Statystyki nie kłamią: Sezon 2020/2021

Statystyki nie kłamią: Sezon 2020/2021

fot.:

Domowy patent, wyjazdowe kłopoty i szczęśliwy dwumecz z beniaminkiem, czyli najlepszy od lat sezon Śląska Wrocław w liczbach. Liczby najlepiej obrazują, w którym miejscu rozwoju po dwóch miesiącach pracy trenera Jacka Magiery jest jego zespół.



 

Konia z rzędem temu, kto przed rozpoczęciem sezonu pomyślałby, że pucharowe miejsce Śląsk będzie zawdzięczał wyłącznie korzystniejszemu dwumeczowi z… Wartą Poznań. Ba, taki scenariusz trudny do zaprojektowania był nawet po 29. kolejce, gdy stało się jasne, że najpoważniejszymi rywalami wrocławian stały się Piast Gliwice i Lechia Gdańsk, a więcej punktów od Zielonych miało nawet Zagłębie Lubin. Zielono-biało-czerwoni mieli gorszy bilans od każdego z tych przeciwników, co przy równej liczbie punktów pozbawiałoby ich marzeń o Europie. Pomyślny wynik dwumeczu wypracowali sobie jedynie z zespołem Piotra Tworka (2:1 oraz 3:2) i to wystarczyło, by po sześciu latach wrócić na arenę międzynarodową.

Twierdza Wrocław

Siłą Śląska w zakończonych rozgrywkach były mecze rozgrywane przed własnymi trybunami i nie przeszkodził w tym nawet fakt, że zaledwie czterokrotnie prawo wstępu na Stadion Wrocław mieli kibice. Zespół prowadzony przez Vitezslava Lavickę oraz Jacka Magierę przegrał tylko 1 z 15 domowych spotkań, co stanowi najlepszy wynik w całej lidze (0:1 z Legią w 20. kolejce). Zdobył w nich łącznie 28 punktów, większym dorobkiem mogą pochwalić się tylko świeżo upieczeni medaliści mistrzostw Polski. Śląsk jako gospodarz sześciokrotnie zachował czyste konto, a przez cały sezon u siebie stracił raptem 13 bramek (mniej jedynie Raków 9 i Pogoń 8).

Znacznie mniej przyjemne doznania kibiców wrocławian czekały jednak, kiedy przychodziło do grania poza własnym boiskiem. Śląsk na wyjeździe w poprzedniej już edycji ligowych rozgrywek wygrał zaledwie 4 razy, gorszy wynik na swoim koncie zapisały tylko zamykające tabelę Cracovia i Stal (po 2 zwycięstwa) oraz Podbeskidzie, które smaku wyjazdowego kompletu punktów nie zaznało w końcu wcale. Zielono-biało-czerwoni występując jako gość ponieśli aż osiem porażek, podobna przykrość częściej w lidze spotkała jedynie zawodników Jagiellonii (9) oraz Podbeskidzia (12).

Puchary zbiegiem okoliczności

W grze Śląska charakterystyczna była różnica w liczbie bramek traconych w obu połowach meczów. Spośród ogólnej liczby 32 wrocławianie tylko 11 wpuścili w pierwszych odsłonach ligowych spotkaniach, a co warto podkreślić aż 3 z nich tylko w jednej konfrontacji (3:3 z Lechem w 3. kolejce). Zielono-biało-czerwoni potrafili też grać konsekwentnie – przez cały sezon jedynie cztery razy zdarzyło się, by nie wygrali w meczu, w którym strzelali gola na 1:0 (tydzień temu ze Stalą, jesienią w Lubinie oraz w obu spotkaniach z Lechią). Wiosenne punktowanie wrocławian trudno jednak nazwać inaczej niż ciułaniem punktów, które ostatecznie szczęśliwym zbiegiem okoliczności zaprowadziło nas do Europy. Aż osiem remisów w 16 tegorocznych meczach przy czterech zwycięstwach i takiej samej liczbie porażek to wynik, który zdecydowanie nie robi dobrego wrażenia.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.