Śląsk Wrocław - US Dunkierka 18:25 (5:11)
Organizatorzy dopracowali wszystko na ostatni guzik. W „Orbicie” panowała atmosfera wielkiego wydarzenia. Zawodnicy na prezentacje wychodzili przy wygaszonych światłach, prowadzeni blaskiem reflektorów. Kibice poczuli się, jakby uczestniczyli w Meczu Gwiazd NBA. Później okazało się, że świeciły tylko gwiazdki z Dunkierki.
Spotkanie rozpoczynają wrocławianie i od razu przekonują się, że mecz nie będzie spacerkiem. Goście stawiają szczelny mur w obronie, a gracze WKSu bez pomysłu podają sobie piłkę. Sędziowie ze Szwecji pozwalają na twardą, męską grę, a zawodnicy Śląska co chwilę lądują faulowani na parkiecie. Wrocławianie sposobią się do oddania strzału przez 2 minuty (!) aż w końcu arbitrzy odgwizdują grę pasywną. Jednocześnie karę 2 minut dostaje Dmytruszyński i zaczyna się robić nieciekawie.
Gospodarze w pierwszych minutach grają jeszcze całkiem przyzwoicie w obronie i Banisz utrzymuje czyste konto. Pierwszy gol meczu padł dopiero w 5 minucie, a szczęśliwym strzelcem jest Robert Lewicki. Jest to jedyne w meczu prowadzenie Śląska. W 6 minucie po golu Roberta Lisa na prowadzenie 2:1 wychodzą goście z Francji.
Wrocławianie zaczynają się gubić w ofensywie. Popełniają sporo błędów, które kończą się stratami , a w konsekwencji kontratakami gości. Jednak w dobrej dyspozycji jest Banisz, który między innymi broni rzut karny wykonywany przez najlepszego strzelca Dunkierki – Oscarssona i w 14 minucie na tablicy świetlnej widnieje wynik 3:3.
Już dawno nie widziano we Wrocławiu tak dobrze grającego zespołu, jak gości z Francji, trudno doszukać się także w pamięci meczu, w którym w 15 minutach padło by tak mało goli. Trzeba jednak przyznać, że goście nie spieszyli się z wyprowadzaniem ataków, mając w zanadrzu rewanż kontrolowali wynik.
W 16 minucie Oscarsson zdobywa 2 bramki z rzędu i goście nie oddają już prowadzenia do końca meczu. W międzyczasie Dmytruszyński trafia w słupek, a gdy najlepszemu strzelcowi Śląska nie wychodzą strzały (wcześniej kilka świetnie obronił Mladenović), to tym bardziej szansa na przełamanie szczelnej obrony przez innych zawodników gospodarzy jest bardzo mała.
WKSowi nie pomaga nawet gra w przewadze. Zupełnie brakuje pomysłu na rozegranie akcji, strzały z dalszej odległości mijają bramkę lub są blokowane. Nie pomagają roszady trenera Karpińskiego. Goście powiększają cały czas swoją przewagę. Pierwsza połowa kończy się wynikiem 5:11.
W drugiej części meczu na ławce rezerwowych usiedli Dmytruszyński i Gudz, a zmiennicy próbowali zmniejszyć przewagę. Nieźle prezentował się Andrzej Mokrzki, ale nie zdało się to na wiele. Podobnie , jak w pierwszej odsłonie gospodarze popełniają za dużo strat, a swoje akcje rozgrywają zbyt wolno pozwalając gościom ustawić się w defensywie.
W kibiców wstąpiła nadzieja na odwrócenie losów meczu, kiedy to gospodarze zdobyli 4 gole z rzędu, jednak goście szybko wrócili do swojego rytmu gry, choć nie zdobyli już ośmiobramkowej przewagi. W 54 minucie po udanej akcji i golu , Paweł Lis uniósł ręce w geście triumfu i z wymowną miną spojrzał w kierunku najzagorzalszych wrocławskich fanów.
Pięć sekund przed końcem ostatnią bramkę w meczu zdobył Gerzegorz Garbacz ustalając wynik na 18:25. Rewanż odbędzie się w sobotę we Francji.
Śląsk Wrocław - US Dunkierka 18:25 (5:11)
Śląsk: Banisz, Ciechanowicz - Lewicki 2, Gliński 2, Lijewski 0, Mokrzki 4, Wardziński 1, Gudz 0, Nowak 2, Garbacz 2, Mistak 2, Salami 0, Dmytruszyński 3.
Dunkierka: Mladenović - Lamon 3, Fruchart 3, Bonin 0, Benaziza 6, Prudius 3, Calbry 0, Vermersch 2, Lis 4, Oskarsson 4.
źródło: własne
