Śląsk - Zagłębie 29:26 (14:10)
Pierwsze minuty to chaotyczna gra z obu stron. Żadna z drużyn nie potrafiła znaleźć drogi do bramki rywala. Strzały nie trafiały w światło bramki, albo padały łupem bramkarzy. Gol padł wreszcie w 6 minucie, a jego autorem był najlepszy strzelec gości Kozłowski. Śląsk szybko wyrównał i objął prowadzenie za sprawą Górnika, który uderzył w swoim stylu, oraz Gudza. Goście ponownie wyszli na prowadzenie (2:3) w 10 minucie za sprawą Jaszki i Niedośpiała, ale było to ich ostanie liderowanie. Dwukrotnie skutecznie uderzył Salami i trener Zagłębia poprosił o przerwę. Nie zdało się to na wiele, bowiem po paru minutach przewaga gospodarzy wzrosła (18 min. 8:4) i utrzymywała się (23 min. 11:6)do końca pierwszej połowy. Kilka szybkich i dokładnych akcji Śląska wzbudziło aplauz na widowni. W ostatniej minucie pierwszej części gry Banisz broni karnego egzekwowanego przez Kozłowskiego i po końcowej syrenie na tablicy świetlnej widniał wynik 14:10.
Druga połowę bardziej skoncentrowani rozpoczęli goście i udało im się doprowadzić do remisu 16:16 w 40 minucie. Śmiech wśród kibiców wzbudził strzał z rzutu karnego Rosińskiego, po którym piłka uderzyła w jedno z krzesełek i spowodowała odpadnięcie oparcia. Ponowne prowadzenie Śląsk uzyskał po golu Salamiego, ale bramkę widzieli tylko arbitrzy. Piłka uderzyła w słupek i wyszła w pole, jednak sędziowie wskazali na rozpoczęcie gry od środka. Szkoleniowiec gości aż przeżegnał się z wrażenia. Chwilę później wrocławianie ponownie odskoczyli na kilka bramek, mimo tego, że grali w osłabieniu. Co ciekawe tego dnia gospodarzom wyjątkowo dobrze grało się, gdy byli w mniejszości na parkiecie i z reguły wtedy powiększali konto bramkowe. W 45 minucie Śląsk prowadził już 22:16, wielka zasługa w tym aż 4 przechwytów z rzędu! Dwie minuty później zakończyła się kara Roberta Lewickiego, jednak kilkadziesiąt sekund później po raz kolejny sfaulował rywala. Sędziowie bez wahania ukarali gracza gospodarzy, a jako, że było to jego trzecie upomnienie zobaczył czerwoną kartkę. W 49 minucie przewaga WKSu osiąga apogeum – 8 goli przewagi i wynik 26:18. Goście próbowali gonić, ale było ich stać tylko na zmniejszenie strat do 3 goli. Po kilku nieudanych akcjach swoich podopiecznych szkoleniowiec gości aż łapał się za głowę. W ostatnich sekundach meczu Rosiński strzelał rzut karny, bramkarz obronił, a do piłki skoczył gracz lubiński. Niedoszły strzelec bezmyślnie popchnął rywala i także został ukarany czerwoną kartką. Do końcowej syreny została tylko sekunda i osłabienie Śląska nie mogło już wpłynąć na wynik meczu.
Kolejne derby wygrał Śląsk potwierdzając swój prymat w regionie, a także aspiracje do złotego medalu mistrzostw Polski.
Śląsk: Banisz, Ciechanowicz, Covtun - Garbacz 4, Gliński, Gorniak 2, Gudz 3, Lewicki, Lijewski 3, Rosiński 6, Salami 8, Wardziński 3, Achruk, Haczkiewicz
Zagłębie: Ligarzewski, Świrkula, Ferst - Orzłowski 1, Stankiewicz 2, Niedośpiał 4, Paluch, Steczek, Tomczak, Jasiński 2, Kozłowski 8, Kubisztal 2, Jaszka 5, Frąszczak 2
źródło: własne
