Śląsk - Lechia 1:0 (1:0)

Do wznowienia drugoligowych rozgrywek pozostały już tylko dwa tygodnie i przygotowania zespołów do rundy wiosennej wchodzą w decydującą fazę. W sobotę rano zespół Śląska wyjechał do Chorzowa, gdzie na bocznym boisku Stadionu Śląskiego (sztuczna murawa) zmierzył się z Lechią Gdańsk. Trenerzy obu drużyn nie mogli tego dnia skorzystać z wszystkich zawodników z szerokiej kadry. Drużyna Lechii przebywająca od poniedziałku na zgrupowaniu w Chorzowie osłabiona była m.in. brakiem Mateusza Bąka , Damiana Trzebińskiego i Karola Piątka, którzy zostali w domach, podczas obozu urazów doznali natomiast Dariusz Łożyński, Krzysztof Brede i Paweł Pęczak. W ekipie WKS-u zabrakło natomiast Dariusza Sztylki (naciągnięty miesień czworoglowy), Roberta Rosińskiego (odbita pięta) i Krzysztofa Wołczka (problem z kręgosłupem). Trener Jan Żurek zabrakł na ten pojedynek 19 zawodników, pozostawiając we Wrocławiu na sparing drugiej drużyny Damiana Okrojka, Jakuba Małeckiego i Kamila Bilińskiego. W pierwszych minutach spotkania inicjatywa należała do gdańszczan, czego zwieńczeniem były próby zaskoczenia Radosława Janukiewicza przez Kalkowskiego, Buzałę i Pawlaka. Wrocławianie z czasem zaczęli jednak coraz śmielej atakować i gra się wyrównała. Niestety piłkarze Lechii starając się pokazać swoje zaangażowanie często zbyt ostro atakowali rywali i co kilka minut z grymasem bólu na murawie lądowali kolejni piłkarze WKS-u. Masażysta Śląska opatrywał m.in. Lasockiego, Capa, Imeha i Ulatowskiego. Ostatni z nich został tak silnie kopnięty w piszczel, że mimo założonego ochraniacza, przez kilka minut musiał walczyć z bólem, zanim ostatecznie powrócił na murawę. Sporo nerwowości do gry wprowadzał także sędzia, który nie do końca panował nad wydarzeniami boiskowymi. W pewnym momencie, po kolejnym brutalnym ataku gdańszczanina na murawę wkroczył nawet trener Żurek, w męskich słowach przypominając, że jest to tylko sparing. Po dobrych pierwszych minutach w wykonaniu piłkarzy Lechii, z czasem gdańszczanie mieli coraz większe problemy z przedarciem się pod bramkę WKS-u. Wrocławianie konstruowali więcej groźnych akcji i jedna z nich w końcu zakończyła się sukcesem. Tuż przed przerwą Imeh przytrzymał chwilę piłkę przed polem karnym i odegrał ją do nadbiegającego Capa. Czech silnie uderzył po ziemi, futbolówka otarła się jeszcze po drodze o któregoś z graczy i mimo interwencji bramkarza wpadła przy słupku do siatki. Gol ten był ukoronowaniem wyśmienitej gry Capa, który ustawiony na pozycji defensywnego pomocnika spisywał się rewelacyjnie zarówno w destrukcji, jak i konstruowaniu akcji. Zawodnik próbował także wykonywać także stałe fragmenty gry i choć podobno wykonuje je bardzo dobrze, tym razem brakowało mu dokładności.
W drugiej połowie obaj trenerzy dokonywali wielu zmian i wynikający z tego brak zgrania przyczynił się do
mniejszego tempa gry i mniejszej ilości składnych akcji. Na szczęście zawodnicy wchodzący z ławki rezerwowych nie grali tak agresywnie jak wcześniej ich koledzy i obyło się bez niepotrzebnych spięć. W szeregach Lechii pojawił się Sławomir Wojciechowski i choć kilka razy pod wrocławską bramką zrobiło się groźnie po jego dośrodkowaniach, to uważnie grająca defensywa WKS-u nie dała się zaskoczyć. W zespole Śląska po przerwie na murawie pojawili się Fernando Morales i Paweł Woźniak, którzy pokazali, że drzemią w nich spore możliwości. Paragwajczyk ze swobodą potrafił minąć kilku rywali, wykorzystując posiadane umiejętności techniczne, Woźniak zaś dobrze pracował zarówno w defensywie jak i ofensywie. Natomiast na skrzydle pojawił się Wan, który zmienił Pajączkowskiego. Sprowadzony z Polonii Bytom pomocnik mimo nienajlepszych warunków fizycznych pokazał w pierwszej połowie dużą zadziorność i dzielnie walczył z silniejszymi rywalami. W trakcie spotkania Tomasz Borkowski dał szansę gry wielu zawodnikom z szerokiej kadry zespołu Lechii, także trener Żurek posyłał do boju kolejnych graczy (Kaczamrek, Ignasiak, Rusinek, Ilków-Gołąb). Druga połowa spotkania nie była tak emocjonująca, jak poprzednia, jednak piłkarze stworzyli kilka akcji, które mogły zakończyć się bramkami. Bliżsi trafienia do siatki byli wrocławianie – w 62 minucie Morales zbyt długo jednak zwlekał w polu karnym z podaniem do partnerów, w końcówce wrocławianie wyprowadzili także kontrę, ale fatalnie w tej sytuacji zachował się Ilków-Gołąb. Piłkarze Śląska domagali się także rzutu karnego (przewracany Wan), ale arbiter nie podyktował „jedenastki”. Jednak mimo tych niewykorzystanych okazji zespół WKS-u po wygranej w dobrych nastrojach wracał do Wrocławia.
Śląsk Wrocław – Lechia Gdańsk 1:0 (1:0) - boczne boisko Stadionu Śląskiego w Chorzowie
Bramka: Cap 45’
Śląsk Wrocław: Janukiewicz (66’ Kaczmarek) – Kaczorowski (76’ Rudolf) , Wójcik (66’ Ignasiak), Pokorny, Lasocki - Szewczuk (66’ Rusinek), Dudek (46’ Morales), Cap (46’ Woźniak), Pajączkowski (46’ Wan) – Ulatowski, Imeh (71’ Ilków-Gołąb).
Lechia Gdańsk: Sobański - Fechner, Pawlak, Manuszewski, Żuk - Kalkowski, Miklosik, Pietrowski, Buzała - Rogalski, Wiśniewski.
Grali także: Kosznik, Wojciechowski, Cetnarowicz, Hirsz, Wojtkiewicz, Szulik, Kazubowski, Szałęga.
źródło: własne
