Śląsk - Gwardia 30:17 (17:6)

Pierwszy mecz w sezonie 2003/2004 nie wywołał we Wrocławiu wielkich emocji. Trybuny Hali Orbita zapełniły się tylko w niewielkiej części. Organizatorzy przygotowali niespodziankę i publiczność nie musiała kupować biletów (może, gdyby o tym napisano w prasie, to frekwencja byłaby większa?). Szczypiornistów WKSu nie niósł także doping szalikowców, bowiem w tym samym czasie swój mecz piłki nożnej rozgrywała drużyna kibiców Śląska w C-klasie.


 

Piłkarze kierowani przez trenera Karpińskiego stanęli jednak na wysokości zadania i bez problemów pokonali beniaminka z Opola. Pierwszego gola w meczu zdobył z rzutu karnego Andrzej Mokrzki i prowadzenia wrocławianie nie oddali go do końca spotkania.

W pierwszych minutach z dobrej strony pokazał się Artur Banisz, któremu udało się wybronić kilka groźnych strzałów. W ataku nieźle prezentował się Abel Salami i po jego dwóch golach w 11 minucie Śląsk prowadził 7:1. Widząc nieporadność swoich podopiecznych trener Zajączkowski poprosił o „czas”. Niewiele to gościom pomogło, bowiem w 15 minucie WKS prowadził 8:2.

Gdy jednak jeden z graczy Gwardii został ukarany karą 2 minut, w gości wstąpiła sportowa złość. Grając w osłabieniu zdobyli 2 bramki i zmniejszyli straty. Jednak w dalszej części meczu wrocławianie kontrolowali sytuację. Świetnymi interwencjami popisywał się Banisz.

Obie drużyny miały kłopoty ze skutecznością. Szczególnie gospodarze mieli rozregulowane celowniki. Piłka często trafiała w słupki, poprzeczkę. W 24 minucie na tablicy świetlnej widniał wynik 11:4. Do końca 1 połowy niewiele się działo, ostatnie 2 minuty Śląsk grał w przewadze i po bramkach Lijewskiego, Mokrzkiego i Mistaka wyszedł na jedenastobramkowe prowadzenie. Do przerwy 17:6. Najwięcej goli w 1 części spotkania zdobył Mokrzki – pięć.

Widząc swoja olbrzymią przewagę w umiejętnościach WKS rozluźnił trochę obronę, dając gościom trochę więcej miejsca na rozegranie akcji, jednak nadal spora przewaga bramkowa była po stronie gospodarzy. W 39 minucie było 21:9. W 40 minucie miał miejsce mały incydent. Po starciu z graczem Gwardii na parkiecie przez dłuższą chwilę leżał Jacek Wardziński. Wyglądało to na kontuzję, jednak po zabiegach masażystów zawodnik powrócił do gry.

Od 40 do 46 minucie mieliśmy mały przestój w grze. Każda z ekip zdołała zdobyć tylko jednego gola. W 51 minucie swoją skuteczność w egzekwowaniu rzutów karnych zatracił Mokrzki. Do tej pory pewnie wykorzystał 4, jednak piątą szansę zmarnował.

W 2 połowie nieźle spisywał się golkiper gości – Śledź i dzięki jego dobrej postawie Opolanie nie stracili więcej goli. U gospodarzy nastąpiła zmiana na tej pozycji i szansę pokazania się dostał Ciechanowicz, ale bronił ze zmiennym szczęściem. W 55 minucie jest 26:15 i goście czekają tylko na koniec meczu.

Na 20 sekund przed końcem gola dla WKSu zdobywa Osmola i pieczętuje zwycięstwo Śląska, choć równo z syreną końcową ostatnią bramkę strzelają goście. 31:17 i radość z udanego początku sezonu wrocławian. Najwięcej goli dla gospodarzy zdobył Mokrzki – 7, 4 gole strzelił Garbacz.

Dobra gra Śląska prorokuje, że będą się liczyć w alce o mistrzostwo, jednak koniecznie muszą oni popracować nad skutecznością. Do zespołu dobrze wprowadził się Mokrzki, niewidoczny był brak kontuzjowanego Dmytruszyńskiego. Jednak przed WKSem już niedługo trudny sprawdzian, bowiem za 2 tygodnie w Hali Orbita zawita Wisła Płock.

źródło: własne

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.