#ŚląskowyTwitter - wielkanocne lanie wody

#ŚląskowyTwitter - wielkanocne lanie wody

fot.:

Miał być mecz o mityczne 6 punktów, a tymczasem na konto Śląska i Wisły powędrowało po jednym oczku. W mediach społecznościowych wrzało jak nigdy, a szczególnie oberwało się jednemu rezerwowemu, który zgasł tak szybko jak zapłonął. 



 

Od poniedziałkowego poranku humory dopisywały, bo mecz odbywał się w lany poniedziałek, a to miało pierwotnie oznaczać powtórkę z jesiennego lania, jakie Śląsk zapewnił Wiśle (5:0). Tak się jednak nie stało, a już w pierwszych minutach na głowie wrocławian wylądował kubeł lodowatej wody od Elvisa Manu. Później tym samym zrewanżował się jeszcze przed przerwą Caye Quintana i bilans zysków oraz strat pozostał na równi. Jeden polany i drugi polany, nikt nie wyszedł z tej rywalizacji suchy. 

Co ciekawe, był to dla Białej Gwiazdy pierwszy w obecnej edycji ekstraklasy gol strzelony w początkowym kwadransie gry. Jerzy Brzęczek od początku swojej pracy stawia na wysoki pressing i zaskoczenie rywali od pierwszego gwizdka sędziego. We Wrocławiu wyszło to idealnie - wrocławska defensywa błądziła jak we mgle, a krakowianie grali jak na podwójnym tempie. 

Czas jednak na klasyczne pomeczowe wnioski od jednego z częstszych bywalców tego cyklu. Dużo w porównaniu do poprzednich spotkań się nie zmieniło - i na boisku, i na trybunach ten sam marazm, co wcześniej. Smutne są losy kibiców Śląska w ostatnich tygodniach, ale nic nie można na to poradzić. Na szczęście, coraz bliżej końca tego przedziwnego i depresyjnego sezonu... 

Wiadomo, że jak mecz o takiej wadze, to i przyostrzyć by się przydało. Zabrzmiało jak boiskowe motto Jacka Góralskiego, ale czasem tak trzeba. Tymczasem wrocławianie mają w tym sezonie mecze walki (jak chociażby w Płocku - 6 kartek) oraz całkowicie czyste zawody. Nie wiemy, jak to możliwe w spotkaniach o takiej randze, ale jeśli gracze WKS-u wzięliby udział w konkursie na najmniej zdobytych napomnień, wygraliby w cuglach. To porównywalne do kelnera niosącego na tacy kilka kufli piwa i dryblującego z piłką przy nodze między stolikami. 

To co, może rezerwowi chociaż trochę podreperowali mierny wizerunek tego meczu? Ależ skąd, szczytem absurdu okazał się strzał z woleja w samej końcówce Jastrzembskiego, który założył się z jakimś innym zawodnikiem o to, kto szybciej wkopie piłkę na dach stadionu. Niestety, raczej wygrał... 

Na sam koniec postanowiłem zostawić najsmutniejszy obrazek poniedziałkowego popołudnia. Tak proszę państwa, to nie jest zdjęcie targowiska w Koziej Wólce, tylko Stadion Miejski, mogący pomieścić nieco ponad 40 tysięcy widzów. Wszystko to tylko część zamkniętego “obiegu śląskowego” zgodnie z którym drużyna nie zachęca do przyjścia na stadion. Proponuję od siebie mały eksperyment – spytajcie kiedyś postronnych ludzi jadących przed meczem tramwajem w kierunku stadionu, czy wiedzą, co dzisiaj się na nim dzieje. 95% odpowie przecząco. I chyba to jest najbardziej niepokojący wniosek płynący z takich obrazków. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.