Śląsk Wrocław - Pelikan Łowicz 1:0 (0:0)


Wrocławianie pod wodzą trenera Ryszarda Tarasiewicza pokonali Pelikana i zgarnęli pierwsze w tym sezonie punkty. Zespół Śląska kontynuuje serię bez straty gola na Oporowskiej (to już 770 minut) i bez porażki w roli gospodarza (10 spotkań). Wrocławianie dominowali na boisku, stworzyli dużo więcej groźnych sytuacji, pokazali wolę walki i determinację, czego ofiarą padło trzech zawodników drużyny z Łowicza, którzy z powodu kontuzji musieli opuścić murawę. Na meczu pojawił się nawet Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz (na loży VIP usiedział całe 37 minut), a także poseł Grzegorz Schetyna z rodziną. Bracia Janusz i Marek Gancarczykowie mogli przekonać się jak gorąco potrafią swych piłkarzy dopingować kibice Śląska, fani przygotowali także ciekawą oprawę meczu. Od pierwszych minut inicjatywa na boisku należała do gospodarzy. Już w 7 minucie Janusz Gancarczyk wyłożył piłkę do Krzysztofa Ulatowskiego, a ten uderzył nad poprzeczką. Po kwadransie ponownie przed szansą na objęcie prowadzenia stanęli piłkarze Śląska – Ulatowski wypatrzył niekrytego Marka Gancarczyka, ale ten nie trafił z 5 metrów w światło bramki. Najbliższy trafienia do siatki w pierwszej połowie był Vladimir Ćap. Piłkę po zaskakującym uderzeniu Czecha z 25 metrów zdołał sparować na poprzeczkę golkiper. W przerwie mało produktywnego Roberta Rosińskiego zmienił Benjamin Imeh, a po kilkunastu minutach na murawie pojawił się także Tomasz Szewczuk. Trener Jacek Cyzio nie miał dużego pola manewru, bowiem w wszystkie trzy zmiany musiał dokonań z konieczności, bowiem jego piłkarze opuszczali murawę z kontuzjami.
Drugą połowę goście zaczęli odważniej – szczęścia próbował Maciej Terlecki, a Roberta Wilka w 49 minucie skutecznie blokował Dariusz Sztylka (goście domagali się rzutu karnego). W 66 minucie w polu karnym podcinany był natomiast Marek Gancarczyk, jednak i w tej sytuacji gwizdek arbitra milczał. Wcześniej wrocławianie przeprowadzili kilka dobrych akcji, brakowało w nich jednak decydującego ostatniego podania. Wreszcie w 71 minucie, podobnie jak w pierwszej połowie, na uderzenie z prawie 30 metrów zdecydował się Ćap, błąd popełnił bramkarz a z metra głową do siatki piłkę wpakował Imeh. Gracze Pelikana ambitnie walczyli o remis jednak nie byli tego dnia zdolni do pokonania Radosława Janukiewicza. Tymczasem wrocławianie mieli szanse na podwyższenie rezultatu. W 85 minucie centymetrów zabrakło Imehowi by trącić futbolówkę po dośrodkowaniu Grzegorza Wana, a już w doliczonym czasie gry w sytuacji sam na sam z bramkarzem Marek Gancarczyk posłał piłkę obok słupka.
Mecz z Pelikanem pokazał, że bracia Gancarczykowie powinni być sporym wzmocnieniem siły ofensywnej WKS-u. Młody Tadeusz Socha udowodnił, że i w Śląsku mogą rozwijać się talenty piłkarskie, oby tylko nie zagubił się gdzieś jak Kamil Witkowski. Na pochwałę zasłużyła cała linia defensywna Śląska – Vladimir Ćap stwarzał zagrożenie pod bramką rywali uderzeniami z dystansu, Krzysztof Wołczek po słabszym występie z Podbeskidziem pokazał, że potrafi grać w piłkę, a na środku pewnie grał Zbigniew Wójcik. Benjamin Imeh i Grzegorz Wan, podobnie jak w Bielsku-Białej, wnieśli sporo ożywiania do gry wrocławian wchodząc z ławki rezerwowych.
„Rozchodzi się jednak o to żeby te plusy nie przesłoniły wam minusów…”
Spoglądając jednak bardziej krytycznym okiem nie sposób nie dostrzec pewnych mankamentów. Kluczową sprawą wydaje się poprawa skuteczności pod bramką przeciwnika. Sam Marek Gancarczyk zmarnował dwie doskonałe sytuacje, po których powinny paść gole, nie popisali się także Krzysztof Ulatowski i Janusz Gancarczyk. Wraz z przyjściem braci dużo dynamiki nabrała gra skrzydłami, jednak na tym tle słabo wygląda środek pola – po słabym meczu z Podbeskidziem na ławce usiadł Sebastian Dudek, znów w podstawowym składzie wybiegł Robert Rosiński, ale do jego gry można także mieć sporo zastrzeżeń.
Śląsk wygrał zasłużenie, jednak gdyby nie błąd bramkarza, to po bezbramkowym remisie atmosfera byłaby zgoła odmienna. Z takim rywalem jak Pelikan, który wydaje się, że będzie musiał zaciekle bronić się przed spadkiem, wrocławianie jeśli chcą myśleć o grze o wyższe cele, muszą wygrywać zdecydowanie. Bo jeśli nie z takim Pelikanem, to z kim? Oczywiście trener Tarasiewicz i zawodnicy ciągle powtarzają, że zmieniono charakter pracy, że nie da się w miesiąc zmienić radykalnie gry zawodników, że nabierają dynamiki z każdym dniem. Czy gra WKS-u nabiera rozmachu przekonamy się już w środę, kiedy to wrocławianie zmierzą się na wyjeździe z Kmitą. Miejmy nadzieję, że podopieczni treneraTarasiewicza wygrają i wreszcie zakończą niechlubną serię meczów bez zwycięstwa poza własnym stadionem. Smuci fakt, że na pierwszy mecz po przerwie letniej na Oporowską przyszło tylko trzy tysiące widzów. Oby po wygranej z Kmitą na niedzielnym meczu z GKS-em Katowice pojawiło się dużo więcej fanów dopingujących zielono-biało-czerwonych.
Śląsk Wrocław - Pelikan Łowicz 1:0 (0:0)
Bramka: Imeh 67’
Śląsk: Janukiewicz - Wołczek, Wójcik, Socha, Ćap – M. Gancarczyk, Sztylka, Rosiński (46’ Imeh), J. Gancarczyk - Szewczuk (61’ Wan), Ulatowski (83’ Dudek).
Pelikan: Jędrzejewski - Pacan, Czerbniak, Znyk (66’ Goryszewski) - Szypciak (56’ Kosiorek), Terlecki, Jóźwiak (27’ Hyży), Styszko, Gawlik - Wilk, Kowalczyk.
Żółte kartki: Socha – Styszko, Pacan, Kosiorek, Czerbniak.
Sędziował: Piotr Aleksandrowicz (Radom).
Widzów: 3000
