Taktyczna Debata - cz. I
Wiele w ostatnim sezonie zarzucało się Śląskowi i trenerowi Tarasiewiczowi, że zespół gra defensywnie. W lecie poważnie wzmocniono ofensywę, wszystko wskazuje na to, że także ustawienie stosowane przez drużynę będzie inne. Na kilka tygodni przed rozpoczęciem ligi wspólnie z Andrzejem, łącząc w formie debaty jego Analizy Taktyczne z moją Nakładką, chcieliśmy przedyskutować te zmiany, a także zaprezentować własne rozwiązania. Oto pierwsza z dwóch części dyskusji, której głównym tematem nie będą personalia, ale ustawienie drużyny, styl gry, ich wady i zalety. Michał Zachodny: Śląsk w nowym sezonie to nie tylko kilka nowych twarzy, ale też inne ustawienie. Znamy je bardzo dobrze, przecież 4-4-2 już za Tarasiewicza przy Oporowskiej widziano, choć ostatnio raczej w trybie awaryjnym przy niekorzystnym wyniku. Muszę szczerze przyznać, że jestem pełen obaw o to jak drużyna sobie poradzi. Rywale w lidze będą zagęszczać środek pola, podwajać Milę, nastawiać się na kontry, a przy lepszym przeciwniku może być ciężko o zdobycie jakiejkolwiek inicjatywy w tej newralgicznej strefie. Też tak to widzisz?
Aandrzej Gomołysek: To będzie tylko twórcze rozwinięcie niemocy Śląska. Przy fatalnym przemieszczaniu się zawodników podczas rozegrania, piąty pomocnik, gdziekolwiek by nie był, absorbował w jakiś sposób uwagę rywala, przez co Śląsk nie był przynajmniej zdominowany liczebnie. Przy proponowanym 4-4-2 rywal (najprawdopodobniej ustawiony w 4-5-1) będzie miał w środku jednego gracza tylko i wyłącznie od tego, żeby nie przejmować się pilnowaniem poszczególnych zawodników, a spokojnie podążać za piłką i domykać krycie na zawodniku w jej posiadaniu. Ktoś powie: „ok, ale za to my mamy dwóch zawodników z przodu”. Tyle, że rozsądek podpowiada, że w takich okolicznościach w środku pola, dużo roboty to oni obaj mieć nie będą.
MZ: Oprócz biegania za piłką rozgrywaną przez przeciwnika… To zresztą tendencja naszej ligi, czy też brak odwagi szkoleniowców, że lepiej zagęścić środek pola, aniżeli rzucić dodatkowego piłkarza do pierwszej linii. Może jednak w 4-4-2 jest metoda, zwłaszcza biorąc pod uwagę potencjał Kaźmierczaka oraz Mili, jednak ustawiając linię pomocy na kształt rombu lub diamentu? Wiemy jednak, że w takim wypadku boczni pomocnicy muszą grać bliżej środkowych, a do tego, według moich obserwacji, jedynym odpowiednim piłkarzem jest pozyskany Sobota. Nie o nazwiskach miała być mowa, ale pozostaje pytanie czy Kaźmierczak i Mila podołają takiemu zadaniu, zwłaszcza taktycznie.
AG: 4-4-2 miałoby sens, gdyby mieć do dyspozycji zawodników na tyle wszechstronnych, że byliby w stanie radzić sobie nie tylko na swoich nominalnych pozycjach, ale i pozostałych z bloku pomocy. Chcąc nie chcąc w takiej sytuacji ofensywny pomocnik musi być też defensywnym i na odwrót, a skrzydłowy musi bez kłopotu stać się pół-bocznym pomocnikiem, operującym blisko środka. Wprowadzenie tego teraz wiąże się ze zmianą systemu gry o 180 stopni i rewolucją w rolach poszczególnych zawodników w pomocy. W dodatku ci, którymi dysponuje Ryszard Tarasiewicz (poza nielicznymi wyjątkami) średnio do takich uniwersalnych ról pasują. Mi zaś trudno sobie wyobrazić nowe zestawienie Śląska bez klasycznego podziału ofensywny, defensywny, prawy, lewy. 4-4-2 można rzecz jasna próbować, ale skoro przez półtora roku nie udało się dopracować 4-5-1, to trudno przewidzieć ile potrwa przestawianie zawodników na coś nowego.
MZ: Także w skrzydłach widzę największy problem Śląska po tej ewolucji. Zwłaszcza, że do tej pory na bocznych pomocnikach wymuszana wręcz była gra przy linii, a na odrywanie się od niej przyzwolenie było okazjonalne. Tu też widzę przewagę Soboty – on takich nawyków nie ma jeszcze wpojonych. Wydaje mi się także, że 4-4-2 będzie wymagało od naszych zawodników lepszego przygotowania fizycznego do wypełniania zadań o których wcześniej wspomniałeś, a z tego Śląsk ostatnio nie słynie… Także boję się rotacji w składzie czy wręcz szeregu kontuzji, które doprowadziłyby do zmian, zwłaszcza jakościowych. Jednak w całej tej historii taktycznej, muszą być plusy. Ja bym się skłaniał do udanej współpracy w trójkącie Diaz-Sotirović-Mila, przewagi taktycznej i fizycznej nabytej poza granicami naszego kraju przez Kaźmierczaka (o ile zostanie we Wrocławiu). Tylko czy te plusy są wystarczające by przesłonić nam minusy?
AG: Może i przewaga Soboty leży w braku złych nawyków, ale Ćwielonga też bym o takowe nie podejrzewał, a w ciągu jednej rundy z wyróżniającego się zawodnika w lidze stał się cieniem samego siebie, bo mimo że się do tego zupełnie nie nadawał, miał grać jak Janusz Gancarczyk. Jeśli mowa o współpracy między Milą a napastnikami, to problem wygląda w ten sposób, że w dużej mierze wystarczy dopilnować, żeby Mila nie miał miejsca i o współpracy ciężko będzie mówić. Bo ani nikt nie będzie w stanie przejąć jego roli (Kaźmierczaka ciągle w Śląsku nie ma, a nawet jeśli będzie- ktoś musi zadbać o asekurację) ani napastnicy nie będą w stanie włączyć się do rozegrania. Tym bardziej, jeśli do tej roli przygotowuje się raczej typowych lisów pola karnego, którzy raczej żyją z podań i czekają na nie, zamiast brać udział w przemieszczaniu się piłki pod pole karne.
MZ: To może zastanówmy się nad dwoma aspektami dotyczącymi 4-4-2. Obaj zdajemy sobie sprawę z tego, że w światowym futbolu tendencją jest odchodzenie od tego ustawienia, co pokazały zakończone niedawno Mistrzostwa Świata. Trenerzy robili wszystko by tylko nie grać w ten sposób, a prawdziwą klęską dla tej formacji była postawa Anglików, którzy zaprezentowali się beznadziejnie i to niekoniecznie z powodu słabej formy liderów zespołu. Czy jednak w słabej lidze jaką jest Ekstraklasa ustawienie będzie miało aż takie znaczenie jak w turnieju mistrzowskim? Może jest też szansa na zamieszanie w drugiej linii, odrzucenie płaskiego 4-4-2 na rzecz, przykładowo, 4-1-3-2 czy nawet 4-2-2-2? Wydaje mi się, że to ostatnie ustawienie miałoby największe szanse na powodzenie w lidze polskiej…
AG: Dla mnie ustawienie z dwójką w ataku jest o tyle nieoptymalne, że w sytuacji, kiedy obie drużyny starają się jak najbardziej zawęzić pole gry (a to już praktycznie standard), aż dwójka graczy znajduje się poza rozegraniem. Obrońców i tak zawsze będzie czterech, więc nad zawodnikami w ataku będą mieć i tak przewagę, po co jeszcze skazywać się przez to na niedobory w pomocy. 4-2-2-2 ma sens o tyle, że daje nadzieję, że cała długość boiska będzie dość mocno obsadzona własnymi zawodnikami, tym niemniej gra kwadratem w pomocy wymagałaby ogromnej pracy skrajnych defensorów, którzy rozciągaliby obronę rywala. Do tego tworzy się tu sporo formacji, a konieczne jest trzymanie właściwych odległości między nimi, co łatwe nie jest, bo to obecnie jeden z najistotniejszych elementów taktyki, a z którym mnóstwo dużo lepszych od Śląska drużyn ma problem. Pytanie, czy nie lepiej byłoby to uprościć, cofnąć z powrotem jednego napastnika do pomocy i zagrać to, co Śląsk chciał, ale mu nie wychodziło, czyli 4-2-3-1. Porządne wzięcie na warsztat tego systemu wyszłoby moim zdaniem Śląskowi lepiej niż zmiana, do której na chwilę obecną nie jest nawet przygotowany kadrowo.
MZ: Będę bronił 4-2-2-2 w Śląsku, ale bardziej jako koncepcji, a nie realnego rozwiązania problemów z ustawieniem drużyny z Wrocławia. Oczywiście, kadrowo nie jesteśmy dostosowani do takiej formacji, ale upierając się przy grze dwoma napastnikami (to wiemy ze sparingów) to może być jedyna rozsądna alternatywa dla płaskiego 4-4-2. Wspomniałeś o odległościach, ale ja najmniej obawiam się trzymania kształtu kwadratu w środku pola. Jakościowo Śląsk w drugiej linii prezentuje się nieźle, mamy zawodników piłkarsko mądrych… ale słabość jest na bokach obrony i tu trudno mi o argumenty. Może więc Śląsk powinien ustawieniem rotować, nie tyle dostosowywać się do rywala (czego tak nie lubi trener Tarasiewicz), ale starać się wykorzystać jego wady, stwarzać przewagę w odpowiednich strefach. Wydaje mi się bowiem, że 4-4-2 jest szykowane na mecze ‘domowe’ by zadowolić wymagającą publikę, a na wyjazdach będzie próba gry 4-1-4-1 (jeśli Kaźmierczak zostanie) lub wspomnianego w Twoich taktycznych podsumowaniach 4-2-3-1.
AG: Przy takich bokach obrony nie ma nawet co myśleć o kwadracie w środku pola. Jedynym skrajnym defensorem o pasującej do tego zestawienia charakterystyce jest Socha, dla którego pójście za akcją jest naturalne, ale nadal trzeba będzie czekać na czasy, w których równie naturalny będzie szybki powrót i powtarzalność przy interwencjach. Co do dostosowywania gry pod kątem rywala jestem sceptyczny z tego powodu, że przez ostatnie półtora roku nie udało się doszlifować jednego spójnego systemu gry i wyrobić w nim automatyzmu. Nie widać więc powodu, żeby miało się udać stworzenie dwóch i swobodne żonglowanie nimi w razie potrzeb. Kilku zawodników, którzy nagle znajdowali się w ubiegłej rundzie na innych niż swoje tradycyjne pozycjach, mogłoby coś o tym powiedzieć...
MZ: Skoro poruszyliśmy problem obrony oraz gry na innych pozycjach to muszę także zaczepić o kwestię dla mnie kontrowersyjną. Bardzo mnie zastanawia czemu Śląsk już od dłuższego czasu nie potrafi wyklarować jednej czwórki defensorów przypisanych do najlepszych dla nich miejsc w tej formacji. Wiem, że często wynikało to z problemów zdrowotnych piłkarzy, plagi kontuzji, ale nawet teraz, gdy Ryszard Tarasiewicz nie ma problemów, rzuca zawodnikami po różnych pozycjach. Martwi mnie to, że zaledwie dwóch piłkarzy są na stałe przypisani do swoich nominalnych miejsc, a reszta jest rzucana od lewa do prawa. Ani nie służy to zgraniu tej formacji, ani nie wykształca poprawnych nawyków w przemieszczaniu się strefą, ani nie wpływa na uniwersalność zawodników, co widzimy po spadku formy poszczególnych graczy. Też tak to widzisz?
AG: Jeśli idzie o uzupełnianie niedoborów, to rzeczywiście, pomysł Ryszarda Tarasiewicz jest dość awangardowy. Bo nie jest to zwyczajną sytuacją, żeby w razie kontuzji środkowego obrońcy, zamiast wpuścić na to miejsce innego środkowego obrońcę, przesuwa się w to miejsce lewego defensora. Żeby załatać powstała w ten sposób dziurę po lewym obrońcy przesuwa się w to miejsce prawego. Ponieważ teraz brakuje prawego defensora, umiejscawiamy tam kogoś innego, np. wysuniętego napastnika. Czemu to służy, trudno powiedzieć. Można hipotetyzować, że docelowy styl gry Śląska leży w przyzwyczajaniu graczy do nietypowych ról i zapobieganiu powstawania jakichkolwiek schematów, tak aby mieć większą swobodę w kreowaniu gry oraz by łatwiej móc zaskoczyć rywala. Ponieważ ta koncepcja zdaje się być w fazie nieustannego rozwoju, istnieje możliwość, że już w przyszłym sezonie zawodnicy Śląska rozwiną jeszcze brak schematów i poszczególnymi zagraniami zaczną też zaskakiwać nie tylko kibiców, ale i samych siebie.
------
To koniec pierwszej części debaty o taktycznej stronie Śląska. Już za tydzień pojawi się jednak kolejna, która będzie dotyczyć autorskich wizji drużyny z Wrocławia niżej podpisanych i na pewno nie zabraknie ciekawostek, interesujących rozwiązań taktycznych, a może nawet nietypowych ustawień personalnych. Zapraszamy!
źródło: własne