''Ta sytuacja to sprawdzian dla właścicieli'' (OPINIA EKSPERTA)

''Ta sytuacja to sprawdzian dla właścicieli'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.: Piotr Wicher

Śląsk Wrocław grę w Pucharze Polski rozpocznie od domowego meczu 1/32 finału z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza. O rozczarowujących wynikach beniaminka ekstraklasy, jego ofensywie i niepewnej posadzie trenera Mariusza Lewandowskiego rozmawiamy z Krzysztofem Pulakiem, dziennikarzem Przeglądu Sportowego i Onetu.



 

W ostatnim meczu ligowym wszystko długo szło po myśli Bruk-Betu Termaliki Nieciecza – w Lubinie były przecież szybko zdobyta bramka i prowadzenie do przerwy. Skończyło się jednak porażką 1:2 po golach Zagłębia po golach w pierwszym kwadransie drugiej połowy. Nie ma pan poczucia, że beniaminek zbyt łatwo wypuścił z rąk losy tego spotkania?

Trudno nie odnieść takiego wrażenia. Podobne historie to już wzór Bruk-Betu na mecz ligowy w tym sezonie. Niecieczanie potrafią prowadzić grę, starają się naprawdę dobrze zamykać przestrzenie i tworzyć przekonanie, że kontrolują mecz. Tymczasem w pewnych momentach pod własną bramką  brakuje im albo koncentracji, albo umiejętności. Trudno w stu procentach rozsądzić czego bardziej. Właśnie te momenty okazują się decydujące o losach spotkania. Możemy uznać, że piątkowy mecz na stadionie Zagłębia to był obecny sezon Słoni w ekstraklasie w pigułce.

Pomimo problemów na ostatniej prostej Bruk-Bet awansował do ekstraklasy raczej spodziewanie, a w nowym sezonie to ten zespół na pierwsze ligowe zwycięstwo musi poczekać najdłużej. Czy to dla pana zaskoczenie?

Patrząc całościowo, wydaje mi się, że to proces trwający od początku rundy wiosennej poprzedniego sezonu. Nieciecza przystępowała do niej z dużą przewagą nad lokatami, które nie dawały bezpośredniego awansu. Tymczasem wspomniana przewaga została roztrwoniona. Pod koniec sezonu niecieczanie zanotowali dwie wyjazdowe porażki: z Odrą Opole (0:1) i ŁKS (2:3), a dopiero w ostatniej kolejce udało im się wymęczyć brakujący punkt domowym remisem 0:0 z niewalczącym już o nic Stomilem Olsztyn i wywalczyć awans. Obecna postawa Bruk-Betu może przywodzić nam na myśl właśnie zespół z Łodzi, który dwa lata temu wracał do ekstraklasy, starał się prezentować atrakcyjny futbol, ale szybko spadł z ligi. Nieciecza też stara się grać w piłkę i nie boi się sięgać po młodych Polaków albo zawodników, którzy ciągle mają coś do udowodnienia. Słonie są drużyną naprawdę groźną w fazie ataku. Tylko niestety nie są już tak groźni przy wykończeniu akcji. W obronie Słoniki też pozornie zachowują się, jak należy, ale jednak doprowadzają do sytuacji, w których tracą gole. Braki w kryciu było widać w obu akcjach bramkowych Zagłębia. Dobrą wskazówką jest też statystyka oczekiwanych goli strzelanych i traconych przez beniaminka – Bruk-Bet strzela mniej niż powinien, a jednocześnie traci więcej niż powinien.

Czy właśnie brak efektywności w ofensywie jest dziś największym problemem, z którym musi się mierzyć trener Mariusz Lewandowski? Opiekun zespołu z Niecieczy teoretycznie ma w kim wybierać w ataku – poza dochodzącym do pełni formy po kontuzji królem strzelców I ligi Romanem Gergelem próbowani byli przecież już Ernest Terpiłowski, Muris Mesanović, a ostatnio także Patryk Czarnowski i Kacper Śpiewak. Poszukiwania solidnego napastnika zakrojone są na naprawdę szeroką skalę, efektów jednak ciągle brak.

Jest to problem. W tym momencie chyba trafiamy w punkt. Bruk-Bet jest w fazie szukania snajpera. Wyobraźmy sobie, że mamy worek, a w nim pięć różnych elementów i każdy wyjmujemy i porównujemy, jak będzie wyglądać przy innych. Taki proces zachodzi teraz w Niecieczy. Gołym okiem widać, że trener Lewandowski stara się znaleźć to idealne rozwiązanie. Wydawało się, że zadziała pomysł próbowany na samym początku sezonu, czyli Terpiłowski grający obok Mesanovicia. Warto przy okazji wspomnieć, że postawa tego pierwszego po powrocie z wypożyczenia do Górnika Polkowice jest całkiem pozytywną niespodzianką na skalę Bruk-Betu. Terpił swoją grą zapracował sobie przecież ostatnio na debiutanckie powołanie do reprezentacji Polski U-20.

Dlaczego trener Lewandowski nie pozostał przy tej koncepcji?

Terpiłowskiemu chyba brakowało odpowiedniego wsparcia, bo Mesanović to typ napastnika, który dobrze pracuje dla zespołu, natomiast skutecznością nie grzeszył i już po tych kilku kolejkach przewidywałem, że jeśli dalej tak to będzie wyglądało, to straci miejsce w podstawowym składzie. Być może pojawi się jakiś niespodziewany kandydat do gry, jak choćby Czarnowski, który akurat jako jeden z niewielu napastników Bruk-Betu zdobył w tym sezonie jakąkolwiek ligową bramkę (w meczu 6. kolejki przegranym z Cracovią w Niecieczy 1:2 – przyp. red.). On z kolei ma jednak trochę pecha związanego z brakiem statusem młodzieżowca. W odróżnieniu od Śpiewaka i Terpiłowskiego, Patryk Czarnowski tego handicapu nie ma. Cała sytuacja w ataku jednak też się zmienia, bo o ile jeszcze na początku sezonu wydawało się, że trener Lewandowski będzie musiał szukać młodzieżowca wśród piłkarzy ofensywnych, tak w ostatnich meczach z dobrej strony pokazał się urodzony w roku 2000 obrońca Bartłomiej Kukułowicz. Choć jego gra paradoksalnie wyglądała lepiej w ofensywie niż w defensywie.

Przed przyjazdem do Wrocławia Interia poinformowała, że posada szkoleniowca Bruk-Betu jest zagrożona, a pałeczkę od Mariusza Lewandowskiego może przejąć prowadzący Sandecję Nowy Sącz Dariusz Dudek. Czy można powiedzieć, że sytuację opiekuna beniaminka ratuje teraz intensywny terminarz, a gdyby nie granie co trzy dni, w Niecieczy mogłyby już zapaść zdecydowane decyzje?

Myślę, że nie tyle ratuje go terminarz, co praca, jaką wcześniej wykonał ze swoim zespołem. Poukładał go i nadał w ogóle ton temu projektowi. Cała sytuacja to duży sprawdzian dla właścicieli klubu, czyli państwa Witkowskich. Dochodzimy do punktu, w którym brak decyzji o zmianie szkoleniowca, też już będzie pewnego rodzaju decyzją. Pozostawienie Lewandowskiego w sytuacji zwiększających się strat Słoni do bezpiecznej lokaty w tabeli byłoby pokazaniem, że w Niecieczy są też inne cele nadrzędne. Trener Dudek w swojej dotychczasowej pracy z Sandecją na pewno zaimponował, zwłaszcza na początku. Z Nowego Sącza do Niecieczy daleko nie jest, a podobną drogą podążył już przecież niedawno były prezes Wisły Kraków Rafał Wisłocki, który w pierwszoligowcu był odpowiedzialny za szkolenie młodzieży, a niedawno został dyrektorem w Bruk-Becie. Można powiedzieć, że przejście Dudka do Niecieczy to w jakimś stopniu prawdopodobny scenariusz, natomiast zła karta Słoni w najbliższych tygodniach równie dobrze może się przecież odwrócić. Teraz w ekstraklasie zagrają z zespołami, które wydają się w zasięgu niecieczan (przed przerwą to Górnik Zabrze u siebie i Radomiak na wyjeździe – przyp. red.). Jeśli do czasu pauzy na kadrę nic się nie ruszy w sprawie dorobku punktowego Słoni, to myślę, że w podtarnowskiej wsi zacznie się robić coraz bardziej nerwowo.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.