Szromnik: Piłka tworzy piękne scenariusze (WYWIAD)
fot.: Mateusz Porzucek
Trudno nie mieć poczucia, że bez Michała Szromnika, Śląsk zdobyłby zdecydowanie mniej punktów w ligowej tabeli. 28-letni golkiper jeszcze niedawno występował w I lidze, a kilka miesięcy temu przeżył ze Śląskiem piękną przygodę w eliminacjach do LKE. W rozmowie z nami opowiada o rywalizacji w bramce wrocławian, fantastycznym starcie w ekstraklasie, testach w Anglii i... Julio Cesarze. Zapraszamy do lektury!
Zacznijmy od tego, że wdarł się pan do ekstraklasy przebojem, bo w dwóch pierwszych kolejkach (z Rakowem i Zagłębiem w rundzie jesiennej poprzedniego sezonu - przyp. red.) został pan wybrany do jedenastek kolejki. Czy był pan cały czas gotowy, by zastąpić między słupkami Matusa Putnockiego i czy podświadomie było w panu poczucie, że ta szansa w końcu się nadarzy?
Już kiedyś wspominałem o tym, że pozycja bramkarza jest dość niewdzięczną pozycją. Bo możesz nie grać cały sezon, ale w końcu nadarzy się ta sytuacja do zaprezentowania umiejętności. W moim przypadku dużą rolę odegrał charakter pracy. To, że zawsze starałem się dawać z siebie wszystko na treningach. Bycie przygotowanym na każdy kolejny mecz. I myślę, że to pozwoliło mi na rywalizację na różnych poziomach rozgrywkowych, nie tylko w ekstraklasie.
Jeśli chodzi o tą gotowość jeszcze. Trener Piotr Stokowiec, który został niedawno zwolniony z Lechii powiedział takie słowa, że musi "wytrącać" bramkarzy ze strefy komfortu. Czy u trenera Magiery panuje podobna filozofia, że musicie rywalizować ze sobą jako bramkarze i ciągle być gotowi, gdy trzeba będzie zastąpić kolegę w bramce i wyjść z tej strefy komfortu?
Wydaje mi się, że to nie dotyczy tylko bramkarzy, ale każdego zawodnika niezależnie od pozycji. U nas początek obecnego sezonu pokazał, jak zmienia się skład i jak duże mogą być rotacje. Pierwszy raz słyszę te słowa trenera Stokowca na temat bramkarzy, ale to jest właśnie taka robota. Przydarza się kontuzja kolegi i musisz być “pod prądem”. Ja to przetestowałem na własnej skórze, gdy Matus nie mógł występować z powodu zakażenia Covidem i wskoczyłem nagle do bramki. A druga kwestia jest taka, w jaki sposób wykorzystasz swoją szansę...
Myślę, że opinię publiczną bardzo rozgrzewa ta rywalizacja w bramce Śląska pomiędzy panem a Matusem Putnockym. Mam wrażenie, że jest pan na tyle charakternym człowiekiem, bo w wielu innych drużynach przeszedł pan sporo tych rywalizacji bramkarskich, że ciężko byłoby panu odpuścić. Ma pan na pewno ciągłe parcie na bycie "jedynką". Jak wygląda ta rywalizacja między wami?
Z pewnością jest to zdrowa rywalizacja. Relacje między mną a Matusem są bardzo dobre i ja cenię go bardzo jako człowieka i bramkarza. Osiągnął wiele w naszej lidze. Zbudował swoją piłkarską pozycję notując świetne występy w Ruchu Chorzów, Lechu Poznań i Śląsku Wrocław. Co nie zmienia faktu, że tak jak pan wspomniał, jestem charakternym człowiekiem. Wiele pracy włożyłem w to, aby dojść do miejsca, w którym teraz jestem. Chciałbym jednak osiągnąć jeszcze więcej.
Został pan także nagrodzony nowym kontraktem od Śląska, bo w maju podpisał pan nową umowę do czerwca 2024 roku. Jestem ciekawy, czy po tym znakomitym wejściu do ekstraklasy zgłaszały się jakieś inne kluby z chęcią zatrudnienia?
Nie chciałbym tego zbytnio rozwijać. Niech te rozmowy pozostaną w klubowych gabinetach.
Zanim trafił pan do Śląska, to lwią część kariery spędził pan w I-ligowych klubach. Czy to w Arce Gdynia, gdzie zaczynał pan swoją seniorską karierę, poprzez Bytovię Bytów aż po Chrobrego Głogów. Ciekawi mnie kwestia szkolenia bramkarzy. Czy w ekstraklasowych klubach jest kładziony większy nacisk na niektóre z elementów bramkarskiego rzemiosła, na jakie nie zwraca się tak uwagi poziom niżej? Jak by pan to porównał?
Ja miałem to szczęście, że w paru klubach trafiłem na prawdziwych fachowców, jeśli chodzi o szkolenie bramkarzy. W Bytovii był to Przemysław Norko, z kolei w Chrobrym współpracowałem z Mariuszem Bołdynem. Ciężko mi porównywać te modele pracy z golkiperami. Myślę, że trener musi znać twoje mocniejsze i słabsze strony. Najważniejszą kwestią jest indywidualne podejście do pracy, a ja miałem to szczęście, że spotkałem na swojej drodze trenerów, którzy wiedzieli, w jakim treningu czuję się dobrze. To były momenty, w których czułem się dobrze jako bramkarz. A jeżeli chodzi o porównanie między I ligą a ekstraklasą, to wiadomo, że w ekstraklasie poziom gry, jak i intensywność są wyższe.
Miał pan okazję przebywać na testach w Evertonie, Queens Park Rangers i West Bromwich Albion. W jednym z wywiadów wspomniał pan o współpracy z takimi bramkarzami jak Tim Howard czy Julio Cesar. Jak ten pobyt na Wyspach Brytyjskich wpłynął na pana i jakie elementy gry bramkarskiej wprowadził pan do swojego repertuaru po tych wyjazdach? Nie ma nutki żalu, że ta kariera nie poszła w stronę wyspiarską, chociaż wiemy, że przebywał pan dwa sezony w szkockim Dundee United?
Nie patrzę w przeszłość, rozdrapując to czy mogło być tak, czy inaczej. Bardziej patrzę na to pod tym kątem, że mimo wszystko te przeżycia i doświadczenia doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. Te wszystkie gorsze i lepsze momenty stworzyły mnie takiego, jakim jestem teraz. Cieszę się, że gram w Śląsku w ekstraklasie. Te wszystkie moje wyjazdy zagraniczne odbywały się w wieku 16-17 lat. Byłem bardzo młodym bramkarzem i z pewnością ta możliwość trenowania i podglądania bramkarzy jak chociażby Julio Cesar była dla mnie okazją do zobaczenia świata wielkiej piłki. Dla młodego chłopaka to jest znakomita lekcja, by chłonąć to wszystko, co go otacza.
W Szkocji nie był pan osamotniony. Grali tam wtedy Jarosław Fojut i Radosław Cierzniak. Ten drugi uzbierał ponad 100 występów na poziomie szkockiej Premiership. Czy pan podpatrywał jego zachowania, bo był bramkarzem ogranym i doświadczonym na tym szczeblu?
Jak przychodziłem do Dundee to był trzeci rok Radka w tym klubie. Miał wyrobioną markę na Wyspach. Ja przychodziłem do Szkocji jako 21-letni I-ligowiec, on już był doświadczonym golkiperem. Mam do niego ogromny szacunek, bo też w jakimś stopniu tworzył swoją własną historię na Wyspach. Powrócił przecież do Polski, a konkretnie do Wisły Kraków, z której został sprowadzony do Legii Warszawa. W stolicy spędził kilka sezonów, więc w tamtym czasie warto było mieć obok siebie kogoś takiego jak Radek. Doświadczonego bramkarza, od którego można się dużo nauczyć.
Chciałem też spytać o kwestię bramkarskiego autorytetu. Czy dalej pozostał nim Pepe Reina, czy może na kimś innym teraz się pan wzoruje?
Obecnie już raczej obserwuję i wybieram pojedyncze elementy gry od każdego bramkarza, które mógłbym wprowadzić u siebie. Myślę, że bramkarzem, na którego warto zwrócić uwagę, na pewno jest dla mnie Hugo Lloris.
Jak pan wchodził do szatni pierwszej drużyny Śląska Wrocław, to czy może któryś z zawodników zrobił na panu szczególne wrażenie?
Szczerze mówiąc - wszyscy się wyróżniali. Było to zderzenie z grupą nowych ludzi, bo tak naprawdę, znałem tylko piłkarzy, którzy w tym samym czasie przyszli do Wrocławia - Fabiana Piaseckiego i Rafała Makowskiego, a z Patrykiem Janasikiem grałem w Odrze Opole.
Interesuje mnie też pana zdanie na temat kwestii, która nie jest jeszcze w Polsce powszechnością, ale zdaje się pukać już do bram mainstreamu. A mianowicie, jak ważne jest w pracy golkipera przygotowanie mentalne i czy to jest w ogóle potrzebne z perspektywy bramkarza, by korzystać z pomocy psychologa?
To jest w dużej mierze kwestia indywidualna. Każdy inaczej funkcjonuje na co dzień. Każdy też inaczej funkcjonuje w meczu. Jest to coraz bardziej popularne, więc z pewnością może pomóc każdemu sportowcowi. Warto spróbować i zobaczyć jak wpłynie to na danego człowieka.
A jakby miał pan określić mankamenty w swojej grze, nad którymi musi popracować? Wielu ekspertów i kibiców przyznawało, że gra nogami u pana jest na bardzo wysokim poziomie (słynna "cięta szkocka"), natomiast narzekali na słabą decyzyjność jeśli chodzi o wyjścia do dośrodkowań w polu karnym. Jak pan się do takich zarzutów odnosi?
W treningu bramkarskim pracujemy nad każdym elementem. Dla mnie najważniejsza jest ocena sztabu trenerskiego. To ich zdanie i wskazówki są dla mnie najistotniejsze. Ja sam znam swoje możliwości i wiem na co mnie stać i nad czym muszę pracować.
Wow Parada kolejki, miesiąca może nawet rundy pic.twitter.com/rgFDDrnHHu
— józeK_paN (@Pan_Jozek1) December 11, 2020
Z perspektywy czasu - jak ocenia pan swój pobyt w Śląsku? Jakby pan miał jeszcze raz podejmować decyzję, do którego ekstraklasowego klubu dołączyć, to czy nadal byłby to Śląsk, czy może wybór padłby na inny klub?
Na pewno wiele osób, z którymi rozmawiałem i konsultowałem się przed samym podpisaniem kontraktu, po cichu spisywało mnie na straty. Nigdy w życiu nie zwątpiłem w siebie i swoje umiejętności. Od samego początku ciężko pracowałem pod okiem trenera Osińskiego, czekając na swoją szansę. Na pewno nie zmieniłbym swojej decyzji, bo jestem bardzo szczęśliwy, że mogę grać w takiej drużynie.
Jeszcze odnośnie tego pobytu pana w zespole ze stolicy Dolnego Śląska. Jakie pan stawia przed sobą cele indywidualne i na co stać całą drużynę, choć wiadomo, że po tych dziewięciu kolejkach może jeszcze ciężko ocenić potencjał ekip?
Celem zawsze jest zwycięstwo w każdym następnym meczu. Ta droga, którą przeszliśmy wspólnie w poprzednim sezonie oraz eliminacjach do Ligi Konferencji, pokazała na co stać nasz zespół. Dla mnie najważniejsze jest zdrowie, na resztę sobie zapracuję.
Czy w przyszłości rozważa pan jeszcze wyjazd za granicę, czy ekstraklasa to już jest taki sufit i liga, w której chciałby pan budować solidną markę i być solidnym ligowym bramkarzem?
Sufitu sobie jeszcze nie wyznaczam i chyba nigdy nie wyznaczę. Zawsze jestem skupiony na pracy, czyli treningach i meczach. Oczywiście, mam swoje cele, marzenia, które zostawiam dla siebie. Chociaż dużo już za mną, wierzę, że najlepsze ciągle przede mną.
Michał Szromnik dwoi się i troi dzisiaj w bramce @SlaskWroclawPl #ŚLĄLGD 1:0 pic.twitter.com/Q9c5ADBIBL
— PKO BP Ekstraklasa (@_Ekstraklasa_) August 8, 2021
Zbliża się kolejna przerwa reprezentacyjna, więc trudno nie spytać pana o kadrę narodową. Uzbierał pan kilkanaście występów od reprezentacji U17 do U21, ale nie udało się panu zadebiutować w seniorskiej drużynie. Czy wierzy pan w historię chociażby Bartosza Białkowskiego, który w wieku 31 lat zadebiutował w reprezentacji Polski, czy to jednak trochę mit?
Oczywiście, marzeniem każdego młodego chłopaka, i tak było też w moim przypadku, jest gra w seniorskiej reprezentacji. Musisz ciężko trenować, pokazywać się w meczach i czekać na swoją szansę. Gra w reprezentacji narodowej jest wyróżnieniem.
Przykład Bartka Białkowskiego jest świetnym potwierdzeniem jak przewrotna jest piłka i jakie piękne scenariusze tworzy. Ja sam dobrze wiem, jak dużo może się zmienić w ciągu jednego sezonu. W lipcu 2020 kończyłem rozgrywki I-ligowe, a w lipcu tego roku rozpocząłem sezon eliminacjami do Ligi Konferencji Europy.
Wracając do tych wyróżnień. Oprócz miejsca w dwóch jedenastkach kolejki, to nasza redakcja również doceniła pana wkład w osiągnięcia zespołu w tamtym sezonie. Co roku wybieramy bowiem Piłkarza Sezonu wraz z ekspertami, czytelnikami i członkami naszej redakcji. Tak się złożyło, że nagrodę za poprzedni sezon zgarnął właśnie pan. Jakie to uczucie być Piłkarzem Sezonu?
Na pewno jest to dla mnie bardzo duże wyróżnienie oraz zachęta do jeszcze cięższej pracy. Bardzo się cieszę, że zrobiłem tyle dobrego dla zespołu i że zostało to docenione. Jestem oczywiście bardzo wdzięczny za te wyróżnienie i chciałbym serdecznie za nie podziękować.
Myślę, że ta nagroda powinna też trafić w ręce całego zespołu. Nasz wspólny wysiłek doprowadził nas do tego miejsca, które ostatecznie zapewniło nam grę w eliminacjach do europejskich pucharów.
Pańska historia to jest świetny przykład tego, żeby nigdy się nie zatrzymywać i nie porzucać swoich marzeń. Jeszcze rok temu był pan w I lidze, a dzisiaj rozmawiamy o eliminacjach do Ligi Konferencji. Czy rok temu, jakby ktoś panu powiedział, że zagra pan w tych rozgrywkach, to zaśmiałby się pan, czy jednak podjąłby rękawicę z przekonaniem, że jest to możliwe?
Podejmuję rękawicę, z pewnością. Jestem taką osobą, która wierzy w siebie i nigdy nie ustępuje w drodze do osiągnięcia celu. Oczywiście, teraz się łatwo o tym wszystkim mówi, ale ta droga wcale nie była usłana różami, tak jak już wspominałem. Te sezony spędzone w Fortuna 1. Lidze zbudowały mnie jako bramkarza. Cieszę się, że po tym roku mogę stwierdzić, że zrobiłem wszystko, by grać teraz w Śląsku Wrocław. Najważniejszy jest efekt końcowy twojej pracy. A przychodzi on tylko wtedy, jeśli dajesz z siebie sto procent.
Mówi pan zgodnie ze swoją zasadą - niech przemówią boiskowe czyny a nie udzielanie się w życiu prywatnym, prawda?
Zgadza się, zawsze byłem zwolennikiem takiej formy bycia piłkarzem i człowieka i przy tym pozostanę.
Na koniec klasyczne pytanie prosto od kibiców Śląska - czy lubi pan pić piwerko?
Muszę niestety rozczarować niektórych kibiców, nie lubię piwerka.