Rywal pod lupą eksperta: Wisła Płock
fot.: Paweł Kot
W ostatnim meczu przed jedyną tej wiosny przerwą na kadrę Śląsk Wrocław podejmie Wisłę Płock. O koszmarze spotkań wymykających się spod kontroli, bolesnej pauzie kartkowej i nieefektywnej ofensywie Nafciarzy rozmawiamy z Michałem Kublikiem, dziennikarzem portalu RadioMixx.
Wisła Płock w poprzedniej kolejce po raz drugi na przestrzeni czterech ostatnich meczów wypuściła z rąk dwubramkowe prowadzenie i zaledwie zremisowała na własnym stadionie z Rakowem (2:2). Z czego pana zdaniem może wynikać ten powtarzający się brak koncentracji w grze drużyny trenera Radosława Sobolewskiego?
Odpowiedzi na to pytanie szukają wszyscy w Płocku – kibice, dziennikarze, ale nawet sztab szkoleniowy Wisły, który nie potrafi tego wyjaśnić w racjonalny sposób. Nafciarze faktycznie w ostatnim czasie dwa razy roztrwonili dwubramkowe prowadzenie, ale trzeba też pamiętać o domowym meczu z Wisłą Kraków, w którym prowadzili jednym golem do 82. minuty, a przegrali 1:3. Trener Sobolewski oficjalnie, na konferencjach prasowych, wyraża tylko zaniepokojenie i poczucie, że jest coś na rzeczy, ale uważa, że drużyna w każdym meczu ma w miarę poukładaną grę. Liczy się z krytyką i tym, że ktoś może tego nie widzieć, jednak ciągle nie doczekaliśmy się z ust szkoleniowca Wisły Płock rzeczowej analizy tego, dlaczego tak często w ostatnim czasie nie udawało się utrzymywać korzystnego wyniku. Jedyną próba tłumaczenia widzieliśmy po porażce z Wisłą Kraków, kiedy Sobolewski mówił, że wpływ na błędy w obronie mogło mieć zejście kontuzjowanego Jakuba Rzeźniczaka, ale to też była tylko delikatna sugestia.
Płocczanie i tak powinni docenić punkt w starciu z Rakowem, bo z pewnością nie byli tego dnia lepszym zespołem.
Kiedy oglądałem ten mecz, po bramce Wisły w 70. minucie pomyślałem, że gra tak naprawdę rozpoczyna się dopiero teraz. Goście napierali, stwarzali sobie groźne sytuacje w polu karnym. Spodziewałem się, że ich pierwsza bramka jest kwestią czasu i tak się stało. Rzadko spotykane indywidualne błędy bramkarza Krzysztofa Kamińskiego pozwalały wracać do gry w meczach z Wisłą Płock zarówno Rakowowi, jak i wcześniej naszej imienniczce z Krakowa. Biała Gwiazda wygrała, częstochowianom chyba po prostu zabrakło czasu, bo był blisko trzeciej bramki.
Najlepszy strzelec Wisły Płock zdobył w tym sezonie ekstraklasy zaledwie cztery bramki, to najgorszy wynik spośród wszystkich ligowych drużyn. Obok takiego bilansu trudno przejść obojętnie, czy właśnie brak odpowiedniej jakości w ofensywie jest przyczyną kłopotów Nafciarzy?
Problem z siłą napadu jest u nas dłuższy, można powiedzieć, że to rozpoczęło się od odejścia Jose Kante (latem 2018 roku – przyp. red.). On w swoim ostatnim sezonie zdobył dziewięć bramek, we wcześniejszym dziesięć, a od kiedy przeniósł się do Legii, nie było już w barwach Wisły Płock zawodnika, który wykręcałby takie wyniki. Zespół trenera Sobolewskiego jest bardzo mało efektywny w ofensywie, chociaż akurat w poprzedniej kolejce bramkę dającą prowadzenie zdobył nawet nominalny napastnik Patryk Tuszyński. I to nawet była ładna akcja, chociaż nie jakaś kombinacyjna, tylko wykorzystująca błąd Rakowa, który stracił piłkę. Budowa akcji po odbiorze nie jest najsilniejszą stroną Wisły. Z tym jest większy problem po rozegraniu futbolówki z głębi pola i to widać w tych meczach, w których płocczanie grają destrukcyjnie, bronią się, a nie potrafią wyjść szybkim atakiem sprzed własnej szesnastki. W spotkaniu z Rakowem drużyna Sobolewskiego miała dwie czy trzy, nawet nie w pełni klarowne szanse po kontrach. Po jednej z nich, rozpoczętej od przechwytu w środku padła bramka Tuszyńskiego, a w pozostałych obrońcy Rakowa zatrzymywali Rafała Wolskiego.
Jak to definiuje trener Sobolewski?
Na jednym ze spotkań z dziennikarzami wspomniał kiedyś, że Wisła Płock musi mocno pracować nad sposobem przechodzenia z głębi pola do przodu. My naprawdę nie kreujemy dużo sytuacji pod szesnastką przeciwnika. W meczu poprzedniej kolejki były praktycznie tylko dwie szanse bramkowe i obie przyniosły trafienia. Nawet trener Marek Papszun na pomeczowej konferencji zwrócił uwagę na naszą stuprocentową skuteczność. Pierwszy strzał, jeszcze niecelny, przeciwko Rakowowi oddaliśmy w 30. minucie! To wszystko o czymś świadczy i pokazuje z jakimi problemami, jeśli chodzi o kreowanie zagrożenia dla rywala, zmaga się obecnie Wisła Płock. Drużyna Sobolewskiego przez długi czas konstruowała akcje, broniła się, jednak nie było z tego żadnych niebezpiecznych dla Rakowa konkretów. To jest prawdziwa zmora tego zespołu. Będący zazwyczaj dużym atutem Giorgi Merebaszwili nie gra, bo ma problemy mięśniowe. Sprowadzony tuż przed jesiennym meczem ze Śląskiem Airam Cabrera to samo. Rafał Wolski ostatnio strzelił gola, ale też cały czas dopiero dochodzi do swojej dyspozycji po ciężkich kontuzjach. Cillian Sheridan nie gra i trudno mi powiedzieć czy po prostu nie łapie się do składu czy też coś mu dolega. Zostaje młodzieżowiec Mateusz Lewandowski oraz wspominany już Tuszyński, którego charakterystykę i predyspozycje też znamy. Potrzebuje dokładnych podań w pole karne, jak przeciwko Rakowowi, tam się odnajdzie, ale nie rozpędzi się z piłką od połowy boiska i zakończy akcję golem, bo prostu nie ma takich fizycznych możliwości.
Pamiętam naszą jesienną rozmowę, wówczas jako jedynego piłkarza, na którego Wisła Płock zawsze i bezwarunkowo może liczyć wskazywał pan bramkarza. Czy ocena Krzysztofa Kamińskiego, szczególnie po ostatnich błędach kosztujących punkty z Białą Gwiazdą oraz Rakowem się zmieniła?
Nic z tych rzeczy. Oczywiście, zdarzyły się te dwie sytuacje, notabene tuż po tym, jak przedłużył kontrakt, z czego oczywiście każdy w Płocku jest zadowolony, ale tak to bywa w piłce. C'est la vie, nie ma ludzi bezbłędnych. To są takie momenty, na których bramkarz powinien się po prostu uczyć, wyciągać wnioski, w przyszłości dzięki temu pewnie będzie lepiej. Przy centro strzale Rafała Boguskiego w meczu z Wisłą Kraków, Kamiński ewidentnie zlekceważył piłkę. Mógł z nią zrobić wszystko, zatrzymać niczym Frantisek Plach tydzień temu w meczu Lech – Piast, a ona po części pewnie dzięki wiatrowi nabrała rotacji i wpadła do siatki. Karny w meczu z Rakowem? Źle ocenił wyjście z bramki, nie ma o czym mówić. Popełnił błąd, była jedenastka wykorzystana przez rywala, ale w piłce takie rzeczy zdarzają się najlepszym. Kamiński w Płocku jest lubiany i niezmiennie oceniany jako bardzo mocny punkt drużyny.
W sobotnim meczu we Wrocławiu zabraknie pauzującego za czwartą żółtą kartkę Alana Urygi. Najważniejsze to co tu i teraz, więc trener Sobolewski może mówić o dużym osłabieniu czy to jednak dobry poligon doświadczalny, skoro już wiadomo, że od przyszłego sezonu Uryga znowu będzie zawodnikiem Wisły Kraków?
Jeśli życie stwarza takie okazje, to trzeba je wykorzystywać, ale oczywiście to przede wszystkim duża strata dla zespołu. Para stoperów Alan Uryga – Jakub Rzeźniczak jest najlepszą, którą może wystawić Wisła Płock. Wypadnięcie jednego z nich oznacza kłopoty, a umieszczenie w tym miejscu zmiennika zazwyczaj pokazuje, że to nie jest ta sama jakość. W sobotę będzie brakowało Urygi, ale Rzeźniczak ma siedem kartek, więc niewykluczone, że w kolejnym meczu trener Sobolewski będzie stał przed identycznym wyzwaniem, jak teraz. Trudno, dla jednych pech, dla drugich szansa. Wisła będzie potrzebowała we Wrocławiu dużej koncentracji w obronie, by załatać tę dziurę.
Warto też zwrócić uwagę, że Uryga na rundę wiosenną nie trafił do żadnego „Klubu Kokosa” w Płocku, tylko ciągle jest traktowany profesjonalnie.
Tutaj nic nie było ukrywane, nic nie odbywało się za plecami Wisły Płock. Takie działania wobec Urygi byłyby po prostu nie fair, bo on znacznie wcześniej powiadomił klub o swoich planach, jest zawodowcem i do ostatniego dnia kontraktu będzie z pełnym zaangażowaniem spełniał ważną rolę w drużynie. Wszyscy mają świadomość tego, jak wygląda piłka – poszukiwanie najlepszych rozwiązań, transfery, to jest zupełnie naturalne, Uryga po kilku sezonach w dotychczasowym zespole chce spróbować czegoś nowego, a jednocześnie wrócić po latach do domu, przecież to ma znaczenie. Nikt w Płocku nie zamierza się obrażać.