Śląsk - Zagłębie 0:1 (0:0)

Przed pierwszym gwizdkiem arbitra trudno było wskazać faworyta tego meczu. Obie drużyny potrzebowały punktów – Śląsk, by oddalić się od strefy spadkowej, Zagłębie, by nie stracić szans na walkę o awans do ekstraklasy. Po meczu trener Żurek stwierdził, że sprawiedliwym wynikiem byłby remis. Jednak tego dnia szczęście uśmiechnęło się do zespołu z Sosnowca, któremu jako pierwszemu w tym sezonie udało się wygrać we Wrocławiu. Zwycięski gol padł w 64 minucie, a jej autorem był Daniel Treściński. WKS przegrał ostatnie trzy mecze i stacza się coraz niżej w dół tabeli.


 

Trybuny stadionu przy ul. Oporowskiej świeciły pustkami, bowiem na klub została nałożona przez PZPN kara za wywieszenie podczas meczu z Odrą Opole transparentu o treści rasistowskiej oraz wznoszenie przez pseudokibiców obraźliwych okrzyków pod adresem czarnoskórego piłkarza opolskiego klubu. Kibice zgromadzili się jednak na górce nieopodal stadionu i stamtąd dopingowali zawodników, odpalone zostały także race. Tymczasem nim mecz na dobre się rozpoczął nad stadionem miało miejsce oberwanie chmury. Ulewa spowodowała, że murawa stała się śliska i grząska. Zawodnikom trudno było przeprowadzić składną akcję, o grze decydował przypadek, a na boisku więcej było chaosu niż przemyślanych zagrań. Trener Żurek nie miał dużego pola manewru przy ustalaniu składu, bowiem za 4 żółte kartki pauzować musiał Sztylka, a na ból mięśni brzucha narzekał Dudek. W tej sytuacji środek pola mieli opanować Chrobot i Rosiński. Wobec ostatnich błędów defensorów szkoleniowiec zdecydował się dać szansę gry od pierwszej minuty Sourkowi. Zawodnicy mieli problemy z przystosowaniem się do trudnych warunków gry. W 10 minucie Naskręt starł się ze Skrzypkiem i dla obu po chwili dla obu udział w meczu się zakończył. Gracz z Sosnowca z wybitym barkiem został odwieziony do szpitala, wrocławski obrońca narzekając na ból w kolanie poprosił o zmianę i zastąpił go Solarz. Pierwsi groźnie zaatakowali goście. Z ostrego kąta próbował uderzać Piątkowski, ale Janukiewicz był na posterunku. W odpowiedzi po dośrodkowaniu Rosińskiego błąd popełnił Gąsiński, ale piłka po strzale Ostrowskiego trafiła tylko w boczną siatkę. W 30 minucie Ostrowski znów nie miał szczęścia. Futbolista egzekwował rzut wolny z 30 metrów, piłka otarła się o mur i zmierzała do bramki, ale bramkarz Zagłębia popisał się refleksem i wybił futbolówkę. Chwilę później gorąco było po drugiej stronie boiska. Janukiewicz minął się z piłką, ale naciskany przez obrońców Folc nie zdołał trafić w piłkę. Do szatni oba zespoły mogły schodzić prowadząc. Najpierw centymetrów zabrakło, by piłka po zagraniu Rosińskiego trafiła do wychodzącego na czystą pozycję Szczota, a chwilę później przed szansą stanął Zubanović. Początek drugiej połowy nie przyniósł wielu emocji. Gra toczyła się głównie w środku pola, mnożyły się niedokładności. Piłkarze żadnej z drużyn nie mieli pomysłu na rozmontowanie defensywy przeciwnika. Wreszcie w 64 minucie goście wykonywali rzut rożny. Do piłki wyskoczył Treściński, ale naciskany przez Szewczuka nie zdołał jej czysto uderzyć. Futbolówka trafiła przed pole karne, gdzie Kościukiewicz mimo asysty Solarza zdołał zagrać ją w stronę bramki. Piłki nie trafił Chrobot, przetoczyła mu się między nogami i trafiła do Treścińskiego, który przymierzył i z odległości 7 metrów posłał ją do siatki, mimo rozpaczliwej interwencji Janukiewicza. Wrocławianie próbowali szybko odrobić straty, ale Gąsiński zdołał odbić piłkę po uderzeniu Ulatowskiego. Goście prowadząc szanowali piłkę, skupiając się na obronie korzystnego rezultatu. Trener Żurek wzmocnił siłę ofensywną wprowadzając Kowala i Witkowskiego, ale niewiele to dało. Okazję na doprowadzenie do wyrównania miał Szczot, ale zamiast strzelać od razu po podaniu Rosińskiego, przyjął piłkę i został zablokowany. Ciekawie zrobiło się w ostatnich minutach meczu. Arbiter do regulaminowego czasu gry doliczył aż 5 minut, co było pokłosiem m.in. długiej przerwy w grze spowodowanej urazem bramkarza Zagłębia, którego zaatakował Witkowski. Wrocławianie postawili wszystko na jedną kartę i resztką sił zaatakowali. W doliczonym czasie gry groźnie z dystansu uderzył Solarz i golkiper z największym trudem wybił piłkę na rzut rożny. Gdy nieubłaganie zbliżał się moment ostatniego gwizdka arbitra, a wrocławianie wywalczyli kolejny korner, pod bramkę rywali pobiegł nawet Janukiewicz, ale i to nie przyniosło efektu i po chwili sędzia zakończył spotkanie.



Śląsk Wrocław – Zagłębie Sosnowiec 0:1 (0:0)

Bramka: Treściński 64'



Śląsk: Janukiewicz- Wołczek, Ignasiak, Naskręt (17' Solarz), Sourek - Ostrowski (69' Kowal), Rosiński, Chrobot, Szczot - Ulatowski (79' Witkowski), Szewczuk.



Zagłębie: Gąsiński - Adżem, Hosic, Kościukiewicz, Treściński - Bednar, Chwalibogowski, Skrzypek (13' Piątkowski), Pach - Folc, Zubanovic (70' Marek)



Żółte kartki: Naskręt, Chrobot, Witkowski - Folc, Adżem



Sędzia: Tomasz Cwalina (Gdańsk)



Widzów: Bez udziału publiczności

Marcin Polański

Autor

Marcin Polański

W Śląsknecie od 2003 roku (z przerwami urlopowymi), przez niemal 10 lat redaktor naczelny.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.