Szatałow: Jest nam wstyd
Prezentujemy zapis wypowiedzi trenera Jurija Szatałowa z konferencji prasowej po meczu Cracovia - Śląsk.Na pewno komentarz do takiego meczu będzie stał gdzieś z boku. Trzeba się zastanowić nad tą sytuacją, dam sobie kilka dni do namysłu odnośnie mojej obecności w Cracovii, bo trzeba coś zmienić. Muszę ocenić tę sytuację dogłębnie, bo jest nam wstyd przed naszymi kibicami. Siódmy mecz, żadnego zwycięstwa... Tyle mam do powiedzenia.
Pytania:
Ile pan sobie daje czasu?
Myślę, że jeden, dwa dni wystarczą na podjęcie decyzji.
Kiedy przed rokiem znalazł się pan w Cracovii sytuacja w tabeli była podobna. Wtedy potrafił pan tych zawodników odpowiednio zmotywować, czy jesteśmy w stanie zapomnieć o tych siedmiu meczach i zacząć grać z nową energią?
Na pewno ja tę energię posiadam, bo ciągle pracujemy w taki sam sposób. Trener nie może cały czas pobudzać całego zespołu, już kilka razy o tym wspominałem, że jest potrzebny lider, który od wewnątrz nastawia zespół agresywnie. Na dzisiaj takiego zawodnika nie mamy, więc to ja nadal się tym zajmuje. Trzeba się zastanowić, może to moja wina, że zespół nie wygrywa.
Rozważa pan swoją przyszłość w Cracovii, w której tak to już jest, że trenerzy się zmieniają, a problem pozostaje cały czas ten sam. Gdzie tkwi błąd?
Nie jestem przyzwyczajony do wynoszenia brudów z domu, pierzemy to wszystko w środku, ale na pewno to jest bardzo zastanawiające. W tamtym roku po 12 kolejkach Cracovia miała tylko cztery punkty i ta historia zaczyna się powtarzać, nie wiem dlaczego. W niektórych meczach nie graliśmy gorzej niż na wiosnę, ale punktów nie ma. Zawodzi skuteczność i w ofensywie i w defensywie. Mieliśmy dzisiaj okazje, gdzie wystarczyło dostawić nogę, ale się nie udało.
Zdecydował się po raz pierwszy na grę dwójką napastników, to już było takie postawienie wszystkiego na jedną kartę?
Tak, bo to się robi już przykre, że ludzie przychodzą i nam kibicują, a my nie wygrywamy. Ciągle szukamy optymalnego rozwiązania, chociaż to już siódma kolejka. Chociaż przy odrobinie szczęścia mogliśmy ten mecz chociażby zremisować.
Prezes Filipiak wie już o pańskim zamiarze złożenia dymisji?
Jeszcze nie, zadzwonię do prezesa, porozmawiamy i umówimy się na spotkanie.
Ma pan jakiś pomysł na poprawę gry Cracovii?
Oczywiście, że mam, bo nie od dzisiaj jestem trenerem. Bardziej chodzi mi o zespół, żeby go pobudzić i żeby zaczął wygrywać. Problemem jest strona mentalna.
Brakuje panu wykonawców do pana zadań?
Raczej nie, może to brzmi banalnie, ale po prostu brakuje nam szczęścia. Czasami do pustej bramki nie możemy strzelić. W końcówce mieliśmy dzisiaj sporo sytuacji, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać.
Kibice już znaleźli winnego, krzyczeli „Jakub Tabisz musi odejść” (wiceprezes zarządu Cracovii – przyp.red), jak pan to skomentuje?
Najłatwiejsze wyjście będzie tak, że to ja odejdę, przyjdzie nowy trener, z nowymi pomysłami. Z kolei nie chcę Cracovii zostawić na lodzie, żeby to tak nie wyglądało, że ja uciekam z tego statku, dlatego chce o tym porozmawiać z prezesem.
Może ta drużyna po prostu potrzebuje czasu na zgranie?
Taka była sytuacja, że podziękowaliśmy kilku zawodnikom, kilku odeszło, zostało mi 16 zawodników i musieliśmy kompletować kadrę. Nie chcę używać tego argumentu, bo to będzie wymówka z mojej strony. Trzeba szukać gdzieś indziej.
Wejście Cahalona znacznie ożywiło poczynania Cracovii.
Tak, ale po piętnastu minutach już go „nie było”, czyli na pewno nie wszedł na późno. To po jego akcji mieliśmy najlepszą sytuację w meczu, wystarczyło dołożyć nogę.
Remis zmieniałby pańską decyzję odnośnie pozostania w Cracovii?
Myślę, że nie.
