Śląsk pokonał Zagłębie
Zespół Zagłębia przyjechał w składzie z Michałem Kubisztalem, który do niedawna reprezentował barwy Śląska. Być może teraz żałuje swojej decyzji, jednak przed sezonem problemy finansowe WKSu powodowały, że przyszłość kluby była wielką niewiadomą. Uczciwie trzeba jednak przyznać, że Kubisztal przydałby się wrocławianom na pewno. Potwierdził to swoją dobrą grą w dzisiejszym spotkaniu.
Pierwszy gol w meczu padł na początku 2 minuty, gdy Maciej Dmytruszyński na raty wykonał rzut karny. Po jego strzale piłka trafiła w słupek, lecz wróciła do zawodnika, a dobitka okazała się skuteczna. Goście odpowiedzieli natychmiast, a pierwsze trafienie dla Zagłębia zalicza Kozłowski.
Pierwsze minuty to chaos na parkiecie. Obie drużyny mają sporo strat, mnożą się faule, zawodnicy mają niewyrególowane celowniki i piłka nie może znaleźć drogi do siatki. Kolejną bramkę kibice oglądają dopiero w 6 minucie, kiedy to goście pierwszy raz wychodzą na prowadzenie. W początkowej części spotkania słabo w ekipie gospodarzy spisuje się Lijewski, który kilka razy popełnia głupie błędy, jego strzały są łatwym łupem dla golkipera gości Kowtuna.
Bramkarz Zagłębia kilka razy pokazał się z dobrej strony broniąc mi. karnego wykonywanego przez Kubisztala w 9 minucie. Wtedy jeszcze wrocławianie byli na prowadzeniu lecz niedługo goście zaczęli grać lepiej w ofensywie i szybko uzyskali przewagę. W 16 minucie Zagłębie prowadziło 7:6, a wrocławianie nadal grali nieporadnie. Nie pomogła i nawet gra w przewadze, bowiem , gdy lubinianie byli w osłabieniu zdobyli 2 gole, nie tracąc żadnego !
Kibice byli oszołomieni i zadziwieni słabą grą swoich pupili. W 21 minucie udało się jednak doprowadzić znowu do stanu remisowego po golu Jacka Wardzińskiego,. Jednak znowu powtórzyła się sytuacja sprzed kilku minut. Zagłębie gra w osłabieniu i zdobywa 2 gole. Trener Karpiński zareagował, gdy na tablicy świetlnej widniał wynik 9:12. Poprosił o „czas”, bowiem pierwszy raz w meczu goście zdobyli 3 bramki przewagi.
Nie zdało się to na wiele. Chwile potem po raz pierwszy do bramki gości wchodzi Michał Świrkula i od razu broni rzut karny egzekwowany przez Dmytruszyńskiego. Jednak chwile później tym samym wyczynem popisuje się Atrtur Banisz i w gospodarzy wstępuje nowy duch. Zdobywają 3 gole z rzędu i tym razem zaniepokojony szkoleniowiec Zagłębia prosi o przerwę.
Ostatecznie pierwsza połowa kończy się wynikiem 13:14. Druga część meczu rozpoczyna się od gola dla gości, jednak w końcu ostro za grę biorą się gospodarze. Na przemian gole zdobywają Maciej Dmytruszyński i Grzegorz Garbacz i WKS wychodzi na prowadzenie 20:17. Po 21 minutach Śląsk odzyskuje prowadzenie.
Trener łakomy prosi o „czas”, ale Wrocławianie nie oddają już prowadzenie do końca meczu. W 49 minucie WKS prowadzi 25:21, w 55 min. 29:25, a w 57 min. 30:26. Trzy minuty przed końcem czerwoną kartką został ukarany zawodnik Zagłębia- Paweł Orzłowski.
Ostatecznie Śląsk pokonał lubinian 33:27.
Śląsk Krzysztof Lijewski 7, Maciej Dmytruszyński po 7, Grzegorz Garbacz 6, Michał Salami 6;
Zagłębie - Michał Kubisztal 6 , Bartłomiej Jaszka 6, Tomasz Kozłowski 5
źródło: własne
