Śląsk polubił czteropaki

Śląsk polubił czteropaki

fot.:

Podopieczni Piotra Tworka zamknęli sezon wesołym meczem przeciwko Górnikowi Zabrze, w którym padło aż 7 goli. Rzucił on światło na niebezpieczny trend, który zapoczątkował już ostatni mecz w eliminacjach do europejskich pucharów. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu. 



 

Co czai się pod tym nieco enigmatycznym twierdzeniem w leadzie tekstu? Oczywiście, że postawa defensywy, która zbyt dużo folgowała sobie w tym sezonie, tracąc aż 52 gole. Najbardziej niepokojąca kwestia leży jednak po stronie częstotliwości traconych bramek, a ta w wielu przypadkach kumulowała się w pojedynczych spotkaniach. W tym wszystkim zdarzył się jednorazowy błąd w Matrixie, zakończony spraniem przy Reymonta Wisły Kraków (5:0). 

KLĄTWA CZTEROPAKA 

Nie będziemy dłużej owijać w bawełnę, ten tekst jest zwróceniem uwagi na jeden z większych problemów Śląska w tym sezonie, czyli hurtowe dawanie rywalowi przestrzeni do zdobywania bramek. Wrocławianie aż 4 razy w tym sezonie tracili w jednym meczu przynajmniej 4 gole. Historia tej klątwy zaczęła się w meczu na szczycie w Poznaniu, kiedy Lech dał WKS-owi lekcję gry w piłkę, nie pozostawiając żadnych złudzeń, kto jest lepszy. Zaledwie 2 tygodnie później byliśmy świadkami kuriozalnego cyrku w Niecieczy, który zakończył się szalonym 3:4 po golu w ostatniej akcji meczu. Podobieństwa do starcia z Górnikiem Zabrze nasuwają się same, tam tylko nie było gola w samej końcówce. 

Jakby tego było mało, drużyna trenera Tworka zaprezentowała festiwal nieudolności przeciwko Bruk-Betowi we Wrocławiu, gdzie fatalny blamaż 0:4 zwieńczył fatalne dzieło byłego szkoleniowca Warty. A pamiętajmy, że wszystko zaczęło się jeszcze przed rozgrywkami ligowymi. Pierwszy sygnał do wzmożonej czujności w defensywie dało rewanżowe starcie 3. rundy eliminacji do Ligi Konferencji Europy w Petach Tikwie, w którym wrocławianie kompletnie pogubieni ulegli wynikiem znanym z herbu Schalke Gelsenkirchen. Hapoel Beer Szewa okazał się za dużą marką dla Szymona Lewkota i spółki. 

ZAMEK (Z PIASKU) WROCŁAW 

Tym bardziej druzgocące są porażki z nicieczanami i zespołem Jana Urbana, że wydarzyły się w stolicy Dolnego Śląska. Skalanie Twierdzy Wrocław to zresztą temat na inne, akademickie rozważania. Wrocławanie w tym sezonie okazali się najgorszą domową drużyną, wygrywając zaledwie 3 mecze i zdobywając tylko 17 punktów na Pilczycach. Na wiosnę zielono-biało-czerwoni nie wygrali żadnego meczu domowego (sic!) jako jedyna drużyna w całej stawce, tracąc rekordową liczbę bramek jako gospodarz (14 – tyle samo Radomiak). 

Bilans domowy Śląska w tym sezonie: 

  • 3 wygrane,  
  • 8 remisów,  
  • 6 porażek 
  • gole: 18-25 

Na szczęście, przy wylewach Śląska inne drużyny też miały swoje “dni kumulacji”. Zaskakująco często przydarzały się one Wiśle Kraków, być może dlatego nie ma jej już w ekstraklasie. Biała Gwiazda potrafiła zebrać od Lecha i Śląska po 0:5, dać się ograć łatwo Pogoni (1:4) i w przedostatniej kolejce Radomiakowi (2:4), co całkowicie zabiło jej szanse na utrzymanie. Swoje wycierpieli także beniaminkowie. Bruk-Bet skompromitował się przeciwko nowemu mistrzowi kraju (0:5) i ustępującemu (1:4), natomiast Górnik Łęczna czteropak przyjął pięciokrotnie, w tym podwójnie od Portowców (0:4 i 1:4). Pojedyncza wpadka przytrafiła się niemal na koniec rozgrywek Mariuszowi Lewandowskiemu w Radomiaku, kiedy radomianie nie wyszli na boisku w meczu z Zagłębiem, ulegając 1:6

SĄ WIĘKSZE GAGATKI 

 Nie mogło zabraknąć w tej wyliczance wesołego Górnika Zabrze, w którego meczach padło w sezonie 2021/22 najwięcej goli, bo aż 110. Zabrzanie niedawno mieli przecież 2 szalone mecze, najpierw zlali Miedziowych (4:2), a później po kompletnym szaleństwie przegrali z Legią hokejowym wynikiem (3:5). A nie zapominajmy, że zdarzyła im się wpadka przy Reymonta, kiedy zdezorientowani Górnicy ulegli 1:4. O lubinianach jeszcze nie wspomnieliśmy, a to oni byli właśnie największym łowcą czwórek. Taką liczbę bramek do bagażnika aplikowali im rywale w sześciu przypadkach, a czasem były to dosyć niespodziewani rywale, jak np. Wisła Płock (0:4) czy Stal Mielec (2:4) czy Warta (0:4). 

Patrząc na wyżej zaprezentowane wyniki, można mieć wrażenie, że wpłynęła na nie także specyfika tego szalonego sezonu, bowiem w niektórych kolejkach średnia goli przekraczała 3 na spotkanie. Rozbrykanie Śląska w grze defensywnej jest jednak o tyle martwiące, że ostatnim pojedynczym spotkaniem, w którym wrocławianie stracili cztery gole przed zakończoną niedawno ligową edycją były pamiętne derby z Zagłębiem (4:4) w sezonie 2019/20. Co ciekawe, rok wcześniej to także rywale zza miedzy wrzucili Śląska na karuzelę, wygrywając 4:0. W kolejnym sezonie kluczowe będzie popracowanie nad koncentracją w obronie. To właśnie sprawną linią defensywną często wygrywa się w naszej lidze mecze. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.