#ŚląskowyTwitter - marazm, marazm widzę

#ŚląskowyTwitter - marazm, marazm widzę

fot.:

Skoro powróciła ekstraklasa, to my powracamy ze zdwojoną siłą z cyklem, w którym będziemy wybierać najciekawsze wpisy z portalu sygnowanego niebieskim ptaszkiem na białym tle. Co tam ćwierkali w sieci internauci po przegranym meczu przyjaźni z Lechią Gdańsk? 



 

Nadzieja przed meczem była ogromna, ale tak naprawdę wszystko odbywało się zgodnie ze znanym jeszcze niedawno naszej piłce reprezentacyjnej: oczekiwania — złudne nadzieje z początków spotkania — brutalna weryfikacja marzeń — cykl zamknięty wiecznym narzekaniem. Śląsk na początek ligowej wiosny nie wyłamał się z wyżej przyjętej strategii i postanowił zgodnie z tradycją, która trwa od grudnia tamtego roku, zaburzyć piękny harmonijny stan życia niejednego z kibiców WKS-u. 

Zawiedzenie postawą wrocławskiej drużyny wykraczało już poza skalę. Przegrany środek pola sprawił, że w niektórych obudziły się duże sentymenty do zawodników, którzy przy Oporowskiej osiągali największe sukcesy. Nie sposób nie mieć podobnego zdania. To co, panie Sebastianie, przerywamy pracę w telewizji i znowu przywdziewamy trykot Śląska? 

Kibice po takim widowisku musieli zastosować na sobie terapię. Dosyć zaskakujący był jej format. Ale chyba nie od dzisiaj wiadomo, że zwierzęta tudzież szeroko pojęta natura, wyzwalają w ludziach nutkę harmonii, tak przecież zaburzonej już przez wyczyny zawodników wrocławskiego klubu. Dobrze, jakbyśmy w tym akwarium znaleźli jakąś złotą rybkę. “Złota rybko, czy Śląsk meczem przeciwko Łęcznej przybliży się do strefy spadkowej?” 

Dobra, wydostańmy się na chwilę z tej jaskini pesymizmu i wszechobecnego marazmu. Był w Śląsku taki jeden blondwłosy gość, który nie jest już Mateuszem Praszelikiem, ale który podobnie do wytransferowanego niedawno pomocnika, starał się rozhulać grę Śląska w Gdańsku. Raz z lewej, raz z prawej strony – Dennis Jastrzembski był niemal wszędzie, a jego rajd przez całe boisko wyglądał jak pogoń ochroniarzy za kibicem podczas jednego z meczów we włoskiej Serie A. Jeśli Dennis rzeczywiście testował niegdyś swoje biegowe umiejętności na stewardach, to strach się bać co zrobi z Bartoszem Rymaniakiem... 

Jednocześnie warto wprowadzić trochę głosu rozsądku i merytoryki. Znamienne jest, że dwóch zawodników wprowadzonych z ławki potrafiło zagrozić bramce przeciwnika w większy sposób, niż zawodnicy grający od początku. Można tylko zawołać wniebogłosy: “Caye, kiedy gol?” 

Gorąca krew buzuje w kibicach i widać to dobrze w odmętach bagna, które z każdym kolejnym przegranym meczem powiększa się na Twitterze. Obozów jest kilka: SztylkaOUT, WaśniewskiOUT, a ostatnio niektórzy zaczęli sympatyzować nawet z MagieraOUT. Cóż, cytując pewnego mejwena, polecamy tym razem inną formę terapii. A mianowicie, najlepiej rozpędzić się i uderzyć głową w ścianę. Może wtedy następnego dnia ktoś się obudzi i mu coś przeskoczy, jak znanemu reprezentantowi Polski. 

Na koniec posłużymy się obrazkiem z popularnego “Breaking Bad”. Oby przed meczem w Łęcznej nastroje kibiców nie wyglądały tak, jak posępna twarz Hanka Schradera, a trener Magiera w swoim fachu okazał się prawdziwym Walterem Whitem, bezwzględnym geniuszem tworzącym własną niepowtarzalną historię.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.