Śląsk ma przepis na zwycięstwa
fot.: Paweł Lipnicki
Piłkarzom Vitezslava Lavicki w ostatnich tygodniach wyraźnie brakuje regularności, jest jednak element gry, który doszlifowali do perfekcji. Jeśli Śląsk w tym sezonie strzela gola na 1:0, to zawsze wygrywa.
Każde z czterech dotychczasowych zwycięstw zielono-biało-czerwonych łączy wspólny mianownik – pierwsza bramka w meczu. Trafienie na wagę prowadzenia zawsze stawia w uprzywilejowanej pozycji, sztuką jest jednak jeszcze potrafić zarządzać korzystnym wynikiem. Śląsk w takich sytuacjach punktów nie traci, pod tym względem w Ekstraklasie dorównują mu tylko Warta Poznań i Legia Warszawa.
Po czwartej tego typu sytuacji w ostatnim spotkaniu z Jagiellonią (1:0), trudno już mówić o przypadku. Mecz przeciwko zespołowi z Podlasia i tak był wyjątkowy w porównaniu do wcześniejszych, bo pierwsza i jedyna bramka padła dopiero w drugiej połowie. Z Piastem, Cracovią oraz Wisłą Kraków, Śląsk na 1:0 trafiał już przed przerwą, a nawet jeszcze przed upływem 20. minuty.
Zwycięstwo przy Reymonta jest w tej statystyce o tyle znaczące nie tylko dlatego, że lśni jako jedyny wyjazdowy skalp ostatnich miesięcy, ale z powodu utraty bramki wyrównującej po szybko objętym prowadzeniu.
Sytuacja, w której Śląsk tracił w tym sezonie gola na 1:1 zdarzyła się tylko raz. Dziś może kojarzyć się jednak jedynie jako ciekawostka, a nie wstęp do przykrych konsekwencji, bo w Krakowie wrocławianie wyjątkowo pokazali charakter na obcym stadionie, nie podłamali się i wygrali 3:1.
Piłkarze Vitezslava Lavicki zdecydowanie gorzej czują się, kiedy tracą bramkę jako pierwsi. W czterech takich meczach do tej pory udało im się zainkasować zaledwie punkt. Konsekwentna gra zaprezentowana w ubiegłotygodniowej rywalizacji z Jagiellonią pozwala jednak wierzyć, że w kolejnych tygodniach częściej będziemy obserwować pozytywny wariant.