Słodko-gorzki smak inauguracji

Słodko-gorzki smak inauguracji

fot.:

Śląsk Wrocław w sobotę rozpocznie już 13. z rzędu sezon w Ekstraklasie. Pierwsza kolejka zawsze obfituje w niewiadome, ale udany start może wskazać dobry kierunek na cały rok. Wybraliśmy pięć najbardziej pamiętnych, choć nie zawsze wymarzonych, ligowych inauguracji zielono-biało-czerwonych od 2008 roku.



 

Śląsk – Lechia 1:1, 09.08.2008

Sotirović 16' - Trałka 56'

Stadion przy Oporowskiej pękał w szwach, a z pierwszego występu w Ekstraklasie po długiej przerwie cieszyły się oba zespoły. Śląsk na awans do najwyższej klasy rozgrywkowej wracał po sześciu latach, gdańszczanie czekać musieli dwa razy dłużej, a ich ostatnie występy w elicie miały miejsce pod szyldem tworu Lechia/Olimpia Poznań. Smaczkiem spotkania była również rywalizacja polityczna, bo na trybunach pojawili się kibicujący swoim drużynom ówczesny premier Donald Tusk i wicepremier Grzegorz Schetyna.

Prowadzenie Śląskowi po kwadransie zapewnił sprowadzony z Jagiellonii Białystok Vuk Sotirović, który przed sezonem łączony był również z Lechią. Serbski napastnik mógł być bohaterem wieczoru, jednak w 54. minucie nie dopisało mu szczęście. Sędzia Włodzimierz Bartos podyktował rzut karny za faul na Januszu Gancarczyku, do piłki podszedł Sotirović, ale trafił tylko w poprzeczkę. Goście skarcili rywala już dwie minuty później. Niepewną interwencję debiutującego w najwyższej klasie rozgrywkowej Wojciecha Kaczmarka wykorzystał Łukasz Trałka i choć takim wejściem w drugą połowę piłkarze rozbudzili apetyty, więcej bramek już nie było.

Trwającą do dziś ekstraklasową przygodę Śląska rozpoczął mecz przyjaźni, jednak pierwotny terminarz sezonu 2008/2009 zakładał coś zupełnie innego. Liga miała rozpocząć się dwa tygodnie wcześniej od wyjazdowego meczu wrocławian z ŁKS, pierwsze ligowe weekendy storpedował jednak właściwy tamtym czasom organizacyjny chaos związany z wymierzaniem kar degradacji za udział w korupcji.

Śląsk – Górnik 1:1, 31.07.2011

Voskamp 78' - Olkowski 32'

Mecz, o którym z perspektywy lat można powiedzieć, że rozpoczął drogę po drugie mistrzostwo Polski Śląska w sezonie 2011/2012. Historycznie nie mniej interesujące są jednak nazwiska widniejące tamtego popołudnia w składzie zabrzan. Adam Nawałka sprowadził tamtego lata trzech utalentowanych nastolatków – Łukasza Skorupskiego, Pawła Olkowskiego oraz Arkadiusza Milika. Przy Oporowskiej każdy z nich zaczął w wyjściowej jedenastce, a niedługo później debiutowali w seniorskiej reprezentacji Polski i stawali się bohaterami dużych zagranicznych transferów.

Bramkarz Górnika okazje do wykazywania się miał szczególnie w pierwszej połowie, gdy świeżo upieczony wicemistrz Polski raz po raz stwarzał zagrożenie w jego polu karnym. Skorupski przed przerwą nie dał się jednak pokonać, cieszył się za to z gola po przytomnym zachowaniu dwóch innych debiutantów. Dośrodkowaną z rzutu rożnego piłkę głową strącił Milik, a z bliska za linię bramkową przepchnął ją Olkowski, dzięki czemu zabrzanie w 32. minucie objęli prowadzenie. Śląsk długo bił głową w mur, ale tego dnia i jego debiutant wpisał się na listę strzelców.

Johan Voskamp co prawda znał już smak bramki w zielono-biało-czerwonych barwach po niezapomnianym meczu kwalifikacji Ligi Europy z Dundee, ale w Ekstraklasie tego dnia grał po raz pierwszy. Holender wszedł z ławki w przerwie i w 78. minucie trafił na 1:1, choć przyszło to z dużym trudem. Po strzale głową Voskampa piłka odbiła się od dwóch słupków i zatańczyła na linii bramkowej. Z pomocą ruszył Cristian Omar Diaz, jednak sędzia Adam Lyczmański wskazał na środek boiska przyznając gola Holendrowi. Śląsk do końca walczył o przechylenie szali na swoją stronę, nowy sezon rozpoczął jednak od niespodziewanego podziału punktów.

Widzew - Śląsk 2:1, 18.08.2012

Dudek 56', Broź 74' - Kaźmierczak 79'

Wrocławianie na pierwszy mecz sezonu, w którym występowali jako mistrz Polski, nie jechali w dobrych nastrojach. Choć przed odkładaną w czasie z powodu Igrzysk Olimpijskich w Londynie ligową inauguracją zdobyli Superpuchar przy Łazienkowskiej, zdążyli już odpaść z walki o Ligę Mistrzów po feralnym dwumeczu ze szwedzkim Helsingborgsem, a do Łodzi jechali poważnie osłabieni. Po przyśpiewkach pod adresem Legii podczas mistrzowskiej fety, Komisja Ligi nałożyła absurdalnie surowe kary finansowe i pięciomeczowe zawieszenia na kluczowych piłkarzy Sebastiana Milę, braci Gikiewiczów, Mariusza Pawelca, Patrika Mraza i Dalibora Stevanovicia.

Na bramki w Łodzi musieliśmy poczekać do drugiej połowy, więcej powodów do zadowolenia mieli jednak niestety gospodarze. Nieszczęście Śląska rozpoczęło się w 56. minucie po szybkiej akcji Marcina Kaczmarka i Jakuba Bartkowskiego. Piłka trafiła pod nogi Sebastiana Dudka, który kilka tygodni wcześniej w bardzo nieprzyjemnych okolicznościach odszedł ze Śląska po konflikcie z trenerem Orestem Lenczykiem. Doświadczony piłkarz szybko przypomniał się niedawnemu pracodawcy i zapewnił prowadzenie gospodarzom.

Wrocławianie rozgrywali słaby mecz, a Widzew stwarzał sobie kolejne okazje i poprawił rezultat w 74. minucie. Do siatki strzeżonej przez Mariana Kelemena mocnym strzałem przymierzył Łukasz Broź. Co prawda, dwubramkowe prowadzenie drużyny Radosława Mroczkowskiego utrzymało się tylko przez pięć minut, bo nadzieję Śląskowi przywrócił Przemysław Kaźmierczak, ale jego gol okazał się jedynie honorowym. Wrocławianie myślami byli jednak już przy pierwszym meczu 4.rundy kwalifikacji Ligi Europy z Hannoverem – kilka dni później przegrali jednak 3:5.

Śląsk - Ruch 2:0, 20.07.2014

Mila 7', Pich 79'

Tadeusz Pawłowski odmienił Śląsk wiosną 2014 roku. Uratować sezonu na tyle, by finiszować w nowowprowadzonej do regulaminu rozgrywek grupie mistrzowskiej się nie udało, ale jedna porażka w czternastu meczach po przejęciu drużyny od Stanislava Levy’ego to wynik, który musiał robić wrażenie. Era czeskiego szkoleniowca na ławce wrocławian zakończyła się po poprzednim meczu z Ruchem Chorzów, który akurat miał za sobą bardzo udane miesiące.

Prowadzeni przez Jana Kociana Niebiescy zakończyli sezon na najniższym stopniu podium i przyjechali do Wrocławia kilkadziesiąt godzin po wygranym meczu z FC Vaduz w 2.rundzie walki o Ligę Europy. Krótko po rozpoczęciu gry chorzowianie byli blisko objęcia prowadzenia, gdy piłka odbiła się od poprzeczki po uderzeniu zza pola karnego Bartłomieja Babiarza. Niewykorzystana okazja zemściła się na nich szybko, bo Śląsk prowadził od 7. minuty. Nieczysto trafił Robert Pich, ale piłkarska fortuna była przy nim, bo piłka znalazła się pod nogami Sebastiana Mili, a ten pokonał Krzysztofa Kamińskiego.

Skromne prowadzenie gospodarzy utrzymywało się długo, co pozwalało wierzyć Ruchowi, że nie musi wyjeżdżać z Wrocławia na tarczy. Podopieczni Pawłowskiego wyjaśnili wątpliwości dziesięć minut przed końcem regulaminowego czasu. Filip Starzyński w łatwy sposób stracił piłkę na środku boiska, w kierunku bramki rywala ruszył Pich, obrońcy niespecjalnie próbowali go atakować, a słowacki skrzydłowy wiedział, jak zachować się w takiej sytuacji i po przebiegnięciu 30 metrów przypieczętował komplet punktów dla Śląska.

Śląsk - Cracovia 3:1, 21.07.2018

Celeban 14', Augusto 57', Kosecki 89' - Oliva 30'

Letnie okienko w 2018 roku było pierwszym, podczas którego odpowiedzialność za transfery Śląska spoczywała na barkach Dariusza Sztylki. Były kapitan zielono-biało-czerwonych zrezygnował z drogi wytyczonej przez swojego poprzednika w roli dyrektora sportowego Adama Matyska. Dwa lata temu zamiast doświadczonych, wiekowych piłkarzy, do Wrocławia trafiali przede wszystkim utalentowani pierwszoligowcy, tacy jak Jakub Łabojko, Damian Gąska czy Mateusz Radecki, a przerwanie trwającej od trzech sezonów przykrej serii bez grupy mistrzowskiej, miało być planem minimum.

Rywalem Śląska na inaugurację sezonu była celująca w mistrzostwo Polski Cracovia. To właśnie przed przyjazdem na Maślice trener Pasów Michał Probierz zapowiedział słynny plan walki o tytuł, dobry nastrój opuścił go jednak już po pierwszej kolejce. Pierwsza bramka dnia padła po kwadransie, gdy po dobrym dośrodkowaniu z rzutu rożnego w polu karnym w swoim stylu odnalazł się Piotr Celeban i zdobył bramkę głową. Pasy co prawda stać było na odpowiedź piętnaście minut później, jednak był to jej jedyny dobry moment tego popołudnia. Po kuriozalnym błędzie Igorsa Tarasovsa, piłka trafiła do debiutującego w Ekstraklasie Gerarda Olivy, a hiszpański napastnik trafił na 1:1.

Druga połowa należała do piłkarzy Tadeusza Pawłowskiego. W 57. minucie niesamowitego gola na swoim koncie zapisał Augusto, który wykorzystał nieudane przyjęcie piłki przez Arkadiusza Piecha, w efekcie kompletnie zaskakując bramkarza Cracovii strzałem piętą. Minutę przed końcem regulaminowego czasu Jakub Kosecki precyzyjnym uderzeniem zwieńczył bardzo ładne rozegranie z Damianem Gąską i przypieczętował efektowną wygraną Śląska Wrocław.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.