Śląsk - Olimpia 30:20 (14:11)
Przez pierwszą połowę o dziwo gra byłą wyrównana. Mecz rozpoczął się od bramki dla gości. W 2 minucie Dariusz Wisiński pokonał Artura Banisza i goście wyszli na jedyne w meczu powadzenie. Śląsk szybko wyrównał i prowadził 5:1. Gra toczona była zrywami i gdy WKS odskakiwał na kilka bramek, to gracze Olimpii odrabiali starty. Po pierwszej połowie wrocławianie prowadzili trzema golami. W drugiej części gry WKS wziął się do roboty i odjechał rywalom na ponad 10 bramek różnicy. Z pewnością pomogły słowa motywacji trenera Falęty w przerwie. W bramce dobrze spisywał się Covtun i w ciągu 13 minut drugiej połowy nie dał się zaskoczyć. Równie dobrze Śląsk radził sobie w ataku i prowadził 21:11. Taka przewaga utrzymała się do końca meczu i ostatecznie po końcowej syrenie na tablicy świetlnej widniał wynik 30:20. Gra WKSu jest jednak daleka od optymalnej, miejmy nadzieje, że do czasu pojedynków decydujących o medalach wrocławianie złapią wiatr w żagle. W środę Śląsk zagra w Głogowie, a za tydzień w sobotę w hali Orbita podejmie Zagłębie Lubin.
Śląsk: Covtun, Banisz, Ciechanowicz - Gliński 2, Rosiński 4, Wardziński 6, Gudz 1, Garbacz 3, Górniak 3, Salami 6, Lijewski 3, Lewicki 1, Haczkiewicz 1, Achruk 0.
Olimpia: Adamkiewicz, Donosewicz - Baucki 0, Ścigaj 4, Migała 0, Chojniak 4, Wisiński 3, Pakuła 1, Ignasik 2, Biernacki 3, Stodko 3.
źródło: własne
