#ŚląskowyTwitter - jesienna chandra

#ŚląskowyTwitter - jesienna chandra

fot.:

Na posylwestrowego kaca zapraszamy do zagłębienia się w mediach społecznościowych, które są ostre niczym brzytwa i nie wybaczają żadnych błędów. W ostatnim czasie Twittera wychwala się głównie za to, że jest... darmowy i nie trzeba płacić za rozrywkę, która czeka na nas po kliknięciu białą ikonkę ptaszka na niebieskim tle. A co tam we Wrocławiu i okolicach ćwierkają o Śląsku po słodko-gorzkiej jesieni? 



 

Przegląd internetowych rozważań i kwiatków zaczniemy merytorycznie, bo od tweeta, który nieco przewidział gorszą grę defensywną zespołu Jacka Magiery w ostatnich tygodniach. A było to jeszcze po meczu z Cracovią (2:1), w którym wrocławianie obejrzeli przecież 2 czerwone kartki i do końca spotkania drżeli o końcowy wynik. 

Zanim jednak rozpędziła się ta szalona karuzela rozczarowania i kolejnych niepowodzeń, kibice Śląska zostali obdarowani niejednym prezentem. Jednym z piękniejszych było zwycięstwo w Lubinie (3:1) po 10 latach posuchy. To co, wysadzamy to kretowisko, wrocławianie? W roli piromanów Mateusz Praszelik i bombardier z Półwyspu Iberyjskiego.  

Przed hitowym starciem z Legią atmosferę piłkarskiego święta można było wyczuć w każdym miejscu we Wrocławiu. Natomiast o tak zaskakujące rozstrzygnięcie tamtego spotkania nie pokusiłby się sam Nostradamus. Dość powiedzieć, że takie sytuacje z udziałem sędziów zdarzają się niezwykle rzadko. Na głupocie jednych zawsze korzysta najmądrzejszy, a tym okazał się Victor Garcia. Hiszpan niczym w późniejszym filmiku, gdzie przypomina dzieciom, że gra się do gwizdka, zaprezentował tę zasadę Legionistom w praktyce. Czy załapali? Chyba nie, sądząc po ilości żali i płaczu wylewającego się z niemal każdego zakątku legijnego Twittera. 

Na szczęście, zdarzały się także głosy rozsądku, i to właśnie z tej warszawskiej części środowiska. 

Starcie ze stołeczną drużyną było jednak niczym przy istnym bombardowaniu Krakowa. Jeszcze trochę, a włodarz dawnej stolicy Polski musiałby bronić najważniejszych miejskich zabudowań, bo być może dobrałby się do nich Erik Exposito. Użyjmy tego wyświechtanego powiedzenia – napastnik Śląska, niczym Midas, wszystko co dotknął w tamten sobotni wieczór, zamieniał w złoto. Legenda mówi, że obrońcy Wisły po tamtej karuzeli dalej boją się lunaparków... i Hiszpanów. 

I wtedy przyszła ta wstrętna Nieciecza, symbol zagłady i marazmu. Gdzieś w szczerym polu wójt gminy obwieścił, że o 12:30 w sobotę będzie mecz ekstraklasy. No i ci śmiałkowie, którzy wybrali się w tamte południe do podtarnowskiej wsi, chyba już złego słowa na ekstraklasę nie powiedzieli. Spokojnie mógłby być to mecz sezonu, ale z najgorszym możliwym zakończeniem dla Śląska. Prosty na szczękę tuż przed ostatnim gwizdkiem. Wnioski? Defensywa stwarzająca pozory gry obronnej, a tak naprawdę będąca obwoźnym cyrkiem na kółkach.

Widocznie nawyki, które wyrobili sobie obrońcy wrocławskiego zespołu w najmniejszej miejscowości posiadającej w Polsce ekstraklasę, na tyle im się spodobały, że postanowili kontynuować swoje sławetne dzieło w konkursie pt. “Jak nie ustawiać się w obronie”. Wyjazd do Szczecina? W łeb. Wyjazd do Zabrza w przeddzień Barbórki? Też w łeb, i to nawet szpadlem. Dzieła zniszczenia dopełnił atomowym uderzeniem Lukas Podolski. Najlepiej skwitować to jednak krótkim zdaniem. 

Tak jak coraz bardziej zjeżdżała krzywa z formą Śląska w tym sezonie, tak zjeżdżał po niej niczym na placu zabaw Szymon Lewkot. Trener Jacek Magiera mógł poczuć się trochę jak Frankenstein, tworzący swój własny wynalazek. Niestety, jak na początku ten wymysł bronił się swoją grą, tak na końcu rundy drżeliśmy przy każdym kolejnym kontakcie z piłką obrońcy/pomocnika. 

Po wyjeździe do Grodziska Wielkopolskiego wiadro świeżego hejtu wylało się nie tylko na zawodników, ale także na trenera Magierę. Oskarżano go o zbytnie przywiązanie do nazwisk, małą elastyczność taktyczną i... faworyzowanie Szymona Lewkota. Niektórzy niecierpliwie wyczekują wyjazdu częstochowskiego szkoleniowca z Wrocławia. Ale zastanawiamy się po co, skoro przecież miejsce w Legii już dawno obsadzone... 

Być może było to nawiązanie do pojawiających się plotek, które w gronie kandydatów na nowego szkoleniowca reprezentacji Polski wskazywały właśnie byłego gracza Legii. Wiemy jedno – dobrze, że ta runda dobiegła końca. Mam nieodparte wrażenie, że gdyby potrwała jeszcze kolejne 19 spotkań, twitterowe szambo frustracji wybiłoby ze zdwojoną siłą. Tymczasem, niektóre rzeczy czasem się po prostu psują... 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.