Śląsk - Polonia Warszawa 0:0

Twierdza Wrocław wciąż niezwyciężona. Nawet pomimo szturmowych ataków Sebastiana Jarzębaka, głównego dowodzącego środowego pojedynku. Arbiter już w 3 minucie stworzył przewagę liczebną gości, pokazując czerwony kartonik Radosławowi Janukiewiczowi za rzekome nieprzepisowe zagranie naszego bramkarza na znajdującym z nim oko w oko Jacku Kosmalskim. Waleczność i determinacja naszych graczy nie pozwoliła jednak polonistom na wykorzystanie sprawionego im prezentu. Niewątpliwym faworytem tego meczu była warszawska Polonia, najlepsza drużyna rundy wiosennej. Podopieczni trenera Waldemara Fornalika w spotkaniu ze Śląskiem nie zaprezentowali dobrego futbolu i tylko dzięki szczęściu wywieźli z Oporowskiej jeden punkt. W wielu akcjach widoczny był brak pomysłu na sforsowanie dobrze zorganizowanej defensywy wrocławian, którzy zmotywowani głośnym dopingiem kibiców, wydobyli z siebie wielkie pokłady energii. Zawodnicy „Czarnych koszul”, grając przez niemal całe spotkanie z przewagą jednego zawodnika, w pierwszej połowie utrzymywali się częściej przy piłce, ale nie stwarzali sobie klarownych sytuacji do objęcia prowadzenia. Indywidualne akcje i niecelne strzały z daleka w żaden sposób nie zagroziły bramce strzeżonej od 4 minuty przez Wojciecha Kaczmarka, który jak się później okazało, był pewnym punktem naszego zespołu. Paradoksalnie to Śląsk był bliżej strzelenia pierwszego gola i to dwukrotnie. Szansę na rehabilitację za nieudany występ w Polkowicach od trenera Żurka dostał Beniamin Imeh, który pomimo wciąż zerowego konta bramkowego, był chyba najjaśniejszą postacią WKS-u w ofensywie i to nie tylko ze względu na to, że był jedynym napastnikiem po wymuszonej zmianie Kaczmarka za Krzysztofa Ulatowskiego. Po rajdzie Nigeryjczyka w 17 minucie prawą stroną boiska i jego dośrodkowaniu do Pawła Kaczorowskiego, ten drugi niestety minął się z piłką, próbując oddać strzał z około 10 metrów. Tuż przed przerwą dobrego dośrodkowania Sebastiana Dudka z rzutu rożnego nie wykorzystał Rafał Lasocki, piłka po strzale głową defensora minęła lewy słupek bramki Żankarlo Simunića.
Po zmianie stron trener Fornalik wprowadził na murawę Marka Citkę, jednego z najsłynniejszych polskich piłkarzy drugiej połowy lat 90. Były reprezentant Polski dostosował się do swoich kolegów z drużyny i nie zaprezentował niczego nadzwyczajnego, co mogłoby pokusić kibiców o poproszenie o autograf. Poloniści zaczęli jednak tę część gry ze sporym animuszem. Już w pierwszej minucie drugiej odsłony z lewej strony w pole karne wdarł się Sebastian Olszar, zdołał wycofać piłkę do lepiej ustawionych graczy z Warszawy, ale po małym zamieszaniu futbolówka bez problemu znalazła się w rękach Kaczmarka. Gdyby ktoś spóźnił się na mecz kilka minut i byłby nieświadomy, że Śląsk grał w dziesiątkę, na pewno nie wyciągnąłby takiego wniosku oglądając grę obu zespołów. W 54 minucie swoją drugą okazję do otworzenia wyniku zmarnował Lasocki, w praktycznie bliźniaczej sytuacji do tej z pierwszej połowy. W niedzielnym pojedynku z Górnikiem nasi piłkarze nie potrafili zagrozić bramce polkowiczan, natomiast z rzekomo dużo groźniejszym przeciwnikiem, grając dodatkowo w osłabieniu, Śląsk bez problemu mógł pokusić się o zwycięstwo. Wygwizdywany na początku Imeh widocznie dobrze czuje się na własnym boisku, na którym gra mu się zdecydowanie lepiej. Po jego akcji w 67 minucie prawą flanką i zgraniu piłki do Dudka, wciąż najbardziej bramkostrzelny wrocławski piłkarz chyba przestraszył się danej mu szansy pokonania Simunića. Mając przed sobą jedynie bramkarza gości potknął się na piłce, i jak później sam przyznał, strzelił nie patrząc nawet gdzie znajduje się bramka. Tak zmarnowana okazja powinna się z wielkim hukiem zemścić na drużynie, która jej nie wykorzystała, ale w tym pojedynku było inaczej, bo to Śląsk w 82 i 87 minucie powinien skierować piłkę do bramki przeciwnika. Najpierw podanie Szewczuka nie wykorzystał Tomasz Rudolf (wprowadzony w 27 minucie za kontuzjowanego Vladimira Capa), po którego strzale głową futbolówkę zdołał trącić bramkarz, ta odbiła się jeszcze od słupka i opuściła plac gry. Następnie „Keta” odwdzięczył się doskonałym dośrodkowaniem Szewczukowi (otrzymał 7 żółtą kartkę w sezonie i podobnie jak Janukiewicz nie będzie mógł zagrać w sobotę w Opolu), którego strzał, zdołał w dobrym stylu obronić Simunić. Losy pojedynku na niekorzyść wrocławian mógł rozstrzygnąć Mariusz Zasada, ale bezbłędnie w tej sytuacji zachował się Kaczmarek, który za swój występ zasługuje na duże słowa pochwały.
Wrocławianie nadal pozostają niepokonani wiosną na Oporowskiej, jednak niewiele zabrakło, by podopieczni trenera Jana Żurka mogli po końcowym gwizdku arbitra cieszyć się nie z jednego, a z trzech punktów. Jednak przy grze przez prawie cały mecz w osłabieniu trzeba uznać remis za sukces, choć pozostał niedosyt, bo na murawie goście byli tłem dla dobrze dysponowanych wrocławian. Szkoda, że z taką pasją i zaangażowaniem wrocławianie nie grają podczas spotkań wyjazdowych.
Śląsk Wrocław – Polonia Warszawa 0:0
Śląsk: Janukiewicz - Lasocki, Wójcik, Pokorny, Cap (27' Rudolf) - Szewczuk, Sztylka, Dudek, Kaczorowski - Ulatowski (4' Kaczmarek), Imeh (90' + 2 Morales)
Polonia: Simunić - Broniewicz, Udarević, Bąk, Klepczarek (46' Citko) - Zasada, Ekwueme, Wędzyński (75' Tataj), Moryc - Olszar, Kosmalski (70' Mąka)
Żółte kartki: Wójcik, Szewczuk - Mąka, Udarević, Olszar
Czerwona kartka: Janukiewicz (2'), za faul taktyczny
Sędzia: Sebastian Jarzębak (Bytom)
Widzów: 3000
