Statystyki nie kłamią: Lechia Gdańsk
fot.: Paweł Kot
Mecze Śląska z Lechią w ostatnich latach były gwarancją bramek i emocji, niespecjalnie obfitowały jednak w wyniki korzystne dla zielono-biało-czerwonych. Co ciekawe, w spotkaniach z gdańszczanami atutem nie okazywał się nawet Stadion Wrocław.
W każdym z pięciu ostatnich spotkań Śląska z Lechią gole strzelały oba zespoły – trzy z nich zakończyły się remisami, a pozostałe zwycięstwami biało-zielonych. Tylko jedna drużyna w meczu przyjaźni po raz ostatni trafiła w listopadzie 2018 roku, gdy zespół znad morza gładko wygrał na Pilczycach 2:0, a by znaleźć ostatnie zwycięstwo wrocławian nad niedzielnym przeciwnikiem trzeba cofnąć się jeszcze o siedem miesięcy. 30 kwietnia 2018 setną bramkę w ekstraklasie zdobył Marcin Robak, a Śląsk pokonał Lechię 3:1. Tamtego dnia nikt by nawet nie pomyślał, że wywalczenie kolejnego kompletu punktów w rywalizacji z tym przeciwnikiem okaże się aż tak dużym wyzwaniem.
Zawsze Stokowiec
O ile przed meczami na Stadionie Wrocław lubimy przywoływać statystyki świadczące o sile gospodarzy, tak akurat na Lechii… nie robi to żadnego wrażenia. Dość powiedzieć, że to gdańszczanie są jedną z dwóch drużyn (obok Legii), która potrafiła wygrać na terenie Śląska od początku ubiegłego roku (1:2 na koniec sezonu 2019/2020). Mało? Biało-zieloni nie przegrali żadnego z czterech poprzednich spotkań na Pilczycach – zdobyli w tym czasie osiem punktów, a co istotne w każdej z tych gier prowadził ich już trener Piotr Stokowiec. Z ostatniego domowego zwycięstwa w meczu przyjaźni wrocławianie cieszyli się właśnie przy okazji wspomnianego już starcia z kwietnia 2018. Co ciekawe, pół roku wcześniej ich szkoleniowiec po porażce właśnie na tym stadionie stracił pracę w Zagłębiu Lubin (0:1).
Zwycięstwo po samobóju
Lechia w ostatnim czasie niezbyt dobrze radzi sobie jednak na wyjazdach – wygrała zaledwie jedno z ośmiu poprzednich spotkań (3:1 w Płocku w 28. kolejce) i to właśnie taka nieregularność kosztowała ją miejsce w europejskich pucharach na finiszu poprzedniego sezonu. Gdańszczanie w czterech poprzednich spotkaniach zdobywali dokładnie jedną bramkę, jednocześnie warto jednak pamiętać, że poniedziałkowe zwycięstwo z Wisłą Płock (1:0) przyniosło im dopiero samobójcze trafienie Dawida Kocyły. Przed laty, to właśnie w meczu przeciwko Lechii Jacek Magiera debiutował w roli samodzielnego pierwszego trenera w ekstraklasie. 1 października 2016 roku jego Legia rozbiła przeciwnika z Trójmiasta 3:0 i rzuciła się do odrabiania strat dzielących ją od czołówki tabeli ekstraklasy. W niedzielny wieczór stawka aż tak duża nie będzie, trzymanie się blisko podium od samego początku ligowego grania brzmi jednak jak całkiem atrakcyjny plan.
Najczęstsze przyczyny bólu zębów i sposoby na jego złagodzenie