#ŚląskowyTwitter po szalonym meczu

#ŚląskowyTwitter po szalonym meczu

fot.:

Wiele można było pisać i myśleć o wtorkowym meczu z Podbeskidziem. Było sporo materiału dla malkontentów, były argumenty dla entuzjastów, a i tak wszystkich pogodził Robert Pich, zwycięskim golem w 95 minucie gry. Sprawdzamy reakcje na te wydarzenia w cyklu #ŚląskowyTwitter.



 

Na starcie trzy solidne argumenty, wobec których przed meczem można było być optymistą: 

 

Niezbadane są jednak prawa rządzące ekstraklasą. Pokrętna logika tych rozgrywek nie raz już nas uczyła, że jak coś statystycznie jest bardzo prawdopodobne, to zapewne się nie wydarzy. Wtorkowy mecz również z logiką miał nie wiele wspólnego. Jako, że w tym cyklu stawiamy na krótkie formy przekazu, prezentujemy alternatywny skrót tego spotkania:

 

 

Żyjąc jeszcze w klimacie post-lavickowym, taki scenariusz spotkania mógł być dla nas nie lada szokiem. Zamiast podwójnej gardy i manifestowania przesadnego szacunku do rywala, otrzymaliśmy sieczkę rodem z filmów Tarantino. Kto grał w niej główne role?

 

Silny, szybki, bramkostrzelny - w normalnych warunkach można by pisać, że Poprawa staje się powoli ulubieńcem trybun, ale, że trybuny puste, to na razie można go ochrzcić ulubieńcem Śląskowego Twittera. W meczu z Podbeskidziem obrona zagrała słabo, ale Poprawa sam nic nie zawalił, zdobył swoją debiutancką bramkę w ekstraklasie i znów wykręcił najlepszy wynik sprinterski. Dobrze gra ten chłopak, więc nie ma co zapeszać. 

 

Czasem tak jest, że jak rozłożysz i złożysz jakąś maszynę, to po złożeniu jedna część zostanie z boku, a maszyna i tak dalej działa. Taka może być rola Israela Puerto w procesie przebudowy bloku obronnego przez trenera Magierę. Hiszpan wrócił do składu po kontuzji i przekonał się, że na ten moment nie gwarantuje jakości, jakiej oczekuje nowy trener w swojej taktyce.

 

Klasę pokazał natomiast kapitan Śląska Wrocław. Krzysztof Mączyński w meczu z Podbeskidziem był bez wątpienia najlepszym zawodnikiem w swojej drużynie. Po raz kolejny przekonujemy się o niebagatelnym wpływie Mączyńskiego na grę tego zespołu i możemy się zastanawiać, czy gdyby przyjście Magiery nie zgrało się z powrotem do zdrowia kapitana, to Śląsk byłby w stanie punktować tak samo? 

 

I jako trzeci, superbohater tego widowiska, Robert Pich. Co by o nim nie pisać, to jeden z nielicznych zawodników w kadrze Śląska, który potrafi rozemocjonować i chłodnych analityków i rozgrzanych choleryków.

Cieszy bardzo ten gol oraz to, że szybko zaczyna się układać współpraca na linii Magiera-Pich. Słowak z naturalnych względów nie będzie już liderem ofensywy w każdym meczu, czego upatrywał w nim do końca trenera Lavicka, ale umiejętnie wykorzystywany wciąż może dać tej drużynie bardzo dużo. 

 

Wszystkie te zwroty akcji i filmowe happy-endy, których w wykonaniu Śląska nie widzieliśmy już dawno, nie mogą jednak przysłonić faktu, że jakościowo wrocławianie zagrali zły mecz.

 

Prawdziwe powody do zmartwień mają w Bielsku, choć na oficjalnym profilu przyjęli tą bolesną porażkę z dystansem:

Na rozkładzie zostały cztery kolejki, punktowo Śląsk zrównał się z czwartym miejscem w tabeli, które może dać prawo do eliminacji Europa Conference League. Czemu nie? 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.