Śląsk na wyjazdach jest dziurawy jak sito
fot.: Paweł Kot
W Szczecinie było blisko, jak w żadnym z wcześniejszych meczów, Matus Putnocky kolejny raz wrócił jednak z obcego terenu bez czystego konta. Takiej serii nie ma żaden inny zespół w Ekstraklasie.
Rywalizacja na stadionie Pogoni wydawała się niezłą okazją do przełamania, wszak właśnie na Pomorzu Zachodnim Śląsk w połowie lutego po raz ostatni zachował czyste konto w meczu wyjazdowym (0:0).
W sobotę wszystko zgodnie z planem szło niemal do samego końca, jednak tuż przed upływem regulaminowego czasu rzut karny wykorzystał Michał Kucharczyk, a zawstydzająca passa wrocławian liczy już 9 meczów, w których stracili 14 bramek.
Problem nie byłby aż tak palący, gdyby Śląsk defensywne kłopoty na wyjazdach niwelował regularnym punktowaniem. Piłkarze Vitezslava Lavicki przegrali w tym czasie jednak aż 7 razy, a cenne zwycięstwa po dobrej grze w Płocku (2:1) i przy Reymonta w Krakowie (3:1) były tylko chwilowymi odstępstwami od reguły.
W międzyczasie była jeszcze feralna pucharowa potyczka na stadionie pierwszoligowego ŁKS, w której niekorzystny dla Śląska wynik rozstrzygnął się dopiero w konkursie rzutów karnych, jednak w praktyce była jeszcze jedną wyjazdową porażką.
Ubiegłotygodniowa porażka z Pogonią pozbawiła Śląsk statusu drużyny niepokonanej, którą w poprzednim sezonie drużyna Lavicki cieszyła się najdłużej w Ekstraklasie. Wtedy kluczem do dobrych wyników była jednak właśnie stabilna postawa w defensywie, szczególnie na wyjazdach i czyste konta tylko na samym początku przy Reymonta (1:0), w Warszawie (0:0) czy Zabrzu (0:0).
Przed niedzielnym meczem na stadionie Legii szkoleniowiec Śląska może mieć niemały ból głowy.