Śląsk wiecznie skrzywdzony
fot.: Paweł Kot
Na konferencji prasowej po spotkaniu z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza trener Jacek Magiera skupił się głównie na pracy sędziego. Nie był to pierwszy raz, gdy szkoleniowiec po przegranym spotkaniu próbuje obarczyć winą sędziego, albo rozgrzeszyć swoich podopiecznych. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Jeśli czegoś nauczyliśmy się o Jacku Magierze na przestrzeni ostatnich miesięcy, to że jest to trener, który ma niemal wszystko zaplanowane. Zastanawiając się nad tym, co nasz trener miał na celu na ostatniej, ale także na kilku innych konferencjach, trudno odeprzeć myśl, jakoby wypowiadane przez niego słowa i poruszane wątki również były wcześniej skrupulatnie przemyślane.
Od początku bieżącego sezonu trenerowi Magierze jest nie do końca po drodze z arbitrami, którzy sędziują mecze Śląska. Zaczęło się od starcia z Cracovią, w którym czerwoną kartkę obejrzał Mark Tamas. Początkowo szkoleniowiec nie chciał wypowiadać się na ten temat, lecz po spotkaniu z Lechią Gdańsk, w którym wrocławianie stracili zwycięstwo w końcówce, szala goryczy się przelała.
- “Dziwię się, bo dzisiaj sędzia Przybył bardzo skrupulatnie sprawdzał wszystko na VARze, natomiast tutaj nawet nie podjęli żadnej inicjatywy w kontekście tego, aby sprawdzić zrzuconą odpowiedzialność za tych, którzy siedzą przed monitorem. A jak się przyjrzymy wszyscy, to zobaczymy, że ten faul był ewidentny, bo uderzenie łokciem w głowę nie pozwoliło Bejgerowi na to, by tę piłkę wybić.”
- mówił trener Magiera.
Na tej samej konferencji został zapytany również o to, czy będzie chciał odwołać się od wspomnianej wcześniej czerwonej kartki dla Tamasa.
- “Nie myślałem o tym, żeby się odwoływać, bo nie do końca jestem przekonany, że to zostanie uwzględnione. Uważam, że popełniono tam błąd w analizie. Jeżeli byśmy cofnęli ten materiał filmowy dziesięć lub piętnaście sekund, to byśmy zobaczyli, że sędzia powinien wcześniej zareagować na to, w jaki sposób zachowuje się w polu karnym Hrosso. Jak wbiegł w pole karne i zaczął prowokować każdego zawodnika, krzyczeć do naszych piłkarzy, popychać. Sędzia powinien go uspokoić, czego nie zrobił. Następnym fragmentem było to, jak ciągnie za koszulkę Marka, wali go na ziemię i uderza jeszcze nogą. Wyszła z tego afera, na której najbardziej cierpi Mark. Oczywiście nie pochwalam tego, bo zachował się bardzo nieodpowiedzialnie i nie utrzymał nerwów na wodzy”
- stwierdził szkoleniowiec.
Z jednej strony trener Magiera zwraca uwagę na to, że zachowanie Węgra nie było odpowiednie, lecz z drugiej staje w jego obronie, obarczając winą arbitra. Od tamtej pory temat sędziowania bardzo regularnie pojawiał się na konferencjach, a sam szkoleniowiec chętnie wypowiadał się o pracy boiskowych stróżów prawa. Po meczu z Lechią przyszedł czas na starcie z Górnikiem Łęczna, gdzie kontrowersje również się pojawiły.
- “Najbardziej boli to, że gdyby sędziowie bardziej skrupulatnie tak jak dzisiaj sprawdzali sytuacje, to tydzień temu mielibyśmy trzy punkty w meczu z Lechią. Widziałem tę sytuację, te stop-klatki, te linie. Nie zgadzam się z tym zupełnie, bramka jak najbardziej prawidłowa dla Śląska Wrocław”
- mówił po remisie z Górnikiem trener Magiera.
W tym wszystkim nie chodzi nawet już o słuszność decyzji arbitra. Bo owszem, w starciach z Lechią i Górnikiem wrocławianie mogli czuć się okradzeni ze zwycięstwa, lecz szkoleniowiec komentował nawet sytuacje, które niespecjalnie wpływały na to, ile punktów po meczu Śląsk mógł dopisać sobie w ligowej tabeli.
- “Chciałbym mówić o piłce nożnej. Żenujące jest to, że szukamy takich sytuacji jak ta z zostającą piętą Schwarza i gwiżdżemy spalonego po wykonaniu kilku podań. Została zabrana bramka po pięknej akcji i dla mnie nie było ku temu żadnych podstaw. Co do rąk w polu karnym, to pamiętamy mecz z Podbeskidziem, pamiętamy też inne mecze. Dziwiło mnie też to, jak długo rozpatrywana była sytuacja po dośrodkowaniu Jakuba Iskry, gdzie od razu było widać, że kontakt z ręką miał miejsce w szesnastce Wisły”
- mówił po wygranym 3:1 meczu z Wisłą Płock.
Trener Magiera zaczął kreować, świadomie lub nieświadomie, wizerunek Śląska jako drużyny wiecznie skrzywdzonej. Nawet po wygranym spotkaniu widzimy wyraźny pstryczek w nos arbitrów. Następnie przyszedł kontrowersyjny mecz z Legią. Wrocławianie zwyciężyli po błędnej decyzji sędziego liniowego (chodzi o podniesienie chorągiewki - samego spalonego przy golu Garcii oczywiście nie było), a także niepodyktowanym rzucie karnym po faulu Wojciecha Golli (tutaj również sytuacja sporna, acz kontrowersyjna, więc dziennikarskim obowiązkiem jest o niej wspomnieć).
- ”Rzeczywiście, był taki moment, że zawodnicy stanęli. Garcia zrobił to, co oczekujemy, wbiegł w pole karne i oddal strzał. Tak chcemy grać. Nie było tu mowy o spalonym. Ta sytuacja budziła kontrowersje, mimo że gol zdobyty prawidłowo”
mówił po starciu z Legią trener Magiera.
W całym moim wywodzie nie chodzi o to, czy interpretacja wymienionych sytuacji przez szkoleniowca jest słuszna. Z częścią się zgadzam, z częścią nie, lecz uwagę należy zwrócić przede wszystkim na fakt, jak często ten temat się pojawia. Śląsk nie zdobywa punktów przez sporną sytuację? Ewidentna wina arbitra. Wrocławianie wygrywają, mimo kontrowersji? Tak chcemy grać, tego oczekujemy.
Analizując te wszystkie wypowiedzi, warto zadać sobie pytanie, co mają one na celu? Z jednej strony, możemy mówić o nerwach, emocjach i czynnikach typowo ludzkich. Z drugiej strony, znając już trochę trenera Magierę, bliżej jest mi stwierdzenia, że jest to nic więcej, niż psychologiczna zagrywka szkoleniowca. Obraz drużyny skrzywdzonej przez sędziów zdecydowanie utrudnia pracę arbitrom - każdy kolejny mecz Śląska jest meczem, na który patrzy się również pod kątem decyzji sędziowskich. Czy wrocławianie zostaną znowu oszukani? Czy kolejny arbiter zabierze punkty Śląskowi?
Dodatkowo jest to pewne zrzucenie odpowiedzialności z zawodników. Pamiętajmy, że WKS ma w swojej kadrze wielu niedoświadczonych piłkarzy, dla których zainteresowanie mediów jest czymś nowym. Po przegranych starciach znacznie lepiej usłyszeć w publicznej wypowiedzi trenera, że arbiter wypaczył wynik spotkania, aniżeli krytykę za popełniony błąd. Każdy przecież wie, że Śląsk z przykładowym Bruk-Betem powinien wygrywać, a przyczyny straty punktów i tak zostaną przeanalizowane i przedstawione piłkarzom, tyle że w wąskim gronie. Na ile moja teza jest słuszna? Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, lecz serdecznie zachęcam Was do dyskusji na ten temat.