Szczęśliwy powrót
Kilka minut przed godziną 16:00 pod stadion przy ul. Oporowskiej podjechał autokar, który przywiózł zespół Śląska z berlińskiego lotniska. Wrocławianie spędzili w podróży ponad 21 godzin i widać było, że dała im się we znaki. Członkowie ekipy WKS-u szybko opuścili autokar, zostawili stroje w budynku klubowym i udali się w kierunku domów, by odpocząć. 
Widać było, że podróż dała się wszystkim we znaki, zawodnicy wyglądali na bardzo zmęczonych. – Podróż, to był koszmar – stwierdził objuczony torbami Krzysztof Wołczek. – Na szczęście teraz mamy kilka dni na odpoczynek, dojście do siebie i przestawienie się na nowy czas – cieszył się zawodnik, który pytał także o postępy prac na Oporowskiej. - Nie będzie nowego dachu? To trochę bez sensu, co to za remont - zastanawiał sie piłkarz.
Trenerzy Ryszard Tarasiewicz i Waldemar Tęsiorowski postanowili, że przed powrotem do domu odświeżą się na Oporowskiej i skorzystali z gorącej kąpieli. W całym zamieszaniu związanym z wypakowaniem się ucierpiał natomiast Krzysztof Ulatowski, który miał dalej autobusem podjechać do domu w Trzebnicy, tymczasem gdy zawodnik wyszedł z budynku klubowego autokaru już nie było. – Jak ja teraz dotrę do domu? – martwił się piłkarz.
Zawodnicy do domów wracali z wypchanymi torbami, każdy skorzystał z okazji na zrobienie tanich zakupów za oceanem. – Jak ktoś wyjeżdżał z jedną torbą, to wrócił z przynajmniej dwoma – żartował Zbigniew Słobodzian, kierownik drużyny.

Piłkarze będą mogli odespać trudy podróży, takiej komfortowej sytuacji nie ma natomiast trener Tarasiewicz. – W piątek rano mam spotkać się z prezesem Antonim Kordosem, by rozmawiać o wzmocnieniach. Nie wiem jak wygląda sytuacja finansowa, ale musimy działać, bo czas ucieka – wyjaśniał szkoleniowiec. Prezes WKS-u także dzisiaj wrócił z RPA, gdzie promował klub i miasto na międzynarodowych targach piłkarskich.
Wkrótce w ŚLĄSKnecie pierwsze komentarze uczestników eskapady do USA
źródło: fot. Ł.Woźnica
