Sokół Wielka Lipa - Śląsk II 3:3 (1:2)
Wrocławianom nie udało się podtrzymać passy zwycięstw. Śląsk tylko zremisował, jednak z przebiegu gry trzeba przyznać, że podział punktów jest zasłużony. Choć gdyby nie błędy w obronie i trochę więcej zimnej krwi Bilińskiego, to WKS mógł wyjechać z Wielkiej Lipy z kompletem punktów. Mimo remisu Śląsk pozostał liderem. Spotkanie rozpoczęło się dobrze dla gości. Po kwadransie gry Śląska objął prowadzenie. Lipiński, który tego dnia wystąpił w pomocy, zakończył swój rajd strzałem w światło bramki, błąd popełnił golkiper i piłka wpadła do siatki. Wrocławianie grali rozważnie i wydawało się, że kontrolują przebieg gry. W 34 minucie gospodarze wywalczyli rzut wolny w odległości ok. 30 metrów od bramki. Na szybki strzał zdecydował się jeden z graczy, nieprzygotowany Hryńczuk próbował interweniować, jednak piłka skozłowała i obok słupka wpadła do bramki. Śląsk zaatakował i udało mu się wyjść na prowadzenie jeszcze przed przerwą. Pięknym uderzeniem z półobrotu zza pola karnego popisał się Biliński i bramkarz był bez szans. Druga połowa miał zupełnie inny przebieg. Gospodarze od pierwszych minut zaatakowali, a podopieczni trenera Bacelli momentami wyglądali na murawie na zagubionych. W 55 minucie Hryńczyka uratował słupek, ale sześć minut później takiego szczęścia już nie miał. Piłka po dośrodkowaniu z prawej strony spadła wprost pod nogi niepilnowanego gracza Sokoła, a ten uderzeniem z 14 metrów nie dał szans golkiperowi. W tej sytuacji ewidentnie zaspali obrońcy. Gospodarze nie cieszyli się długo z prowadzenia, bo w 64 minucie Biliński idealnie wyłożył piłkę Wróblowi, a temu nie pozostało nic innego, jak skierować ją do bramki. Śląsk prowadził 3:2, jednak to zdekoncentrowało wrocławian. Nie minęła minuta, a kibice znów obejrzeli gola. Sokół wywalczył rzut wolny z lewej strony boiska przed polem karnym. Dwóch graczy Śląska ustawiało się w murze, gdy tymczasem z boku stal niepilnowany zawodnik gospodarzy. Na nic zdały się pokrzykiwania Hryńczuka. Piłka powędrowała właśnie to tego niepilnowanego gracza, który dośrodkował w pole karne, a tam najwyżej wyskoczył jego kolega z drużyny i skierował ją do siatki. Trzy gole w niecałe 5 minut! Do końcowego gwizdka arbitra zostało 25 minut i oba zespoły chciały przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Mecz podobał się kibicom, toczony był w dobrym tempie. I Sokół i Śląsk miały dogodne sytuacje do strzelenia kolejnych bramek. Hryńczuk raz musiał paradą wybić piłkę, którą niefortunnie na róg chciał wybić jego kolega z zespołu. Sporo szczęścia miał także bramkarz gospodarzy, gdy w 83 minucie wygrał pojedynek sam na sam z Bilińskim.
Być może Śląsk wygrałby gdyby miał większe posiłki z pierwszej drużyny. W porównaniu do ostatniego meczu nie zagrał Małecki i szcególnie w drugiej połowie po zejściu Hajdamowicza widać było chaos w środku pola. Nie do końca dobrym rozwiązaniem była chyba zmiana bramkarza. Dąbrowski ostatnio zanotował świetny występ, a dziś musiał ustąpić pola nie będącemu w trybie meczowym i niezgranemu z obroną Hryńczukowi.
Sokół – Śląsk 3:3 (1:2)
Gole dla Śląska: Lipiński, Biliński, Wróbel.
Śląsk: Hryńczuk – Struzik, Wiśniewski, Kamrowski, Galuś – Lipiński, Danek (80’ Błąkała), Hajdamowicz (46’ Bordulak), Szataniak (90’ Tarasiewicz)– Wróbel, Biliński.
źródło: własne
