Skromne, ale zasłużone zwycięstwo Wisły


Podopieczni trenera Ryszarda Tarasiewicza przegrali w Krakowie z Wisłą 0:1 po golu Pawła Brożka i nadal pozostają jedynym zespołem w lidze, który w tym roku nie odniósł jeszcze zwycięstwa. Śląsk przoduje także w innej statystyce – wrocławska drużyna w tym sezonie nie odniosła jeszcze zwycięstwa na boisku rywala. Przegrana z mistrzami Polski tylko 0:1 to najmniejszy wymiar kary za fatalną postawę WKS-u. Przyjezdni nie mieli w tym meczu lidera i żadnego atutu, żeby spod Wawelu wywieźć choćby punkt. Jeden strzał w kierunku bramki Mariusza Pawełka, i to w dodatku niecelny, to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o czymś więcej niż tylko uniknięciu blamażu. Gospodarze nie grali wyjątkowo dobrze, to po prostu Śląsk zaprezentował się w tym meczu bardzo słabo. Tylko małym usprawiedliwieniem może być fakt, że w spotkaniu nie mogli wystąpić dwaj napastnicy - Tomasz Szewczuk i Vuk Sotirović. W Ekstraklasie każdy zespół powinien na taką sytuację być przygotowany – w Śląsku jest jednak inaczej, w związku z tym z przymusu na tej pozycji musiał zagrać Piotr Ćwielong, ale ten eksperyment okazał się bardzo nieudany i oby już nigdy więcej nie musiał się powtarzać.
Gospodarze od pierwszych minut grali konsekwentnie skrzydłami i to właśnie po takiej akcji w 12. minucie spotkania Biała Gwiazda mogła objąć prowadzenie. Prawą stroną boiska przedarł się Pablo Alvarez, dośrodkował w pole karne, Marian Kelemen wypuścił piłkę, ale Rafał Boguski z kilku metrów nie trafił nawet w bramkę. Napastnik Wisły w pierwszej połowie miał jeszcze dwie dobre okazje do strzelenia gola, ale tego dnia miał spory problem z celnością. Szczególnie zawiódł w 28. minucie, gdy mając przed sobą tylko Kelemena nie potrafił skierować piłki do siatki Śląśka.
Śląsk zepchnięty do defensywy miał mało do powiedzenia w tym spotkaniu. Wisła zdecydowanie przeważała i w końcu udokumentowała to objęciem prowadzenia. Patryk Małecki ograł trzech (!) obrońców i wyłożył piłkę Pawłowi Brożkowi, który z metra strzelił do pustej bramki. To pierwsze ligowe trafienie Brożka od października ubiegłego roku.
Tylko dzięki nieporadności wiślaków Śląsk nie został rozstrzelany już w pierwszej połowie i miał nawet szansę na wyrównanie. Tuż przed przerwą Dariusz Sztylka popisał się znakomitym prostopadłym zagraniem do Tadeusza Sochy, którego w ostatniej chwili ubiegł wybiegający z bramki Mariusz Pawełek. To było pierwsza i ostatnia okazja graczy trenera Tarasiewicza do strzelenia gola.
Na kwadrans przed końcem spotkania Wisła powinna przypieczętować zasłużone zwycięstwo. Sam na sam z Kelemenem znalazło się dwóch graczy gospodarzy, ale Paweł Brożek zachował się fatalnie i Mariusz Pawelec zdołał uratować swój zespołu od utraty bramki. Po chwili obrońca Śląska zagrał zbyt krótko do Kelemena, po którego wybiciu piłka odbiła się od Boguskiego, ale i tym razem wiślacy zachowali się mało roztropnie i tej szansy nie wykorzystali.
Wrocławianie mieli ponad dwa tygodnie na to, żeby wyeliminować pewne błędy ze swojej gry, ale zaprezentowali się jeszcze gorzej niż w poprzednich meczach. Presja na zawodnikach jest na pewno ogromna, woli walki i chęci zwycięstwa odmówić im nie można, ale od pewnego czasu Śląsk zamiast się rozwijać, idzie wręcz w odwrotnym kierunku.
Wisła Kraków 1:0 (1:0) Śląsk Wrocław
Paweł Brożek 31’
Wisła: Pawełek - Alvarez, Marcelo, Głowacki, Piotr Brożek - Małecki, Diaz, Jirsak (72’ Mączyński), Łobodziński (76’ Kirm), - Boguski, Paweł Brożek (87’ Burliga)
Śląsk: Kelemen - Celeban, Pawelec, Socha, Wołczek – Madej (84’ Spahić), Sztylka, Łukasiewicz (75’ Ulatowski), Dudek, Mila – Ćwielong (69’ Gancarczyk)
Widzów: 5500
Sędziował: Sebastian Jarzębak
Żółte kartki: Głowacki, Małecki (Wisła), Łukasiewicz, Madej, Sztylka (Śląsk)
