Szlag(a) by to trafił!


Było tak blisko! W rewanżowym meczu o awans do półfinału Pucharu Polski Śląsk pokonał Arkę 3:1 (2:1), ale w dwumeczu to gdynianie okazali się lepsi. Do sukcesu zabrakło tylko jednego gola, ale wrocławianom należą się brawa za walkę i zaangażowanie od początku do końca meczu. Trener Orest Lenczyk powinien uderzyć się w piersi i powiedzieć, że błędem było wystawienie w pierwszym meczu składu rezerwowego, który przegrał w Gdyni 0:2. Licznie zgromadzeni kibice na Stadionie Miejskim nie powinni żałować, bo emocji w dzisiejszym pojedynku na pewno w nim nie brakowało. Arka przystępowała do spotkania z dwubramkową zaliczką z Gdyni, gdzie grający w okrojonym zestawieniu wrocławianie spisali się znacznie poniżej oczekiwań. W rewanżu trener Lenczyk dał szansę tym samym zawodnikom, którzy kilka dni wcześniej wygrali w lidze z Cracovią. Przyjezdni przed meczem zapowiadali, że we Wrocławiu nie będą się tylko bronić i to się potwierdziło już w 14. minucie. Po kolejnym wielbłądzie defensywy Śląska Charles Nwaogu zagrał do wychodzącego na czystą pozycję Tomasza Jarzębowskiego, który nie miał problemu z pokonaniem Mariana Kelemena. W tym momencie Arka swoje zadanie wykonała, bo ten gol spowodował, że WKS jeśli chciał awansować musiał zdobyć aż cztery bramki, nie tracąc przy tym żadnej.
Riposta Śląska po straconym golu była taka, że już kilkadziesiąt sekund później zrobiło się 1:1. Bardzo aktywny w ofensywie Tadeusz Socha powtórzył asystę z niedzieli i po raz kolejny podał do Sebastiana Mili tak, że temu pozostało jedynie solidnie przyłożyć nogę. Wrocławianie rwali się do ataku i w 25. minucie WKS wyszedł na prowadzenie. Piłka po zagraniu Sochy dosyć przypadkowo trafiła do Cristana Diaza, który pokonał Macieja Szlagę strzałem pomiędzy nogami. Argentyńczyk po raz drugi do siatki Arki mógł trafić już kilka minut później po zagraniu ze skrzydła od Mili, ale uderzenie Diaza z pięciu metrów w ostatniej chwili zostało zablokowane przez Marcina Radzewicza. Do przerwy Śląsk prowadził 2:1, ale do awansu do półfinału brakowało jeszcze dwóch trafień.
Druga połowa spotkania nie przebiegała po myśli graczy trenera Lenczyka. Arka grała o wiele mądrzej i nie pozwalała wrocławianom na zbyt wiele. Przyjezdni ograniczali się tylko do kontrataków i właśnie po takiej akcji szansę na wyrównanie miał Jarzębowski, ale piłka po jego strzale przeleciała wysoko nad bramką. W 67. minucie zakotłowało się w polu karnym Arki, ale po raz kolejny bardzo dobrze na przedpolu zachował się Szlaga, który wyrósł na bohatera swojej drużyny. Bramkarz gdynian przy straconych bramkach nie miał szans, ale w pozostałych sytuacjach spisał się bez zarzutu.
Trener Lenczyk postanowił w ostatnim kwadransie postawić wszystko na jedną kartę i wycofał jednego obrońca, dając szansę gry w ataku Łukaszowi Gikiewiczowi. W drugiej odsłonie akcje Śląska przypominały jednak bicie głową w mur, który został zbudowany przez ambitnie walczących gdynian. Dopiero w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry udało się podwyższyć na 3:1. Mila strzelił z rzutu wolnego z 25 metrów, piłka odbiła się od zawodnika stojącego w murze i wpadła do siatki. Sędzia dał Śląskowi jeszcze 5 minut nadziei na decydującego gola. Wrocławianie atakowali niemal całym zespołem, piłka co chwilę była wstrzeliwana w pole karne Arki, niestety upragniona bramka nie padła. Pomimo ogromnego zaangażowania Śląsk pożegnał się z rozgrywkami o Puchar Polski i będzie musiał się skupić na wywalczenie sobie awansu do europejskich pucharów przez występy w Ekstraklasie.
Śląsk Wrocław 3:1 (2:1) Arka Gdynia
Bramki: Diaz 25, Mila 15, 90 – Jarzębowski 14
Śląsk: Keleman – Socha (77. Ł.Gikiewicz), Celeban, Pietrasiak, Pawelec (73. Mraz) – Kaźmierczak, Dudek – Sobota, Mila, Madej – Diaz (81. Voskamp)
Arka: Szlaga – Krajanowski, Jarun, Benevente, Radzewicz – Kowalski (87. Mazurkiewicz), Pruchnik, Jarzębowski, Kuklis (84. Niedziela), Tomasik – Nwagou (31. Kasperkiewicz)
Żółte kartki: Diaz, Madej (Śląsk), Krajnowski, Radzewicz, Pruchnik, Kuklis, Kasperkiewicz (Arka)
Czerwona kartka: Pruchnik (86. min., Arka, za drugą żółtą)
Sędziował: Marcin Borski
Widzów: 20500
