Stawka większa niż trzy punkty

Są takie produkty, których reklamować nie trzeba i na pewno jednym z nich jest piątkowy mecz mistrza Polski z zespołem, który miał ten tytuł już w garści, ale stracił go w ostatnich kolejkach minionego sezonu. Podobno na własne życzenie. Legia Warszawa przyjeżdża do Wrocławia by umocnić się na pozycji lidera i w konsekwencji odebrać Śląskowi to, co oddała kilka miesięcy temu.


 

Ostatnie spotkanie Śląska w tym roku zapowiada się pasjonująco - dawno nie było meczu z tak wieloma podtekstami. To Legia miała zdobyć tytuł, przecież była liderem, miała najlepszych piłkarzy, największy budżet i w ogóle jest naj... To dlatego zrodziła się słynna przyśpiewka i zabawa w karaoke w rytmach "Gdzie twoje berło, berło i korona...", przez którą kilku zawodników Śląska zostało zawieszonych. Trzeba przypomnieć też "nienajlepsze" zachowanie "Nieznanych Sprawców" podczas wizyty warszawian we Wrocławiu przed dwoma laty. Jeżeli robić sobie wrogów, to właśnie w taki sposób.

Przez te wszystkie wydarzenia mecze Śląska z Legią prawdopodobnie urosły już do rangi świętej wojny. Warszawiacy chcieli utrzeć nosa graczom Oresta Lenczyka w spotkaniu o Superpuchar Polski, który w atmosferze skandalu i protestów odbył się przy Łazienkowskiej. Śląsk udowodnił jednak swoją wartość i dzięki znakomitej postawie w bramce Rafała Gikiewicza, ku rozpaczy Legionistów, wrocławianie wznieśli puchar na boisku rywala. To był ostatni sukces WKS-u pod wodzą trenera Lenczyka.

W lidze tak różowo jednak już nie jest. Wrocławianie seryjnie gubią punkty, chociaż sprawiają obecnie o wiele lepsze wrażenie niż kilka tygodni temu. W tym czasie zespół Jana Urbana z kolejki na kolejkę umacnia się jednak na pierwszym miejscu. Śląsk traci do Legii już 10 oczek i jeśli zielono-biało-czerwoni marzą jeszcze o obronie tytułu, powinni piątkowy pojedynek wygrać. Ewentualne zwycięstwo nie tylko zmniejszy straty do mistrza jesieni - zawodnicy daliby także sygnał kibicom, ale chyba przede wszystkim sponsorom, że warto w klub w przerwie zimowej zainwestować. Kluczowe wydaje się zatrzymanie we Wrocławiu Sebastiana Mili, ale nie powinno się zapominać również o odpowiednim wzmocnieniu zespołu, żeby na wiosnę szanse na walkę o pierwsze miejsce były realne. Można zaryzykować stwierdzenie, że to od wyniku meczu z Legią zależy, o co Śląsk będzie się bił w przyszłym roku.

Problem polega jednak na tym, że Legii wrocławskie powietrze w ostatnich latach zdecydowanie służy. Ostatni mecz pomiędzy obiema drużynami na Stadionie Miejskim zakończył się pewną i wysoką wygraną gości 4:0, z kolei przy Oporowskiej sezon wcześniej gracze Macieja Skorży zwyciężyli 1:0, a w Pucharze Polski 2:1. Ostatni raz Śląsk wygrał przed własną publicznością z Legią w sezonie 2001/2002, chociaż trzeba pamiętać, że przez kilka lat zespoły te grały w rozgrywkach na różnych szczeblach.

Zeszłotygodniowa kolejka spowodowała, że mimo wszystko trudno wskazać faworyta piątkowego meczu. Śląsk sprawił w Poznaniu andrzejkowe lanie Lechowi, Legia bez problemu poradziła sobie u siebie z chorzowskim Ruchem. Obie zwycięskie ekipy udowodniły, że drzemie w nich spory potencjał ofensywny. Z kolei w obronie trzeba wskazać przewagę stołecznego klubu - wrocławianie tracą sporo goli po prostych błędach. Jeśli Tomasz Jodłowiec i spółka zagrają na wysokim poziomie, możemy liczyć na punkty, ale czy trzy?

15. kolejka Ekstraklasy
Śląsk Wrocław - Legia Warszawa
7.12.2012, godz. 20:45
Stadion Miejski

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.