko na pewno też się rozwija. Zresztą generalnie ten klub bardzo poważnie się zmienia, jeśli zaobserwujemy wydarzenia ostatnich kilku lat. Warta jeszcze w 2016 roku grała w 3. lidze, a w krótkim czasie przeszła drogę do ekstraklasy, w kadrze cały czas jest kilku piłkarzy pamiętających mecze na czwartym poziomie rozgrywkowym.

Mateusz Kuzimski strzelił w tym sezonie cztery ważne ligowe gole dla Warty, jednak trudno się oprzeć wrażeniu, że ma najtrudniejsze życie spośród wszystkich napastników w ekstraklasie. Czy mógłby być jeszcze skuteczniejszy, gdyby został wyposażony w lepszy serwis i bardziej kreatywnych zawodników odpowiedzialnych za stwarzanie mu okazji bramkowych?

Właśnie w ubiegłotygodniowym meczu z Pogonią można było dostrzec, jaki ten jego los jest niełatwy, bo po prostu rzadko dostaje podania. Natomiast Kuzimski ma ten atut, że kiedy już uda mu się tę piłkę dostarczyć, to nie potrzebuje wielu prób, żeby wpisać się na listę strzelców. To się wiele razy potwierdzało w tym sezonie i faktycznie można powiedzieć, że kwestia jeszcze lepszej skuteczności napastnika Warty zależy tylko od większej liczby kreowanych sytuacji przez jego drużynę. Kuzimski wyciska praktycznie maksimum, z tego co ma, a gdyby koledzy stwarzali mu więcej okazji do zdobywania bramek, on pewnie potrafiłby umieć z tego skorzystać. Napastnik beniaminka wie, że musi bardzo sumiennie wykorzystywać każdą szansę, którą dostaje w meczu. Warta stwarza sobie na tyle mało sytuacji, że jedna-dwie sytuacje Kuzimskiego najczęściej okazują się decydujące w kontekście zdobyczy punktowej drużyny ze stolicy Wielkopolski. Wyjątkiem oczywiście był poprzedni mecz wyjazdowy w Białymstoku dwa tygodnie temu, kiedy zespół Tworka niespodziewanie stworzył sobie multum sytuacji, sam Jan Grzesik mógł zejść z boiska z czterema, a nie jednym golem. Tam jednak również skuteczność zaszwankowała i dlatego Warta przegrała 3:4, a okazji miała tyle, że pewnie mogła wygrać 6:4.

W kontekście ubiegłorocznego beniaminka Rakowa temat przebudowy stadionu był praktycznie na pierwszym planie, a w przypadku Warty jest tak cicho, że można odnieść wrażenie, jakby Zieloni zawsze grali w Grodzisku Wielkopolskim. Jak przebiegają prace związane z przystosowywaniem stadionu w Poznaniu do wymogów licencyjnych i czy jest możliwość, żeby dwukrotny mistrz Polski wrócił do domu w ciągu najbliższych tygodni albo miesięcy?

Nie ma żadnych szans, żeby Warta w tym sezonie znowu zagrała na własnym stadionie przy Drodze Dębińskiej w Poznaniu. Natomiast prace trwają - zamontowano już sztuczne oświetlenie, a w trakcie realizacji jest instalacja podgrzewanej murawy. Klub do początku grudnia czekał na decyzję dotyczącą wsparcia finansowego z Rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych, jednak Warta ostatecznie się nie załapała i dopiero będzie rozmawiać z miastem, co dalej. Prawdopodobnie skończy się tym, że Poznań weźmie na siebie koszt przebudowy stadionu, tym bardziej, że cały ten kompleks jest miejski, a ostateczne decyzje zapadną w najbliższym czasie. Warta nie może cały czas grać w Grodzisku. Widzimy, że PZPN zgodził się na półtoraroczną grę Rakowa poza Częstochową, a od wiosny klub za każdy mecz w Bełchatowie będzie już musiał płacić. Pozwolenie na grę Warty poza Poznaniem pewnie też będzie trwało maksymalnie dwa niepełne sezony. Oczywiście, zawsze istnieje też opcja występów Zielonych we własnym mieście, na stadionie Lecha przy Bułgarskiej, jednak to są duże koszty, a zresztą nikt tego w Poznaniu nie chce. Z punktu widzenia wszystkich najlepiej byłoby, żeby ten obiekt przy Drodze Dębińskiej powstał właściwie od podstaw, a Warta grała u siebie. Ten klub jest bardzo mocno zakorzeniony w swojej dzielnicy, na Wildzie i to tam zawsze będzie się czuł najlepiej, nigdzie indziej, nawet w obrębie tego samego miasta.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.