Śląsk cierpi w ofensywie
fot.: Marcin Folmer
Niemoc wrocławian pod bramką przeciwnika zaczyna robić się bardzo niepokojąca. Na przełomie starego i nowego roku w ekstraklasie nie było drugiej tak nieskutecznej drużyny, jak Śląsk, a piątkowy wyjazd do Łęcznej bynajmniej nie zapowiada się jako spacerek.
W dwóch ostatnich kolejkach ekstraklasy tylko Śląsk nie zdobył ani jednej bramki i przegrywał po 0:2 z Cracovią we Wrocławiu oraz Lechią w Gdańsku. By znaleźć ostatnie trafienia zespołu prowadzonego przez Jacka Magierę trzeba cofnąć się do pierwszej połowy grudnia oraz honorowych trafień Adriana Łyszczarza w Zabrzu (1:3) i Szymona Lewkota w Grodzisku Wielkopolskim (1:2). W obu przypadkach satysfakcja znowu jednak nie jest pełna, bo bramki padły odpowiednio po rzucie wolnym oraz rzucie różnym, co sprawia, że Śląsk na gola z gry czeka od ostatniego weekendu listopada i konfrontacji ze Stalą (2:1)! Sytuacji w ofensywie nie poprawia odejście Mateusza Praszelika oraz spodziewany transfer Erika Exposito, a to jak wrocławianie męczą się pod bramką rywala gołym okiem widać było już w pierwszym tegorocznym meczu przeciwko biało-zielonym.
- Pewnego rodzaju brak rozwiązań, brak dobrej gry w ofensywie, który nie napawa optymizmem. Może nawet nie tyle brak pomysłu, bo on czasami nawet jest w głowie, ale trudno to realizować jeszcze poprzez pewne ograniczenia w ciele. Pierwszy mecz po okresie przygotowawczym zawsze jest dużą zagadką, bywa niewygodny -
- mówi nam były napastnik Śląska Remigiusz Jezierski.
OPTYMALNY ZMIENNIK
W Gdańsku szansę na grę w wyjściowej jedenastce otrzymał Fabian Piasecki, który ma za sobą bardzo udaną rundę na wypożyczeniu do Stali Mielec, ale jego sobotnia gra pokazała, że formę z Solskiego wcale niełatwo będzie utrzymać w barwach Śląska. 26-letni napastnik w Trójmieście oddał tylko jeden celny strzał, nieprzypadkowo wykręcił drugą najniższą drużynową notę InStat Index i nie ulega wątpliwości, że zastąpienie przez niego Exposito będzie stanowiło duże wyzwanie. Więcej ożywienia gry do ofensywy zielono-biało-czerwonych wniósł za to Caye Quintana, który pojawił się na murawie dwadzieścia minut po przerwie i zdołał trafić w słupek.
- Myślę, że dotychczasowa rola zmiennika w dobrym zespole dla Fabiana była optymalna. Teraz jest pod większą presją i jeśli nie będzie miał wsparcia Quintany oraz kolejnych zawodników, to brak zdobyczy bramkowych, a co za tym idzie punktowych, zawsze odbije się na napastniku. Erik Exposito też był poddawany krytyce, a w mojej ocenie miał też to coś więcej niż przeciętny napastnik - smykałkę do gry kombinacyjnej czy nawet można powiedzieć cwaniackiej. Nie był szablonowy i przewidywalny, czasami potrafił zwolnić grę, zagrać pod faul albo poszukać tej swojej wybitnej lewej nogi -
- ocenia Remigiusz Jezierski.
HISTORYCZNY WYNIK
Okazji do przełamania liczącej 190 minut serii bez gola Śląsk w piątkowy wieczór poszuka w Łęcznej, gdzie jego rywalem będzie rozpędzający się beniaminek Górnik. Drużyna z Lubelszczyzny w niedzielę była o krok od czwartego ligowego zwycięstwa z rzędu, co stanowiłoby rekord w historii jej ekstraklasowych występów, jednak komplet punktów w doliczonym czasie w Grodzisku Wielkopolskim odebrał jej gol… bramkarza Warty Adriana Lisa i skończyło się remisem 1:1. Na kartach historii ekipy z Łęcznej zapisał się także Remigiusz Jezierski, który w sezonie 2004/2005 z pięcioma golami był drugim najlepszym strzelcem zespołu prowadzonego przez Bogusława Kaczmarka, a Górnik w czternastozespołowej lidze finiszował na rekordowym 7. miejscu.
- To była niezła ekipa z Andrzejem Bledzewskim, Bartoszem Jurkowskim czy Andrzejem Kubicą w składzie. Duża rywalizacja, sam doświadczyłem tego w walce z Cezarym Kucharskim o pozycję numer dziewięć. Ta szeroka kadra niewątpliwie wpłynęła na to, że wyniki były dobre, mieliśmy też po prostu doświadczony jak na skalę ligi zespół. Mniejsza miejscowość, klub z dobrą bazą już wtedy, więc dla piłkarza świeża głowa i nic, tylko koncentrować się na grze. Byliśmy pewni siebie, chcieliśmy rywalizować o najwyższe cele pomimo mniejszego klubu -
- wspomina Jezierski, który co ciekawe trafił do Górnika z Hapoelu Beer Szewa, czyli niedawnego rywala Śląska w kwalifikacjach Ligi Konferencji Europy.
Zdaniem byłego napastnika, mniejsza miejscowość, jaką jest Łęczna może działać na drużyny przyjezdne w specyficzny sposób. Na kameralnym stadionie, w niespełna dwudziestotysięcznym mieście próżno przecież szukać atmosfery, jaka choćby w ubiegły weekend stała się udziałem piłkarzy trenera Jacka Magiery w Gdańsku, czy jeszcze niedawno w Zabrzu albo Poznaniu.
- Wiadomo, że tych malutkich zawsze się trochę bardziej spisuje na straty, ale już nieraz przekonywaliśmy się, że grając właśnie pod mniejszą presją da się nawiązywać rywalizację z większymi. Jak sięgam pamięcią do czasów swojej gry w Górniku Łęczna, z punktu widzenia przyjezdnych w podświadomości na pewno było coś takiego, że nie jedzie się na największy stadion i najlepszą atmosferę tylko tam, gdzie klimat może być trochę mniej motywujący -
- kończy Jezierski.
Początek meczu 21. kolejki ekstraklasy Górnik Łęczna – Śląsk Wrocław zaplanowano na piątek o godzinie 18:00.