Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze. Co warto wiedzieć przed meczem?

Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze. Co warto wiedzieć przed meczem?

fot.:

WKS w tym sezonie zdecydowanie za rzadko szuka przedłużenia dobrej passy, a za często rehabilitacji po słabym meczu. Niestety starcie z Górnikiem Zabrze będzie znów tą drugą opcją. Jeśli Śląsk znów zawiedzie i polegnie lub zremisuje, może po tej kolejce wylądować nawet w strefie spadkowej. Wpierw jednak rzut oka na nieco faktów i ciekawostek dotyczących rywalizacji z zabrzanami.



 

Mecz Śląsk Wrocław – Górnik Zabrze odbędzie się w sobotę 8 października o 15:00 na stadionie we Wrocławiu. Tradycyjnie na naszej stronie dostępne będą relacja na żywo z komentarzem oraz pisana live. Obie TUTAJ.


Tunel? Jest. Ciemny? Jak najbardziej. Światełko na jego końcu? No cóż… wydawało się, że starcie z Piastem Gliwice sprzed przerwy reprezentacyjnej takowym będzie. Ale cokolwiek zaczęło się tam tlić, mecz z Wartą Poznań wylał na to wiadro wody i zgasił bardzo skutecznie.


Co na ten moment wiemy o Śląsku Wrocław? Gra z kontry nie funkcjonuje dobrze. Atak pozycyjny zawodzi. Gdy rywal oddaje piłkę i zamyka się na własnej połowie, WKS też nie potrafi tego rozerwać. Napastnik jest bez formy i bez konkurenta. Zaś kadra wygląda tak, że starcie z Wartą wrocławianie zaczęli z lewym obrońcą na skrzydle i niezbyt zwrotnym stoperem na lewej obronie, który zagrał tam głównie dlatego że jest lewonożny.


Bałagan, słaba gra i kiepska atmosfera. Zaś na trybunach nieco tylko ponad 5 000 osób, co na 40-tysięcznym stadionie wygląda upiornie, a zanosi się, że na Górniku może być jeszcze mniej. Chyba jedyną nadzieją jest to, iż mecz jest w sobotę o 15:00, czyli w dogodnym kibicowsko terminie.


Fakty są takie, że mamy 12. kolejkę, a WKS nie jest faworytem domowego meczu z bardzo przeciętnym kadrowo i wybitnie niestabilnym pod kątem formy Górnikiem Zabrze. Zaś to wydaje się najmniejszy problem, bo nie wiadomo nawet gdzie szukać optymizmu. Na ten moment mieć nadzieję można głównie na nagłe zwyżki formy.


Jakby tego było mało, to ostatnio przypałętały się też problemy zdrowotne. Jak powiedział na przedmeczowej konferencji trener Djurdjević, w ciągu tygodnia swoje kłopoty mieli Petr Schwarz i John Yeboah. Ten drugi dopiero dzień przed meczem wrócił do trenowania po chorobie. W obu przypadkach występ stoi pod znakiem zapytania.


Najgorsza jest jednak sytuacja na prawej obronie. Patryk Janasik dalej walczy z urazem, a kontuzji nabawił się też Martin Konczkowski. Czyli w praktyce, WKS nie ma obecnie zdrowego prawego defensora. Sam trener przyznał, że nie do końca wie jeszcze kto zagra z Górnikiem na tej pozycji.


Opcje? Można przekwalifikować któregoś ze skrzydłowych, ale biorąc pod uwagę jak bronić umie Jastrzembski i to że nie wiadomo czy zagra Yeboah, mało kusząca opcja. Ewentualnie z wahadłem, ale to wymagałoby powrotu do niesprawdzającego się ustawienia z trzema stoperami. Możliwy jest zatem powrót Łukasza Bejgera. Nie zagrał co prawda w tym sezonie ani minuty, ale ma doświadczenie na tej pozycji z młodzieżówek Manchesteru United.


Tak czy inaczej, o boki obrony będzie się można obawiać. Co akurat w starciu z Górnikiem nie jest dobrą wiadomością.


Zabrzanie bowiem choć w ogólnym ujęciu skład mają mocno nieekskluzywny, boczne strefy boiska mają obstawione całkiem przyzwoicie. Grający najczęściej jako wahadłowi Paweł Olkowski i Erik Janża, plus dwójka ofensywnych pomocników, nieraz oskrzydlających akcje. Zaś tam Robert Dadok, który ustrzelił dublet Zagłębiu Lubin (2:3), czy Japończyk Kanji Okunuki, bohater starcia z Koroną Kielce (2 gole). Do tego wracający do zdrowia Lukas Podolski.


Górnik przeszedł latem niemałą przebudowę. Odeszli prawie wszyscy kluczowi gracze. Bartosz Nowak, Alasana Manneh, Krzysztof Kubica, Przemysław Wiśniewski, Adrian Gryszkiewicz. Do tego klub w kiepskiej atmosferze opuścił Jan Urban, który w zasadzie wyciągnął z tamtego składu i tak więcej niż powinien.


Przed zadaniem pozbierania tego wszystkiego do kupy stanął ledwie 34-letni Bartosch Gaul. Niemiec polskiego pochodzenia, który wcześniej prowadził jedynie młodzieżówki FSV Mainz oraz Schalke.


Narzędzia dostał na papierze niezbyt wysokiej jakości. Jonatan Kotzke z niemieckiego trzecioligowca Ingolstadt, Robin Kamber z drugiej ligi szwajcarskiej, czy grający właściwie całą karierę w drugiej lidze japońskiej Kanji Okunuki. Nawet na ekstraklasę średnio to wyglądało. Wręcz nieco szalenie.


Ale to jedno się w Górniku nie zmieniło. Szaleństwo. W zeszłym sezonie to był zespół, który bezstronny kibic mógł z chęcią włączyć, bo w ich meczach padało najwięcej goli w lidze. Tak jest i teraz. Tylko w starciach Wisły Płock zobaczyliśmy więcej bramek (34:32 dla WPŁ), ale to głównie dlatego, że ci nastrzelali ich od groma na początku sezonu. Jednak to na razie wielkich wyników im nie daje, bo Górnik ma dokładnie tyle samo punktów co Śląsk (13) i jest tylko o jedną pozycję wyżej (13.).


Górnik zaś ma piątą najgorszą obronę w lidze, ale i piąty najlepszy atak. Kto w nim bryluje? Zdecydowanego lidera nie ma, bo kilku graczy ma po 2 gole (Okunuki, Szymon Włodarczyk czy Piotr Krawczyk). Jedynie Robert Dadok ma 3 trafienia. Za to w klasyfikacji kanadyjskiej (gole + asysty) przoduje Erik Janża (2 gole, 3 asysty). Zatem boki. Boki są dużą siłą, na potencjalne nieszczęście Śląska.


Podobnie zresztą jak to, że Górnik umie im ostatnio strzelać. Pamiętamy wszyscy 8 goli jakie w zeszłym sezonie ligowym władowała WKS-owi Bruk-Bet Termalica. Ale zabrzanie strzelili tylko o jedną mniej. Więcej na ten temat w tekście Karola Bugajskiego.


Historia starć z Górnikiem też jest wybitnie nie po stronie Śląska. Wrocławianie wygrali tylko jeden z ostatnich szesnastu (!) meczów z tym rywalem. Było to w lutym 2020 roku, w jednym z ostatnich przedpandemicznych spotkań. WKS pokonał wówczas u siebie zabrzan 2:1 po trafieniach Dino Stigleca i Filipa Raicevicia (dla Górnika samobója strzelił Israel Puerto).


Jeśli chodzi o żółte kartki, ani jedna ani druga drużyna nie jest osłabiona zawieszeniami. Śląsk nie ma nawet zagrożonych. Co innego Górnik. Tutaj z groźbą jednomeczowej banicji będą musieli liczyć się Rafał Janicki, Richard Jensen, Jean Mvondo i Aleksander Paluszek.


Pokazać im czwarte w sezonie „żółtko” będzie tym razem mógł najbardziej znany i uznany na arenie europejskiej polski sędzia, Szymon Marciniak. WKS wpadnie na niego po raz pierwszy w tym sezonie. Górnik z kolei już go raz spotkał. Wspomnienia zabrzanie mają dobre, a nawet bardzo, bo ograli nie byle kogo. W czwartej kolejce pokonali u siebie 1:0 Raków Częstochowa.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.