Śląsk wygrał z GKS-em

- Z takim składem, to myślałem, że nam pięć sypną – stwierdził jeden z kibiców na stadionie w Kobierzcyach. Nie wiadomo, czy chodziło mu o mocny skład Śląska (z piłkarzami pierwszej drużyny – W. Kaczmarkiem, A. Ignasiakiem , P. Pokornym, K. Kaczmarkiem, T. Rudolfem), czy też o jedenastkę GKS-u (gospodarze z powodu kontuzji 5 graczy nie mieli zmienników, na ławce rezerwowych zasiadł tylko drugi bramkarz). Faktem jest, że wrocławianie dopiero w 61 minucie zdołali zmusić do kapitulacji dobrze tego dnia broniącego Szymańskiego.

Mecz nie był wielkim widowiskiem i po końcowym gwizdku kibice obu zespołów mogli czuć niedosyt. Trzeba jednak przyznać, że wrocławianie wygrali zasłużenie, stworzyli więcej groźnych akcji bramkowych, choć kilkukrotnie gorąco robiło się także pod bramką W Kaczmarka, którego raz uratowała poprzeczka. Na pewno na grę wrocławian nie wpłynął dobrze fakt dużej ilości zmian w wyjściowej jedenastce (doszli piłkarze z pierwszej drużyny, kilku zawodników musiało usiąść na ławce rezerwowych). Tegoroczna seria meczów w IV lidze bez porażki nadal trwa i oby trwała jak najdłużej! Mecz z trybun ogladał trener Tarasiewicz w towarzystwie prezesa Kordosa.


 

W pierwszej części meczu gra obu zespołów nie była najwyższych lotów, piłkarze mieli problemy ze stworzeniem bramkowych sytuacji. Na pierwszą groźną akcję kibice musieli czekać do 35 minuty. Po strzale Pędzicha bramkarz zdołał odbić futbolówkę, ta spadła pod nogi Mroza, jednak piłkarz za długo zwlekał z oddaniem strzału, a gdy wreszcie uderzył, zrobił to nieprecyzyjnie i jeden z zawodników GKS-u stojący na linii bramkowej nie miał problemów z wybiciem piłki. Szczęście do wrocławian mogło się uśmiechnąć kilka minut później, gdy niefortunni futbolówkę wybił Bordulak i ta trafiła w słupek.





Na początku drugiej połowy (na murawie pojawili się Frey, Pokorny, potem Parada) sytuacja na boisku nadal nie uległa zmianie – więcej z gry mieli wrocławianie, ale brakowało „kropki nad i” w postaci celnego trafienia. Wreszcie w 61 minucie piłka trafiła do Pędzicha a ten ładnym uderzeniem z 15 metrów wyprowadził rezerwy Śląska na prowadzenie. Strzelona bramka dodała wrocławianom skrzydeł i podopieczni trenera Urycza coraz częściej gościli pod bramką rywala. Z pewnością nie bez wpływu na to było narastające zmęczenie graczy GKS-u. Jednak w 75 minucie gospodarze byli bliscy wyrównania – po rzucie rożnym i główce z najwyższym trudem Kaczmarek trącił piłkę. W ostatnich minutach mecz nabrał jednak rumieńców. W 79 minucie nie popisał się Gul nie trafiając głową z 7 metrów, a kilka minut później po jego strzale z 14 metrów (po ładnej akcji Kaźmierczaka z Mrozem) golkiper odbił piłkę na rzut rożny. W 89 minucie wprowadzony kilka minut wcześniej Ilków-Gołąb wypatrzył Gula i ten podwyższył prowadzenie Śląska na 2:0. Gdy wrocławianie myśleli już chyba o końcu meczu gracze z Kobierzyc stanęli przed szansą zdobycia kontaktowej bramki – po rzucie rożnym aktywny tego dnia Rodak trafił w poprzeczkę. W doliczonym czasie gry wrocławianie mogli dobić rywali szybką kontrą, ale piłkę po strzale Ilkowa-Gołąba zdołał odbić bramkarz, futbolwka trafiła jeszcze w napastnika Śląska, ale po rykoszecie nie wpadła do siatki.







W środę zespół Śląska II na stadionie przy ul. Oporowskiej zmierzy się z Górnikiem Złotoryja, mecz ten (jak wszystkie w tej rundzie we Wrocławiu) zostanie rozegrany bez udziału publiczności.



GKS Kobierzyce – Śląsk II 0:2 (0:0)


Bramki: Pędzich 61’, Gul 89’



Śląsk II: W.Kaczmarek – Gawron, Woźniak, Ignasiak (46’ Pokorny), Rudolf – K.Kaczmarek (46’ Frey), Szewczyk (54’ Parada), Gul, Pędzich (85’ Ilków-Gołąb) – Mróz, Kaźmierczak.



GKS: Szymański – Bordulak, Legodziński, Dziągwa – Białas, Sikorski, Pietruszewski, Rodak, Isztwan – Szymański, Choroszy.

źródło: fot.guardian

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.