Śląsk - Piast 1:0 (1:0) - relacja

Powrót na stadion przy ul. Oporowskiej okazał się dla Śląsk szczęśliwy. Wrocławianie zasłużenie wygrali z Piastem, a do Siatki trafił Budka... Mirosław, defensor zespołu z Gliwic. Co ważne drużyna Śląska zagrała w dobrym stylu, choć znów szwankowała skuteczność. Ważne, że WKS zaprezentował się dobrze na tle wymagającego rywala. Jeśli podopieczni trenera Tarasiewicza utrzymają taka formę w kolejnych meczach, to bramy ekstraklasy staną przed nimi w czerwcu otworem. Ostatni raz Śląsk swój mecz ligowy na Oporowskiej rozegrał ponad 6 miesięcy temu - 30 października 2005 roku ze Szczakowianką Jaworzno. Wtedy wrocławianie także wygrali 1:0. Spargnieni futbolu kibice mimo podwyżki cen biletów w sile kilku tysięcy wypełnili trybuny i od pierwszej do ostaniej minuty głosno dopingowali swoich ulubieńców. Piłkarze odwdzięczyli im się dobrą grą, a dzięki zwycięswtu WKS zajmuje 3 miejsce w tabeli tylko z 1 punktem starty do wicelidera - Zawiszy.
Wroclawianie rozpoczęli mecz znakomicie. Ręce same składały się do oklasków, gdy raz za razem sunęły kolejne ataki na bramkę Kozika. W pierwszej połowie goście zupełnie nie potafili się odnaleźć na boisku. Wszelkie próby konstruowania przez nich akcji ofensywnych zostawały szybko przerywane. Choć Piast na murawie wywalczył więcej punktów od WKS-u (na gliwiczanach ciąży kara –10 punktów za próbę przekupstwa sędziegow sezonie 2004/05 w spotkaniu ze Świtem Nowy Dwór), to patrząc na wydarzenia boiskowe można było mieć wrażenie, że spotykają się drużyny z dwóch różnych klas rozgrywkowych. Po 20 minutach nawałnicy na bramkę Kozika, podczas której wrocławianie stworzyli sobie kilka dobrych okazji strzeleckich, gra nieco się uspokoiła. Wydawało się, że gracze Piasta otrząsnęli się już i zaczną śmielej atakować. Jednak wtedy świetną akcję przeprowadził Rosiński. W 25 minucie leżącemu pomocnikowi Śląska na dłoń korkami nastąpił jeden z rywali i piłkarz z grymasem bólu opuścił murawę. Po kilkudziesięciu sekundach wrócił na boisko, a w jego kierunku piłkę z głębi pola odegrał Budka. Rosiński wkręcił w murawę Michniewicza i zagrał silną piłkę w pole karne licząc na rykoszet obrońcy. Przewidywanie gracza Śląska się sprawdziło, bowiem futbolówka trafiła do Budki, a ten tak niefortunnie ją odbił, że ta wpadła do bramki. Do końca tej części meczu obraz się nie zmienił. Wrocławianie kontrolowali wydarzenia boiskowe, nie dopuszczając rywali zbyt blisko bramki Janukiewicza.
W drugiej odsłonie zespół Piasta zagrał bardziej ofensywnie i gra się wyrównała. Wrocławianie nie przedostawali się już z taka łatwością pod bramkę Kozika, jak w pierwszej połowie. Zawodnicy Śląska jednak nie skupiali się tylko na bronieniu korzystnego rezultatu i od czasu do czasu dawali golkiperowi z Gliwic okazję do pokazania swoich umiejętności. W 63 minucie biegnącego do piłki odbitej przez Kozika Kowala zaatakował obrońca, napastnik WKS-u padł na murawę, jednak arbiter nie zdecydował się na podyktowanie rzutu karnego. Po meczu napastnik Śląska przyznał racje sędziemu uczciwie przyznając, że nie był faulowany. Choć piłkarze Śląska stworzyli sobie jeszcze kilka dogodnych okazji do zdobycia bramki, to więcej goli już nie padło.
Wygrana wrocławian sprawiła, że passa kolejnych meczów Piasta bez porażki została zakończona na liczbie 7 spotkań. Śląsk wygrał zasłużenie, rywale tego dnia byli tylko tłem dla dobrze dysponowanych podopiecznych trenera Tarasiewicza Miejmy nadzieję, że magia Oporowskiej będzie sprzyjać WKS-owi, bowiem z pozostałych 6 spotkań aż 4 odbędą się we Wrocławiu.
Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 1:0 (1:0)
1:0 26' - Budka (samobójcza)
Śląsk: Janukiewicz - Naskręt
, Sztylka, Celeban - Ignasiak - Budka, Dudek, Ulatowski (90' Mróz), Rosiński
- Bugaj (46' Ostrowski), Kowal (83' Witkowski).
Piast: Kozik - Michniewicz, Banaś, Budka (61' Podgórski), Zadylak, Kaszowski, Gamla, Widuch, Kompała
, Kukulski, Solnica (85' Karwan).
Sędziował: Łukasz Bartosik (Kraków)
Widzów: 4500.
źródło: własne
