Szczęsliwy remis: Śląsk Wrocław - ŁKS Łomża 0:0

Wydawało się, że spotkanie z beniaminkiem będzie dla zespołu Śląska spacerkiem. Kibice, którzy zasiedli na trybunach Stadionu Olimpijskiego nie wyobrażali sobie innego scenariusza, jak odprawienie rywali z bagażem kilku bramek. Rzeczywistość okazała się jednak zupełnie inna. Po końcowym gwizdku arbitra trzeba być zadowolonym z jednego punktu, bowiem dużo korzystniejsze wrażenie pozostawili po sobie gracze z Łomży. Losy meczu mogły rozstrzygnąć się już w pierwszej połowie, w której goście mieli kilka dobrych okazji na trafienie do siatki. W 43 minucie zespół Śląska mógł mówić o wielkim szczęściu, gdy Rafał Bałecki przejął futbolówkę po błędzie Dariusza Sztylki, minął Radosława Janukiewicza i mając przed sobą pustą bramkę nie trafił! Przed meczem sztab szkoleniowy WKS-u wiele nie wiedział o rywalu. ŁKS dotychczas bowiem nie rozegrał żadnego meczu ligowego w tym sezonie. Z powodu remontu stadionów nie było możliwe granie w Łomży, o przełożenie spotkania poprosili także działacze WKS-u, tak by można było zagrać na Stadionie Olimpijskim z udziałem kibiców. Wydawało się, że ekipa pod wodzą Czesława Jakołcewicza będzie skazana pożarcie. Zespół ŁKS-u przeżywał bowiem przed startem sezonu spore problemy organizacyjne. Z klubu odszedł trener Jerzy Engel jr, klub miał problemy z otrzymaniem licencji.
Rywale nie przestraszyli się jednak Śląska i o dziwo to oni przejęli inicjatywę. Być może na małe zagubienie w pierwszych minutach meczu miał fakt, że trener Lubos Kubik zdecydował się na korekty w wyjściowej jedenastce. Na murawie od pierwszej minuty pojawili się: Rodrigo i Kowal. Dla pierwszego z nich mecz ten był debiutem w 2 lidze w barwach Śląska i nie wypadł on najlepiej. Już w 3 minucie po prostopadłym podaniu w wybornej okazji znalazł się Marczak, jednak przegrał pojedynek z Janukiewiczem. Chwilę później z ostrego kąta uderzył Adamski, na szczęście dla wrocławian piłka poszybowała nad poprzeczką. Kibice przecierali oczy ze zdumienia, bowiem drużyna zupełnie nie przypominała tej, którą oglądali ostatnio we Wrocławiu podczas meczów poprzedniego sezonu. Z czasem wrocławianie śmielej zaatakowali, ale uderzenia Kosztowniaka, Wana i Naskręta nie były skuteczne. W 18 minucie piłka zatrzepotała w siatce, jednak arbiter dopatrzył się pozycji spalonej. Gospodarze dążyli do objęcia prowadzenia, jednak czujny Ulman nie dał się zaskoczyć. W 38 minucie po dośrodkowaniu z rzutu wolnego Wana centymetrów zabrakło Sztylce do sięgnięcia piłki głową. W 43 minucie kapitan Śląska popełnił fatalny błąd. Wrocławianie mieli wznawiać grę rzutem wolnym, a piłkarz kopnął futbolówkę przed siebie w miejsce, w którym nastąpiło przewinienie. Do piłki dopadł Bałecki, a arbiter nie użył gwizdka uznając, że piłkarz Śląska wznowił grę. Sztylka protestował, a napastnik z Łomży popędził w stronę bramki. Minął Janukiewicza, jednak emocje wzięły gorę i skierował futbolówkę obok słupka.
Druga połowa rozpoczęła się od ładnego uderzenia Dudka z woleja z linii pola karnego. Kilka minut później w polu karnym upadł Ulatowski, ale arbiter nie zdecydował się na wskazanie na punkt oddalony 11 metrów od bramki. Z czasem gra wyrównała się, żadna z drużyn nie potrafiła skonstruować składnej akcji. Końcówka meczu należała jednak do Śląska. W 77 minucie po szybkiej wymianie piłek na strzał z 16 metrów zdecydował się Kosztowniak, a piłka przeleciała tuż obok słupka. Chwilę później napastnik znów był blisko szczęścia, jednak w ostatniej chwili uprzedził go obrońca (dobre dośrodkowanie Chrobota). Sporo ożywienia do gry WKS-u wniósł Szewczuk. Atakujący mógł zostać bohaterem meczu, ale piłka po jego uderzeniu z 12 metrów nie znalazła drogi do bramki.
Śląsk Wrocław - ŁKS Łomża 0:0
Śląsk: Janukiewicz - Naskręt, Ignasiak, Solarz (90' Hajdamowicz), Dos Santos (61' Szewczuk) - Sztylka
, Wan
, Dudek, Ulatowski - Kosztowniak, Kowal (72' Chrobot).
Łomża: Ulman - Kowalski, Janicki
, Galiński, Petasz, Strózik, Łuba (61' Lesisz), Marczak, Adamski, Głowacki, Bałecki (82' Gawlik).
Sędziował: Mariusz Rogalski (Katowice)
Widzów: 2500.
źródło: własne
