Siła woli (FELIETON)

Siła woli (FELIETON)

fot.:

Końcówka rundy jesiennej w wykonaniu Śląska jest żałosna. Przeciwnicy czekają na starcie z tak dysponowanymi wrocławianami, bo są jak krążąca po małomiasteczkowym świecie artystyczna trupa, popisująca się różnymi gagami (obrońcy), albo uroczymi wygibasami (dryblingi Exposito). Przy tym wszystkim jedynie kibice WKS-u mają powodów do uśmiechu tyle, co pewien Doktor Nauk na myśl o Janie Rodzeniu.



 

Problem tylko w tym, że to co się dzieje, jest jak najbardziej logiczne, gdy się na to spojrzy z boku, w szerszej perspektywie. Szczerze mówiąc, myślę, że zarzucanie piłkarzom braku zaangażowania jest bezzasadne. Bo po pierwsze, wtedy musimy przyjąć, że tak wyrównana, skomplikowana dyscyplina, w której decydują niuanse nie powinna analizować np. expected goals, ale statystyki chcizmu drużynowego. Wtedy bez sensu jest też czytać newsy transferowe, czy porównywać statystyki. A już niech dobry Bóg was broni od czytania tekstu z serii Taktycznie o poniedziałkowym meczu. To nie ma znaczenia, tylko czy się chce bądź nie.

Po drugie, to by zakładało, że piłkarze są geniuszami godnymi roli najgroźniejszych schwarzcharakterów kina akcji, gdzie opracowali genialny plan by sobie bez zaangażowania pokopać w Grodzisku Wielkopolskim. Najpierw pozwolić sobie strzelić bramki po kontrach, potem zdobyć bramkę kontaktową, która dowiedzie, że się chciało. I jeszcze może elementem planu też była wygrana w 10 ze Stalą. Cieszę się, że wielu moich kolegów jednak dostrzega, jakie są realne zamiary zawodników.

AKTORZY W ZŁYCH ROLACH

Też znaczenia nie ma analizowanie tego, czy transfery się sprawdziły czy nie. Czy zawodnicy, którzy mieli się rozwinąć pokazali swój potencjał (jak Exposito czy Praszelik), czy też nie spełniają oczekiwań (jak Lewkot bądź Makowski). Podobnie też nieobecność kapitana, Krzysztofa Mączyńskiego jest niemożliwa do ukrycia, jak i kontuzjowanego, wspomnianego przed chwilą, Mateusza Praszelika, a też trzeba pamiętać o Marku Tamasie, który był prawdziwym liderem i pewniakiem w linii defensywnej.

Że gra w środku pola się rozsypała przez nieobecności? Dajcie spokój. Problem na pewno nie leży w tym, że Exposito jest bezradny, bo rywale skupiają się na nim wiedząc, że pozostali zawodnicy nie są w stanie zagrać tak dobrych podań jak kontuzjowani. Jeszcze można by mieć pretensje do Adriana Łyszczarza bez myśli o tym, że jest w miejscu, w którym Praszelik był na początku sezonu 20/21. O, albo jeszcze można przyczepić się, że Śląsk często tracił bramki w końcówkach (7 po 75 minucie), bo bez znaczenia jest to, że także najczęściej trafia do siatki w analogicznym czasie (12 bramek).

TRENER NIE POMAGA

Ale już poważnie. Uważam, że szkoleniowiec WKS-u nie podejmuje dobrych decyzji, chwilami ma też związane ręce. Z jednej strony tłumaczy się, że będący na ławce Poprawa mógłby zagrać, ale robi to tak dookoła, że wywołuje to wątpliwości i uzasadnia grę Lewkotem (który zresztą akurat przy pierwszej bramce miał ogrom pecha). Dziwi też stawianie na Matusa Putnockiego, który raz za razem udowadnia, że jest niestabilny jak reaktor elektrowni atomowej w wyobraźni części przeciwników tego źródła energii.

I tu uzasadniona jest frustracja, gdy pytania o kryzys były bagatelizowane, zamiast tłumaczenia rzeczywistości miały miejsce wspominki gorącego lata i dobrych występów w Europie. Zbyt wiele czasu potrzeba było na refleksję i dotknięcie ziemi w budowaniu narracji. Szkoleniowiec znów zaczyna tłumaczyć co się dzieje i miejmy nadzieję, że pozwoli wiosną zapomnieć o tak przykrych, listopadzie i grudniu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.