''Ta runda to dla Warty droga przez mękę'' (OPINIA EKSPERTA)

''Ta runda to dla Warty droga przez mękę'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

W 18. kolejce ekstraklasy Śląsk Wrocław zagra w Grodzisku Wielkopolskim z Wartą Poznań. O początkach pracy trenera Dawida Szulczka, nieskuteczności i serii bez domowego zwycięstwa rozmawiamy z Szymonem Mierzyńskim, dziennikarzem WP Sportowe Fakty.



 

Po trzech meczach na ławce Warty Poznań trener Dawid Szulczek cały czas jest bez zwycięstwa, choć w poniedziałkowy wieczór przeciwko Wiśle Kraków (1:1) było chyba bliżej niż kiedykolwiek wcześniej? Wygrana uciekła po golu w 94. minucie.

Jak policzyłem, to był już czwarty w tym sezonie mecz ligowy Warty, w którym straciła gola w ostatniej regulaminowej minucie albo już w czasie doliczonym. W ogóle jestem zdania, że właśnie od jednego z takich spotkań, sierpniowej porażki w Radomiu (0:1) w takich okolicznościach rozpoczęły się te wszystkie problemy Zielonych, o których mówimy teraz. Start sezonu, łącznie z meczem 1. kolejki we Wrocławiu (2:2) był przyzwoity – pierwsze trzy kolejki zaowocowały pięcioma zdobytymi punktami i nikt wtedy by nie pomyślał, że ten sezon będzie wyglądał, tak jak wygląda. Warcie zdarzały się jednak takie bardzo niszczące psychicznie gongi, wspomniałem o tym, co było w Radomiu, ale była też porażka 0:2 z Lechią u siebie po czerwonej kartce, rzucie karnym i samobóju, a to wszystko wydarzyło się właśnie w doliczonym czasie.

W poniedziałek Warta zagrała naprawdę dobry mecz.

Była lepszym zespołem w tym spotkaniu, ale nie wygrała i moim zdaniem zadecydował o tym brak wystarczającej jakości na ławce. Zmiany, których trener Szulczek musiał dokonać, bo niektórzy już oddychali rękawami, doprowadziły do tego, że zwycięstwa nie udało się dowieźć. Tak jak w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu, Warcie wychodziło dosłownie wszystko, a bramki padały w sytuacjach, w których wydawało się, że nie mają prawa paść, tak teraz jest dokładnie odwrotnie – nie padają, kiedy każdy myśli, że już naprawdę muszą. Od razu przypomina mi się sytuacja z derbów Poznania (0:2) przy Bułgarskiej w ostatni weekend listopada. Adam Zrelak pięć metrów przed linią końcową miał przed sobą Filipa Bednarka, który odsłonił 3/4 bramki, a trafił prosto w niego. W Warcie kumuluje się wiele rzeczy – trochę pech, trochę nieskuteczność, trochę brak umiejętności, krótka ławka, nieudane letnie transfery. To wszystko powoduje, że ta runda jesienna jest dla ubiegłorocznego beniaminka drogą przez mękę.

Pod wodzą trenera Szulczka na razie na pierwszy plan wysuwa się poukładana gra w defensywie – choćby we wspomnianych derbach Warta wytrącała przecież atuty Lecha zdecydowanie bardziej umiejętnie niż na przykład Śląsk przy okazji ostatniej wizyty przy Bułgarskiej. Do końca roku, póki obecny szkoleniowiec wciąż jest na początku pracy, właśnie takiej defensywnej Warty należy się spodziewać regularnie?

Myślę, że tak i trener Szulczek stosuje takie ustawienie, bo doskonale zdaje sobie sprawę z niedostatków swojego zespołu w ofensywie. Znowu można powiedzieć, że początek sezonu zupełnie tego nie zapowiadał (siedem w pierwszych trzech kolejkach – przyp. red.), natomiast po 4:0 w Łęcznej na początku sierpnia, tych bramek dla Warty było już bardzo niewiele. Jeśli nie ma się skutecznego ataku, to wiadomo, że trzeba bazować na defensywie, bo wiadomo, że nie strzeli się niewiadomo ilu goli, a przy błędach z tyłu, szanse na dobry wynik, będą praktycznie zerowe.

Jak pan odebrał informację o rozstaniu z trenerem Piotrem Tworkiem, która została zakomunikowana na początku listopada? W „środowisku” można było usłyszeć sporo głosów oburzenia, że szkoleniowiec Warty stał się ofiarą własnego sukcesu z poprzedniego sezonu, a decyzja jest zdecydowanie pochopna.

Nie jest tak, że władze klubu z Poznania zachłysnęły się udanymi poprzednimi rozgrywkami i oczekiwały od trenera Tworka ponownej walki o europejskie puchary. Cele były dokładnie takie same, czyli utrzymanie w ekstraklasie. Ja nie zwracam uwagi na osoby ze środowiska, bo uważam, że po tej dymisji głos zabrało wielu dziennikarzy, którzy nie mają bladego pojęcia o tym, co się w tym klubie dzieje. Decyzja o zwolnieniu Piotra Tworka nie była łatwa i nikt nie zrobił tego na pstryknięcie palcami. Wielu ludziom było bardzo szkoda, że ten szkoleniowiec musiał odejść z Warty, a jednocześnie pamiętajmy, że nie rozstawano się z nim po jednej czy dwóch porażkach. Do jego dymisji doprowadziła seria dziesięciu ligowych meczów bez zwycięstwa, w ostatnich siedmiu jego drużyna nie zdobyła żadnej bramki, a w międzyczasie odpadła jeszcze z Pucharu Polski po przegranej z trzecioligową Olimpią w Grudziądzu (0:2), co już w ogóle było nie do przełknięcia.

To już było nie do uratowania?

Ciężko powiedzieć, ale ja w pewnym sensie rozumiem tę decyzję i nie będę jej krytykował, a już najbardziej bawiły mnie głosy tego „środowiska”, że tak w ogóle to powinno się pozwolić Piotrowi Tworkowi spaść z Wartą i później niech pracuje tam dalej. Na coś takiego mógłby się zgodzić chyba tylko ktoś niespełna rozumu, bo w sytuacji tego klubu, gdzie tak naprawdę do rozwoju cały czas pchają go sukcesy sportowe, spadek pozbawiłby go znaczących środków finansowych i tej gwarancji, że wszystko będzie się toczyć we właściwym kierunku. Dla Warty to byłby ogromny cios, dlatego władze klubu są zdesperowane i robią wszystko, żeby ekstraklasę uratować. Dla Zielonych to jedyny sposób, żeby dalej się rozwijała, spadek do I ligi mocno by te sprawy zahamował, albo przynajmniej byłoby o wiele trudniej, bo nie byłoby takich pieniędzy i medialności.

Warta w poniedziałek straciła okazję na pierwsze domowe zwycięstwo w tym sezonie, to jedyny zespół w lidze bez kompletu punktów u siebie. Dopatruje się pan jakiegoś problemu z graniem w Grodzisku Wielkopolskim czy nie ma się co przywiązywać akurat do tej statystyki?

Nie, chociaż to odium braku domowego zwycięstwa pewnie trochę ciąży piłkarzom trenera Dawida Szulczka, oni zresztą też w poprzednim sezonie długo musieli czekać na pierwszy komplet punktów w roli gospodarza (do 10. kolejki i meczu z… Wisłą Kraków – przyp. red.). Myślę, że Śląsk nie będzie się przesadnie bał tego wyjazdu, bo ma rywala, który jednak ciągle nie wygrał przed własną publicznością, ale jednak jeśli prześledzimy sobie ostatnie spotkania Warty, albo nawet większość tej jesieni, to dojdziemy do wniosku, że nikt z nimi nie miał łatwo. Praktycznie każdy zespół, który przyjeżdżał do Grodziska Wielkopolskiego, wyrywał te zwycięstwa w pocie czoła po jakichś błędach indywidualnych Zielonych czy właśnie kuriozalnych sytuacjach w doliczonym czasie. Każdy miał z gospodarzami ciężką przeprawę i ja też to sobie tłumaczę tak, że przyjdzie w końcu taki mecz, że to szczęście wreszcie się uśmiechnie do piłkarzy ubiegłorocznego beniaminka. Tak to w piłce jest, że im dłużej ci nie idzie, to nadejdzie spotkanie, kiedy piłkarska fortuna ci dopisze. Moim zdaniem Warta w tym sezonie nie miała jeszcze ani jednego meczu, w którym zdobyła więcej niż to, na co zasłużyła. Za to wiele było takich, w których zostawała z pustymi rękami, chociaż zasłużyła na zdecydowanie więcej. Śląsk może być zaniepokojony właśnie w tym kontekście, bo sam nie wie, kiedy Warcie takie dobre spotkanie w końcu wyjdzie.

Mówimy o Grodzisku Wielkopolskim, więc trudno nie poruszyć również tematu stadionu, na którym rywali podejmują Zieloni. Raków Częstochowa do swojego miasta wrócił w końcówce drugiego sezonu po awansie, czy jest szansa, że Warta rundę wiosenną również dokończy już przy Drodze Dębińskiej?

Nie, Warta w tym sezonie w Poznaniu jako gospodarz na pewno nie zagra. Jest zrobione sztuczne oświetlenie, także podgrzewana murawa, więc można powiedzieć, że sporo się na jej stadionie wydarzyło, ale jednak wciąż za mało, żeby wrócić do Ogródka. Pod koniec listopada wyłoniono projektanta całego kompleksu sportowego przy Drodze Dębińskiej, wszystko zostanie zaplanowane tak, by spełniały wymagania nie tylko piłkarzy, ale także szermierzy i tenisistów. Sam stadion ma być typowo piłkarskie, natomiast naokoło zostaną również wybudowane obiekty dla innych sekcji Warty. Do września przyszłego roku ten projekt ma być przygotowany, wtedy poznamy ostateczny kształt tej inwestycji i powinno coś ruszyć. Władze klubu robią wiele, by różnymi kanałami pozyskiwać najczęściej po kilka milionów złotych tak, by uzbierać budżet niezbędny do budowy. Pewna część jest już zabezpieczona, wiele prac się odbywa, ale to nie jest takie proste, ciągle jest dużo do zrobienia. Po latach, kiedy poprzedni prezydent Poznania Ryszard Grobelny w ogóle nie był zainteresowany losem Warty, a i w mieście za bardzo nie było klimatu do rozwoju infrastruktury sportowej, teraz ta dobra sportowa passa klubu wprost przekłada się na to, że podejście jest już inne. Wciąż dzieje się to jednak zbyt wolno i brakuje mi trochę rozmachu w tym wszystkim. Oczekiwałbym szybszego tempa tego pomagania Warcie, bo jednak powrót z Grodziska Wielkopolskiego do Poznania, już by się przydał.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.