Śląsku, ufam Tobie! (FELIETON)

Śląsku, ufam Tobie! (FELIETON)

fot.:

Wskazówki na zegarze odmierzającym czas między sezonami są coraz bliżej zatoczenia pełnego koła. Gdy te rozpoczynały swoją drogę, chyba każdy z nas był sfrustrowany i zmęczony minionymi zmaganiami wrocławian. Teraz, gdy do inauguracji nowych rozgrywek zostało już zaledwie kilka dni, ponownie czuję ekscytację oraz ciekawość.



 

Kibicowanie Śląskowi jest trochę jak oglądanie ulubionej telenoweli. Człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to może rozrywka najwyższych lotów, lecz, mimo wszystko, sympatyzuje z bohaterami oraz jest ciekawy ich dalszych losów. Telenowele mają również to do siebie, że ciągną się w nieskończoność - nasi bohaterowie nie doczekują się happy endu, a częściej towarzyszymy im raczej w momentach, gdy wszystko się im sypie. Trochę jak ze Śląskiem - dobrych chwil przez ostatnie 10 lat przeżyliśmy z nim jak na lekarstwo, ale i tak z każdym nowym sezonem mamy złudną nadzieję, że za rok będzie lepiej. I nie inaczej jest teraz.

EMOCJONALNY ROLLERCOASTER

Odchodząc już od błahej metafory śląskowej telenoweli, chciałbym powrócić na chwilę do minionego sezonu, a konkretniej do towarzących mu emocji. Zaczynaliśmy od stonowanego optymizmu, który przerodził się wręcz w hurraoptymizm. Po niezłych występach na europejskiej scenie pojawiły się nawet głosy o mistrzostwie na 10-lecie tego ostatniego. Nic bardziej mylnego - szybki zjazd zmienił nastroje o 180 stopni, podobnie jak zmieniło się miejsce Śląska w ligowej tabeli. Nawiązując do rockowych legend, aby trafić do nieba, rzeczywiście trzeba najpierw pokonać schody. Droga do sukcesu jest długa i ciężka. Aby jednak trafić do piekła, to tam wystarczy lekko przygazować na autostradzie. I to właśnie zrobili wrocławianie. 

Po sezonie 2021/2022 byłem całkowicie wyczerpany. Oglądanie meczów WKS-u było udręką, a jeszcze większą udręką okazało się pisanie o nich. No bo ile razy można wskazywać te powtarzające się błędy w obronie, czy dopraszać się o minuty dla Adriana Łyszczarza. Śląsk brutalnie mnie przemielił i wypluł, nie pozostawiając większych nadziei na lepsze. Okazało się, że te przyszły z czasem. Do Wrocławia zawitał nowy, ciekawy trener, a klub zaczął głośno opowiadać o wizji gry młodszymi zawodnikami. Niby nic wielkiego, teraz właściwie każdy próbuje kupić tym publikę, ale zawsze jest to jakiś początek.

PRACA I KONSEKWENCJA

Pierwsze oznaki, jakoby w Śląsku miało coś drgnąć, pojawiły się tuż przed ogłoszeniem nowego szkoleniowca. Martin Konczkowski, bardzo solidny ligowiec przyszedł na zasadzie bezgotówkowego transferu. Na papierze wyśmienita robota! Później pojawił się Ivan Djurdjević i wspomniane obranie nowej drogi. Co ważne, tę drogę rzeczywiście było widać na boisku. Przedsezonowe sparingi to przecież świetna dyspozycja Piotra Samca-Talara, dobre występy Adriana Łyszczarza i Sebastiana Bergiera, do tego bardzo przyzwoita gra Javiera Hyjka i Karola Borysa. Śląsk przewietrzył kadrę, pozbył się “tłustych kotów” i zaczął na nowo odkrywać zawodników, których przecież od dawna są już w klubie. Zawodników, z którymi da się w końcu w jakiś sposób identyfikować i którym z wielką chęcią będę kibicował w przyszłym sezonie. 

Śląsk wziął się też w końcu na poważnie do pracy. W przedsezonowych sparingach wrocławianie w końcu wyglądali na dobrze przygotowanych fizycznie, nie trzeba było drżeć o każdą piłkę posłaną w nasze pole karne, a w porównaniu z końcówką sezonu również ofensywa wyglądała znacznie lepiej. Po przewietrzeniu szatni gołym okiem widać, że atmosfera wśród zawodników wyraźnie się poprawiła. Przed pierwszym meczem sezonu nieśmiało się uśmiecham, bo wierzę w nowy, lepszy Śląsk.

SPRZECZNE SYGNAŁY

Gdy już prawie przekonałem sam siebie, że w kampania 2022/2023 będzie lepsza od poprzedniej, zadaję sobie pytanie: dlaczego? Co tak właściwie na to wskazuje? Miniony sezon rozpoczęliśmy z bardzo dobrym młodzieżowcem, Mateuszem Praszelikiem. Teraz go nie ma. Rozpoczęliśmy go z Erikiem Exposito w wybornej formie. Tej też aktualnie nie ma. Rozpoczęliśmy go z kadrą o znacznie większym doświadczeniu i renomie, a także uznanym i szanowanym w środowisku piłkarskim trenerem. I tego też na tę chwilę nie mamy. 

Żeby było jasne, nie chodzi tu o porównywanie trenera Djurdjevicia z trenerem Magierą - to dwóch różnych szkoleniowców na różnych etapach swojej kariery. Jacek Magiera teoretycznie osiągnął więcej, ale paradoksalnie mam wrażenie, że jest na wcześniejszym etapie rozwoju niż Ivan Djurdjević. Chodzi tu jednak o nastroje i renomę w momencie objęcia klubu. Jak w takim razie przekonać siebie, że zbliżający się sezon nie będzie taką klapą jak poprzedni?

ŚLĄSKU, UFAM TOBIE

Będąc kibicem, trzeba nauczyć się jednej rzeczy. Przegrywać. Nie każdy rok będzie niesamowity, nie zawsze będzie różowo. Kibiców przy klubie trzyma jednak nadzieja na lepsze jutro. Ta została w minionym sezonie zabrana i całkowicie sponiewierana. Przy całej narracji o nowym otwarciu i zmianie polityki zarządzania Śląskiem, klub znowu prosi o zaufanie. Ta prośba nie została zwerbalizowana, to bardziej ciche wołanie o pomoc. Taka jednak jest ta kibicowska dola. Z klubem jest się na dobre i na złe. 

Dlatego właśnie przed zbliżającym się sezonem mam nadzieję, że będzie lepiej. Nie oczekuję od razu wielkich sukcesów. Zadowoli mnie nawet miejsce w środku tabeli, jeśli tylko w końcu ujrzę jakiś konsekwentnie realizowany plan. Ma to być wprowadzanie młodzieży i granie tym, co mamy? Jestem za, dajmy szansę Łyszczarzowi, Bergierowi, Poprawie i wszystkim innym. Proszę, zróbmy to jednak konsekwentnie. Niech Śląsk nie zmienia swojego pomysłu za kolejne pół roku. A my, kibice, nie linczujmy zawodników po jednym nieudanym meczu. Śląsk to wspólnota, która znajduje się w dołku. Wyjście da się znaleźć tylko razem, ponownie budując wzajemne zaufanie.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.