Tadeusz Pawłowski: Jestem zawiedziony
Tadeusz Pawłowski: Pierwsza połowa była wyrównana, żadna drużyna nie stworzyła sobie klarownych sytuacji. W drugiej połowie objęliśmy szybko prowadzenie i mieliśmy bardzo dobry okres gry. Przede wszystkim w czasie gry, kiedy się prowadzi, trzeba strzelić kolejne bramki. Nie można czekać do końca. 1:0 jest zawsze wynikiem niewygodnym. Mieliśmy swoje szanse. To jest ekstraklasa i tu nie ma tłumaczenia. Jak się wychodzi kontrami 4 na 2, to trzeba wykończyć to bramką. W końcówce było za dużo nerwowości. Bramka Górnika padła z niczego. W sumie jestem troszeczkę zawiedziony, ale trzeba się szykować do kolejnego meczu w z Lechią. Nie ma Pan trochę pretensji do siebie o zmiany?
Myślę, że nie. To nie miało wpływu. Dośrodkowanie na głowę, trzeba wygrać górną piłkę. Strzał głową z ostrego konta w krótki róg, ten strzał też trzeba obronić. Poza tym musimy kiedyś ogrywać tych młodych zawodników. Kiedy, jak nie teraz? Uważam, że zmiany nie miały wielkiego wpływu. Powinniśmy grać spokojniej na połowie rywala. Są trzy ostatnie minuty i trzeba wykopnąć piłkę, zagrać pressingiem. nie można przeciwnika wypuścić z własnej połowy. Tak się gra. Musimy się dalej uczyć. Drużyna musi potrafić zwolnić grę, żeby wynik zakończył się pozytywnie.
Czy będzie Pan z Karolem Angielskim trenował sytuacje sam na sam?
Marco też miał i mógł podać. To jest sytuacja bramkowa, musi się zakończyć golem. U Karola przyjęcie piłki zbyt nerwowe. Piłka powinna być pod kontrolą, na ziemi. Ona mu odskoczyła.Zabrakło doświadczenia. Po to ci zawodnicy teraz wchodzą, żeby zbierać doświadczenie i to procentowało w przyszłości, bo to są zawodnicy, na których będzie się opierała gra Śląska w przyszłości.
Czy jest jeszcze szansa na europejskie puchary?
Muszę patrzeć od meczu do meczu. Najważniejsza rzecz - nie mieć kontuzji. W środku pola mamy tylko dwóch zawodników. Danielewiczowi nie powinna się zdarzyć strata przy bramce rywala. Lepiej zagrać długą piłkę za plecy, nie pod nogi przeciwnika. Puchary ciągle są możliwe, ale musimy sobie zadać pytanie co dalej. Pomału myślimy o kolejnym sezonie. Gdybyśmy zaczęli I rundę bez przygotowania przy podobnej kadrze, nie dalibyśmy rady. Przekonały się o tym inne drużyny. Ona się bardzo wcześnie zaczyna i później jest problem jesienią. Naturalnie, że chciałbym tam zagrać. Chciałbym też przejść do historii jako szkoleniowiec, który wprowadził zespół do pucharów. Trzeba się najbardziej skupić na tym, jak poprawić jakość zespołu, szczególnie w środku pola.
Czy awans do pucharów nie mógłby wymusić na właścicielach odrobiny jakości?
Musimy zrobić wszystko, żeby wypaść w pozostałych meczach jak najlepiej. Jest u siebie mecz z Lechią i Pogonią. Mamy teraz tydzień przerwy. Musimy się teraz skoncentrować psychicznie i fizycznie. Mamy za sobą ciężkie mecze z Legią i Lechem. To też było dzisiaj widać. Ta bramka w ostatniej minucie też na pewno podcięła nieco skrzydła. Trzeba będzie chłopców odbudować fizycznie i psychicznie.
Czy nie skończy się Panu cierpliwość?
Jestem trenerem Śląska około 15 miesięcy. Zaczynaliśmy bardzo nisko. W pierwszym roku się utrzymaliśmy. Jest progres, że gramy w tej pierwszej ósemce. Naturalnie jest jeszcze wiele do zrobienia. Od początku mówię, żebyśmy zrobili we Wrocławiu coś razem. Ja się ciągle zajmuję sportem. Nie byłem u żadnego polityka. Nie chodzę do rady nadzorczej. Zajmuję się swoją robotą. Przed początkiem rozgrywek mieliśmy spore obawy. Myślę, że w najbliższym czasie to wszystko się jakoś ureguluje. Kadra będzie większa i jakość treningu się polepszy.
Nie wiem, czy dobrze widziałem, że Pan najpierw chciał, żeby piłkarze poszli do kibiców?
Umówiliśmy się, że piłkarze najpierw idą do kibiców. U nas często się tak odbywało, że byli pół godziny u dzieci. Dlatego mieli podziękować kibicom, to długo nie trwa. Jeśli gramy w piłkę, to są zwycięstwa, remisy i porażki z tym trzeba sobie dać radę. Nie ma co spuszczać głowy, ale trzeba pójść do kibiców i im podziękować. Oni tak wyglądali, jakby się tam bali pójść. Dlatego poszedłem w Gliwicach, stanąłem i nie bałem się wciąć odpowiedzialności Jeżeli ktoś jest obiektywny i zna się na piłce, to wie, że ciężko jest więcej wycisnąć z tego.
Panie trenerze, to co Pan sądzi o dzisiejszej frekwencji?
Smutno mi jest. To zrobiły ostatnie dwa lata, gdzie było bardzo dużo negatywnych rzeczy i artykułów. Jak widziałem trybuny w Poznaniu, to niemożliwe, jaki tam jest boom na piłkę. Wrocław zawsze był miastem, gdzie ludzie z chęcią szli na stadion. Może się mylę, ale jak gramy mecz w sobotę czy w niedzielę, to ostatnie artykuły są o Mili czy Lechii, które nie mają do czynienia z Wrocławiem. Dużo o zmianie właścicieli, a mało w tygodniu o samej drużynie. O czymś, co by nakręciło tę koniunkturę. Na przykład, że Dudu może być powołany do reprezentacji Brazylii (śmiech). Myślę, że wycisnęliśmy ze sztabem szkoleniowym maksimum. Po zdobyciu tych 40 punktów wkradło się trochę zdenerwowania. Nie mamy ani jednego reprezentanta Polski. Nie mamy zdecydowanego lidera w środku pola, który by wiedział kiedy zwolnić, a kiedy przyspieszyć. O to chodzi. No i brak gwiazd. Musi się uformować kwestia właściciela klubu. Chciałbym, żeby była taka sama atmosfera jak w naszym sztabie szkoleniowym.
Czy nos Hołoty jest cały?
Myślę, że tak. Jeszcze na spokojnie, jak opadnie adrenalina, to zobaczymy, co się będzie działo. W przerwie meczu jednak nic nie zgłaszał.