Sprzed telewizora na stadion

Piłkarskie hity podnoszą ciśnienie zarówno wśród kibiców, jak i dziennikarzy. Sobotni pojedynek rodzimej ligi, w którym Śląsk Wrocław podejmie warszawską Legię na miano futbolowego szlagieru zasługuje. Tym razem najpopularniejsza dyscyplina sportu może jednak pozostać w cieniu, gdyż swoje mecze tego dnia rozegrają reprezentacje polskich siatkarzy i koszykarzy. Czy potencjalny kibic WKS-u wizytę na Oporowskiej przedłoży nad wygodny fotel przed telewizorem? Sygnały, które docierają z klubu, świadczą, że tak się nie stanie. Przed stadionowymi kasami panuje ruch, który ma sprawić, że do soboty cała pula biletów zostanie wyprzedana, a na trybunach zasiądzie komplet widzów. Pokusa jest jednak niemała. Gdyby zapytać kogokolwiek z ulicy, co ważniejsze - ligowy pojedynek, czy walka o medal na wielkiej imprezie - odpowiedź byłaby prosta.
Dodatkowo atmosfera wokół polskiej piłki standardowo niedobra. I pal teraz licho korupcję, chodzi o poziom. Po kompromitacji kadry Beenhakkera każdy może polską kopaną zmieszać z błotem i podstawy do tego znajdzie. I przypomnieć na dokładkę można Tallin, a przecież znalazłoby się tego więcej. A siatkarze? A koszykarze? Dzielnie bronią sportowego honoru naszego kraju. Ci pierwsi biją mistrzów Europy, a za chwilę sami mogą nimi zostać. Drudzy nie czują respektu przed faworyzowanymi Litwinami. Rozgrzali do czerwoności wrocławską publiczność i teraz powtórzą to w Łodzi. A wszystko na oczach milionów telewidzów. Czy miejsce dla futbolu jest już tylko na marginesie polskiego sportu? Czy powoli staje się on passé?
Nie zapominam także o piłce ręcznej. W sobotę o 15.00 w Orbicie szczypiorniści Śląska rozegrają pierwszy mecz w roli gospodarza po powrocie do elity. Wielu sympatyków WKS-u trzyma kciuki za piłkarzy tak nożnych, jak i ręcznych. Z tej bogatej oferty sportowych emocji każdy wybierze to, co zechce.