Serie trwają: ŁKS - Śląsk 0:1 (0:0)

Zespół Śląska Wrocław nie znalazł jeszcze pogromcy w zimowych meczach sparingowych. W sobotę podopieczni trenera Oresta Lenczyka zmierzyli się z ŁKS-em – najsilniejszym z dotychczasowych rywali i dzięki trafieniu Waldemara Soboty odnieśli zwycięstwo. WKS nie przegrywa w meczach kontrolnych, a łodzianie nadal nie zaznali smaku zwycięstwa – wcześniej przegrali z GKS-em Bełchatów i zremisowali z Olimpią Grudziądz.


 

Szkoleniowiec Śląska do Jarocina, gdzie na sztucznej nawierzchni rozegrano ten mecz kontrolny, zabrał tylko 17 zawodników. W kadrze, głównie ze względu na problemy zdrowotne, zabrakło Krzysztofa Wołczka, Antoniego Łukasiewicza, Crostiana Diaza, Sebastiana Dudka, Dariusza Sztylki, Dawida Abramowicza i Jakuba Więzika.
Problemy miał także Andrzej Pyrdoł, który nie mógł skorzystać z usług Marcina Adamskiego, Jakuba Koseckiego, Damiana Seweryna, Mariusza Mowlika i Dawiana Pawlaka. Aby uniknąć kolejnych urazów szkoleniowiec zrezygnował z piątkowego popołudniowego treningu. Nie w pełni sił był także Patryk Kubicki, a kolejnych zawodników kontuzje dopadły w czasie meczu – z konieczności plac gry opuścili Artur Gieraga i Dariusz Kłus. ŁKS, jak na lidera pierwszej ligi przystało dysponuje jednak dość szeroką kadrą i na murawie nie zabrakło zawodników ogranych na ligowych murawach. Między słupkami stanął Bogusław Wyparło, w napadzie pojawił się Marcin Mięciel, a w pomocy Marcin Smoliński.
Trener Lenczyk po raz kolejny zaskoczył zestawieniem wyjściowej jedenastki. Szkoleniowiec tym razem sprawdził jak drużyna radzić sobie będzie bez Sebastiana Mili i Waldemara Soboty - na skrzydłach pojawili się Piotr Ćwielong i Łukasz Madej, a w rolę ofensywnego pomocnika wcielił się Tomasz Szewczuk, który grał za plecami Vuka Sotirovicia i Remigiusza Jezierskiego.
W pierwszej fazie meczu optyczną przewagę osiągnęli wrocławianie, jednak mieli problemy z przedarciem się przez szeregi obronne przeciwnika. W 13 minucie po dośrodkowaniu Spahicia główkował Kaźmierczak i była to jednak z nielicznych bramkowych okazji w tej połowie dla Śląska. Dziesięć minut później pomocnik uderzał z rzutu wolnego, ale uderzył zbyt lekko by zaskoczyć Wyparłę. Najlepszą okazję, by wyprowadzić Śląsk na prowadzenie miał Rok Elsner, do którego trafiła piłka po rzucie wolnym, jednak Słoweniec przestrzelił. Kilka razy do dobrych okazji dochodził Sotrirović, ale przeciwnicy zastawiali skuteczne pułapki ofsajdowe.
Rywale nie skupiali się jednak tylko na obronie. Łodzianie starali się wyprowadzać kontry i szczególnie groźne były ich akcje lewą stroną, gdzie grali ofensywnie ustawiony Woźniczka i Kujawa, który był tego dnia bardzo aktywny. Kilka razy bardzo groźne akcje w ostatniej chwili udało się przerwać Sosze i Fojutowi. Ełkaesiacy stwarzali także zagrożenie po stałych fragmentach gry, których etatowym egzekutorem był Mączyński (kiedyś testowany przez Śląsk). Precyzji przy rzutach wolnych brakowało za to wrocławianom. Choć próbowali Madej, Ćwielong, Kaźmierczak i Sotirović, to efekty były dalekie od oczekiwań.
W grze zawodnikom nie pomagały warunki atmosferyczne. Silnie wiejący wiatr sprawiał sporo problemów z przewidzeniem toru lotu futbolówki. Piłkarze obu zespołów traktowali towarzyską potyczkę bardzo serio i doszło do kilku ostrych starć na murawie, nie brakowało także pretensji do arbitrów, którzy nie dostrzegali przekroczeń przepisów.
W przerwie zmiany zaszły w obu zespołach. Orest Lenczyk delegował do gry braci Gikiewiczów, Milę, Sobotę i Pawelca, który przeszedł na pozycję stopera, a do przodu przesunął się Elsner. Tymczasem wobec urazu Gieragi trener Pyrdoł miał problem z zestawieniem linii obronnej i ostatecznie na murawę powrócił Kłus. Pierwsi w tej części meczu groźnie zaatakowali łodzianie. Mączyński prostopadle zagrał do Mięciela, ale doświadczony napastnik przestrzelił. Chwilę później odpowiedzieli wrocławianie i to bardziej skutecznie. Gikiewicz dośrodkował z lewej strony, piłki nie opanował Jezierski, ale akcję zamknął Sobota i silnym strzałem posłał ją do siatki. W 58 minucie mogło być 2:0, ale Pawelec źle uderzył z 14 metrów. W 69 minucie Śląsk przeprowadził najładniejszą akcję meczu – Spahić zagrał do Soboty, ten zgrał futbolówkę do Mili, który dośrodkował w pole karne do Gikiewicza, ten jednak główkował obok bramki.
Niemal przez całą drugą połowę warunki gry dyktował Śląsk, rywale stać było jedynie na dwie groźne sytuacje w czasie tych 45 minut. W 80 minucie ŁKS skopiował niemal akcję z początku – znów zagrywał Mączyński, tym razem jednak do Kujawy, a ten przestrzelił.

Łódzki KS – Śląsk Wrocław 0:1 (0:0) - sztuczna murawa w Jarocinie
Sobota 53’

ŁKS: Wyparło (46. Waśków) - Gieraga (46. Obem), Klepczarek, Łabędzki, Woźniczka (46. Salski) – Kłus (75.Romańczuk), Romańczuk (63. Ziober), Mączyński, Smoliński (46. Golański) - Kujawa, Mięciel (63. Kubicki). Trener: Andrzej Pyrdoł

Śląsk: Kelemen (46. R.Gikiewicz) - Socha, Fojut, Elsner, Spahić - Ćwielong (46. Mila), Kaźmierczak, Szewczuk (46. Pawelec), Madej (46. Sobota) - Sotirović (46. Ł.Gikiewicz), Jezierski (59. Gancarczyk). Trener: Orest Lenczyk

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.