Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 2:2 (0:2, 2:2) k. 4:5

Mecz z Wisłą na długo pozostanie w pamięci wszystkich kibiców, którzy zdołali zaopatrzyć się w bilety na pojedynek 1/16 finału Pucharu Polski. Takiej atmosfery dawno na wypełnionym prawie po brzegi stadionie przy ul. Oporowskiej nie było i wielka szkoda, że nie zgodzono się na wpuszczenie na trybuny większej ilości osób niż ustalony wcześniej limit 6000. Otoczka spotkania i dramaturgia samego meczu była tak niesamowita, że z pewnością będzie długo wspominana wśród fanów. Oporowska wreszcie się zazieleniła – kibice ubrali koszulki dodawane do biletu, a widok całego stadionu robiącego „Szkocję”, czy meksykańską falę zapierał dech w piersiach. Ręce same składały się także do oklasków przy grze wrocławian. Piłkarze Śląska pokazali, że jak równy z równym potrafią walczyć z jednym z kandydatów do tytułu mistrza Polski i niewiele zabrakło, by wyeliminowali z walki o Puchar Polski jednego z faworytów. Podopieczni trenera Ryszarda Tarasiewicza pokazali charakter, wolę walki, a przede wszystkim wiarę, że można odrobić dwie bramki straty. Piłkarze WKS-u byli bliscy przechylenia szali zwycięstwa na swoją korzyść w dogrywce, jednak szczęście sprzyjało graczom „Białej Gwiazdy” i o wszystkim decydowała seria rzutów karnych, w których jako jedyny pomylił się Wojciech Górski i to krakowianie awansowali do dalszej fazy rozgrywek.


 

Spotkanie z Wisłą pokazało jak wielki we Wrocławiu jest głód piłki nożnej na dobrym poziomie. Przyjazd jednej z najbardziej utytułowanych polskich drużyn w ostatnim czasie spowodował, że w stolicy Dolnego Śląska pojawił się olbrzymi popyt na bilety na tę potyczkę. Wejściówki rozchodziły się niczym ciepłe bułeczki i już kilka dni przed meczem wszystkie wejściówki znalazły nabywców. Część z puli biletów powędrowała do Krakowa, skąd wybierała się spora ilość zaprzyjaźnionych z wrocławianami kibiców Wisły. Fani obu drużyn od lat czekali na ten pojedynek, próbowali nawet doprowadzić od dłuższego czasu do meczu sparingowego, bowiem po raz ostatni do potyczki Śląska z „Białą Gwiazdą” doszło aż 6 lat temu. Bramy stadionu otwarto już na 3 godziny przed pierwszym gwizdkiem arbitra, a większość miejsc na stadionie została zajęta już na godzinę przed pierwszym gwizdkiem arbitra. Kibice obu klubów przygotowali specjalną oprawę meczu, a efekt choreografii utworzonej przez tysiące kolorowych folii na początku meczu był porażający. Kibice przebieg meczu mogli śledzić na specjalnie zamontowanym telebimie, a drugi został umieszczony przed stadionem, tak by bezpośrednią relację mogli także śledzić fani, którzy z powodu braku biletów nie mogli dostać się na trybuny.



Obaj szkoleniowcy do meczu podeszli niezwykle poważnie i delegowali na murawę najsilniejsze jedenastki. W zespole Śląska w porównaniu do ostatniego meczu nastąpiła jedna zmiana – na lewe skrzydło powrócił Robert Rosiński, zaś trener Maciej Skorża dokonał dwóch zmian w porównaniu do wygranego 5:0 meczu z Polonią Bytom – Jirsak i Małecki zajęli miejsca Sobolewskiego i Boguskiego. Wrocławianie od pierwszych minut zagrali ambitnie i bez kompleksów przed bardziej utytułowanym rywalami i w 10 minucie bliski pokonania Juszczyka, zastępującego w bramce kontuzjowanego Pawełka, był Łudziński. W odpowiedzi groźnie zrobiło się pod bramką Janukiewicza, gdy z prawej strony dośrodkował Kosowski, a z 8 metrów nieczysto uderzył Zieńczuk. Wrocławianie nie zważając na to, że w drużynie rywali gra kilku reprezentantów Polski, nie przestraszyli się i grali w swoim stylu. W 24 minucie po dośrodkowaniu Szewczuka głową minimalnie niecelnie uderzył Szewczuk. Mecz nabrał rumieńców, bowiem Wiślacy grali otwartą piłkę i w 29 minucie po dośrodkowaniu Kosowskiego szczęścia zabrakło Brożkowi, który strzelił efektownym szczupakiem . Więcej szczęścia miał za to kilka minut później gdy po rzucie wolnym piłkę głową zgrał Cleber, a napastnik Wisły z bliska wpakował ją do siatki. Tuż przed przerwą Wiślacy podwyższyli na 2:0 za sprawą Kosowskiego, który przewracając się uderzył z 18 metrów, a piłka po drodze do siatki skozłowała na śliskiej murawie, odbiła się od słupka i pleców wrocławskiego bramkarza. Wydawało się, że losy meczu są już przesądzone, ale wrocławianie ani myśleli się poddawać. Trener Tarasiewicz postanowił wnieść więcej ożywienia do gry ofensywnej i zdecydował się na zmiany bocznych pomocników (Klofik za Szewczuka i Ostrowski za Rosińskiego). Wiślacy zadowoleni z prowadzenia nie forsowali tempa, a trener Skorża postanowił oszczędzać wodników na ligę i za Brożka pojawił się Dudu, a potem weszli także Boguski i Sobolewski. Po meczu szkoleniowiec przyznał, że błędem były zbyt szybkie zmiany. Szczęście do wrocławian uśmiechnęło się w 61 minucie, gdy błąd popełnił Baszczyński, piłkę odbił Ostrowski, a ta trafiła do Imeha, który nieprzepisowo został powstrzymany przez golkipera Wisły i arbiter bez wahania podyktował rzut karny. Do piłki podbiegł Łudziński i pewnie wykorzystał „jedenastkę”. Piłkarz ma patent na Wiślaków, w poprzednim sezonie to własne jego trafienie zadecydowało o odpadnięciu krakowian z Ruchem Chorzów. Gol kontaktowy dodał piłkarzom Śląska skrzydeł, a goście wyglądali, jakby najmniejszym nakładem sił chcieli „dowieźć” korzystny rezultat do końcowego gwizdka arbitra, choć Janukiewicza uderzeniami z dystansu próbowali zaskoczyć Kosowski i Dudka. Wrocławianie niesieni dopingiem kibiców dążyli do wyrównania, a dwukrotnie przed szansą stanął Łudziński – w 70 minucie próbował technicznym uderzeniem zaskoczyć Juszczyka, a kilka minut później piłkę po jego uderzeniu z trudem zdołał odbić golkiper Wisły. Gdy już spora część kibiców Śląska pogodziła się z porażką w 88 minucie piłka zatrzepotała w siatce po uderzeniu z 16 metrów Klofika. Arbiter wcześniej jednak przerwał grę, gdyż futbolówkę ręką dotknął Głowacki. Do piłki podbiegł Krzysztof Wołczek, ale trafił w mur, futbolówka wróciła do niego i tym razem lewą nogą silnie uderzył w stronę bramki, ta odbiła się jeszcze od kogoś po drodze wpadła do siatki obok bezradnego Juszczyka, a na trybunach zapanowała euforia! Wynik remisowy oznaczał, że niezbędna będzie dogrywka. W pierwszej jej części żadnej z drużyn nie udało się trafić do siatki, w drugiej zdecydowaną przewagę osiągnęli wrocławianie, którzy byli bardzo bliscy zmuszenia Juszczyka po raz trzeci do kapitulacji. Najpierw w 106 minucie Klofik był bliski skopiowania swojego wyczyny Legnicy, gdy zdobył decydującego gola w dogrywce, tym razem jednak przestrzelił. W 110 minucie z 6 metrów głową przestrzelił Ulatowski, a chwilę później znów przed szansą stanął Klofik, ale piłkę uderzoną z 11 metrów złapał bramkarz Wisły. Wrocławianie wyglądali na dużo lepiej przygotowanych wytrzymałościowo do meczu, krakowianie grali jakby czekali tylko na rzuty karne.

W decydującej serii jedenastek bramkarze nie mieli szczęścia, piłka w siatce lądowała kolejno po strzałach Clebera, Sztylki, Zieńczuka, Ćapa, Dudki, Wołczka, Baszczyńskiego, Łudzińskiego i Dudu. Nadzieje wrocławian na awans mogło dać tylko celne trafienie Wojciecha Górskiego. Ten wziął długi rozbieg, uderzył silnie, ale piłka poszybowała obok słupka i tym samym z awansu do 1/8 finału mogli cieszyć się krakowianie.

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.