Śląsk - Rozwój 1:0 (1:0). Blisko, coraz bliżej...
Spotkanie rozpoczęło się fantastycznie dla gospodarzy. Już pierwsza groźna akcja przyniosła bramkę. Wielgus odegrał piłkę do Ulatowskiego, a ten pewnym strzałem ulokował ją w siatce. Prowadzenie pozwoliło WKSowi nabrać pewności w grze. Wrocławianie pomysłowo atakowali, ale goście nie skupiali się tylko na defensywie i od czasu do czasu zapuszczali się pod bramkę Janukiewicza. W 38 minucie wyśmienitą okazję zmarnował Wan. Jak podkreślali sami zawodnicy druga bramka jeszcze bardziej uspokoiła by grę, a tak było nerwowo do końca. Bramkę do szatni mógł zdobyć Kosztowniak, ale jego uderzenie z dystansu bramkarz sparował na rzut rożny.
W drugiej połowie gra nie zmieniła swojego oblicza. Mecz był ciekawy, oba zespoły dążyły do strzelenia bramki. W 52 minucie czerwoną kartką za brutalny atak na nogi Ulatowskiego został ukarany Wróbel i goście musieli grać w dziesięciu. Śląsk chciał postawić kropkę nad i, jednak po raz kolejny podopieczni Ryszarda Tarasiewicza mieli problemy ze skutecznością. W 79 minucie uderzenie Sztylki z dystansu obrońca wybija z linii bramkowej ,a dwie minuty później gospodarze wychodzą z kontratakiem we czterech i mając przed sobą tylko bramkarza nie potrafia zdobyć gola! Po meczy winę wziął na siebie Wielgus, który stwierdził ,ze zbyt lekko zagrał do Filipczaka. Jednak nie można usprawiedliwiać faktu nietrafienia z kilkunastu metrów do pustej bramki. W ostatnich minutach gospodarze szanowali piłkę wyczekując na końcowy gwizdek arbitra.
Zwycięstwo z Rozwojem to pierwszy krok do awansu, teraz trzeba wykonać drugi i pokonać Arkę w Nowej Soli. Wtedy już nic nie odbierze Śląskowi awansować.
źródło: własne
