Śląsk - Olimpia 36:21 (13:12)
Mecz rozpoczął się od nieudanych akcji obu drużyn. Pierwszy gol padł w 2 minucie i zawodnicy Olimpii wyszli na prowadzenie. Gospodarze z łatwością przebijali się przez obronę, jednak albo pudłowali, albo bronił Donosewicz, który był pierwszoplanową postacią w pierwszej połowie. Wrocławskim graczom po raz pierwszy udało się go pokonać w 4 minucie. Gospodarze wyglądali na zbyt rozluźnionych. Mnożą się błędy z ich strony, niedokładne podania, straty. Tymczasem goście grali spokojnie i pewnie. W 5 minucie prowadzą 3:1, a w ósmej 4:2. Tylko niezła postawa Banisza ratowała WKS przed większymi startami.
W 11 minucie po golu Rafała Glińskiego na moment na prowadzenie wyszli gospodarze (5:4), jednak szybkie akcje gości zakończyły się bramkami i na tablicy świetlnej widniał wynik 5:6. Gracze Śląska nie potrafili nawet wykorzystać rzutów karnych. Najpierw pudłuje Dmytruszyński, a potem Gliński. Dopiero w 17 minucie trafia ten pierwszy zmniejszając starty na 6:7. Ten sam zawodnik zdobywa gola w 23 minucie dającego remis 9:9. Nadal świetną partię rozgrywa Donosewicz, który broni wiele strzałów.
Gdy między słupkami wrocławskiej bramki staje Makówka sytuacja na parkiecie zmienia się diametralnie. Wrocławianie nagle odzyskują skuteczność i gole Lijewskiego i Wardzińskiego pozwalają gospodarzom zakończyć pierwszą cześć spotkania z wynikiem 13:12. Śląsk nie potrafił jednak wykorzystać gry rywali w osłabieniu, by powiększyć przewagę.
Druga połowa przebiegała pod dyktando gospodarzy. Zaczęli lepiej grać w defensywie. A szczęście przy bronieniu strzałów jakby przeszło z Donosewicza na Makówkę. Rozkręcił się także Wardziński, skuteczność odzyskał Dmytruszyński. W 38 minucie Śląsk prowadził już 19:14, wykorzystując karę 2 minut dla gracza gości. W 41 minucie było już 21:14. Gracze Śląska rozluźnili się, zaczęli wyprowadzać efektowne kontrataki. W 50 minucie po serii bramek dla WKSu na tablicy świetlnej widniał wynik 28:17.
Ostatecznie pojedynek zakończył się rezultatem 36:21. Zasłużone zwycięstwo gospodarzy, którzy w 2 połowie pokazali pełnię swoich umiejętności. Jednak taka gra na pewno nie wystarczy na pokonanie prowadzących Vive Kielce i Wisły Płock.
źródło: własne
