Sofia zza kierownicy


Fani Śląska na mecz z Lokomotiwem udadzą się w większości transportem kołowym. Czego mogą spodziewać się wybierający się do Sofii? Z pewnością miasta wyglądającego nieco inaczej od polskich metropolii. Już przy samym wjeździe do stolicy nierzadkim widokiem są jadące ulicami furmanki, a to tylko zwiastun kolejnych niezwykłych krajobrazów. Podróż samochodem po Sofii to dla niewprawionego w bułgarskim ruchu ulicznym kierowcy to koszmar. Niemal całkowity brak lewoskrętów oraz olbrzymia ilość ulic jednokierunkowych sprawia, że nierzadko będąc już niemal u celu podróży zmuszonym się jest nagle robić dodatkowe kilometry. Niezwykłym dla polskich kierowców widokiem jest także olbrzymia ilość policjantów na ulicach, zatrzymujących przejeżdżające pojazdy. W centrum Sofii w zasadzie stróż prawa stoi niemal co kilka ulic. Goście podróżujący po stolicy mają jednak dużo większy problem – zupełny brak znaków informacyjnych. Tym samym znalezienie bez mapy lotniska, czy choćby Stadionu Narodowego, wymaga sporego wysiłku. Pozytywnym zaskoczeniem jest natomiast uprzejmość kierowców, którzy niemal zawsze, gdy auto z zamiejscową rejestracją niespodziewanie chce zmienić pas ruchu, od razu zwalniają i wpuszczają pojazd. Wystarczy jednak tylko kilka sekund zagapić się, gdy zapala się zielone światło i od razu można spodziewać się klaksonów odzywających się za plecami.
