Statystyki nie kłamią: Cracovia
fot.: Paweł Kot
Mecze z Cracovią we Wrocławiu w ostatnim czasie były gwarancją bardzo dobrego humoru dla kibiców Śląska. Skuteczność pod bramką przeciwnika i kolejne ligowe punkty to cel również na piątkowy wieczór.
Krótko po odejściu z Jagiellonii Białystok latem 2017 roku Michał Probierz pojawił się we Wrocławiu na oficjalnych negocjacjach dotyczących wejścia do Śląska w roli współwłaściciela. Plany spełzły na niczym, a sam szkoleniowiec ściągnął na siebie zaskakującą niemoc, która w meczach przeciwko wrocławianom na Stadionie Miejskim trwa do dziś.
Probierz kilka dni później został szkoleniowcem Cracovii, a na Maślicach od tej pory grał czterokrotnie i nie zdobył choćby punktu. Każde z tych spotkań było jednak bardzo wyrównane – do siatki zawsze trafiały oba zespoły, a Śląsk zwycięstwa zapewniał sobie dzięki bramkom w ostatnim kwadransie.
Jeszcze dłuższa niż kadencja Michała Probierza w klubie z Małopolski jest passa zielono-biało-czerwonych z golem w domowym meczu przeciwko Cracovii. Śląsk w każdym z siedmiu ostatnich spotkań z tym rywalem na Stadionie Miejskim zdobywał co najmniej dwie bramki. By znaleźć ostatnią potyczkę bez trafienia, trzeba cofnąć się aż do sierpnia 2014 roku, kiedy trenerem gospodarzy był Tadeusz Pawłowski, a konfrontacja na Maślicach przyniosła remis 0:0.
Mecze Śląska z Cracovią we Wrocławiu są niemal lustrzanym odbiciem tego, co dzieje się przy Kałuży. Wysuwający się w statystykach na pierwszy plan atut własnego boiska może się jutro okazać decydującą przewagą ekipy Vitezlsava Lavicki.