Taktycznie: Analiza meczu z Legią

Taktycznie: Analiza meczu z Legią

fot.:

Ostatnie spotkania z Pogonią i Legią pokazały nam dwie różne twarze Śląska. Jedną pragmatyczną i brzydką, ale zwycięską, a drugą ciekawą oraz atrakcyjną, lecz pomalowaną odcieniami porażki. W dzisiejszej odsłonie "taktycznie" zajmiemy się analizą tej, którą zobaczyć mógł Czesław Michniewicz i jego warszawska ekipa.



 

Formacja

Trener Lavicka na spotkanie z Legią postanowił wyjść w znanym już Śląskowi ustawieniu 4-2-3-1. Na samym boisku widzieliśmy jednak kilka ciekawych rozwiązań, szczególnie w ataku pozycyjnym. Gdy przypatrzymy się formacji podczas budowania akcji, to zobaczymy pewną zmianę, która pozwoliła wrocławianom na płynniejsze i skuteczniejsze przemieszczanie piłki między formacjami. W momencie, gdy Matus Putnocky decydował się na krótkie rozegranie, lub po prostu piłka trafiała do defensorów Śląska, to jeden z defensywnych pomocników od razu starał się zająć pozycję między środkowymi obrońcami. Pozwalało to podejść wyżej Stiglecowi Cotugno, którzy stawali się tym samym pomocnikami. W zależności od tego, którą stroną przeprowadzany był atak, jeden z wymienionej wcześniej dwójki schodził do środka, aby pomóc "szóstce" w asekuracji, a drugi podchodził wyżej, zajmując miejsce skrzydłowego i pozwalając mu na szukanie sobie miejsca w polu karnym. W ten sposób z formacji 4-2-3-1 w defensywie Śląsk przechodził do 3-2-5 podczas ataku. Przykład tego, jak wyglądało to w praktyce, znajdziecie na poniższym filmiku. Uwagę należy zwrócić na ruch bocznych obrońców (zaznaczeni na czerwono).

Rola Patryka Janasika

Na półtorej godziny przed rozpoczęciem spotkania, gdy w mediach społecznościowych można było zobaczyć składy, w jakich zagrają obie drużyny, łapiących się za głowę kibiców Śląska były pewnie całe setki, jeśli nie tysiące. Decyzja o wystawieniu bocznego obrońcy, którego występy w trwającym sezonie moglibyśmy policzyć na palcach jednej ręki, na pozycji defensywnego pomocnika mogła spowodować zwątpienie i rezygnację. Jak jednak okazało się później, Patryk Janasik z Mathieu Scaletem stworzyli bardzo solidny środek pola, a według raportów Instat ten pierwszy był najlepszym zawodnikiem w szeregach wrocławskiego zespołu. Jaka była w takim razie jego rola i co sprawiło, że ten występ można śmiało zaliczyć do udanych? Trener Lavicka potrzebował dwóch wybieganych pomocników, którzy w razie potrzeby będą asekurować podłączających się do ofensywnych akcji bocznych obrońców, a także samemu się do nich podłączać w roli łącznika między formacjami. Aby ocenić, czy z tych zadań Janasik się wywiązał, z pomocą przychodzą nam statystyki. 12,38 przebiegniętych kilometrów (drugi najlepszy wynik na boisku, na pierwszym miejscu Scalet z 12,85km), 81% dokładności podań, 100% wygranych pojedynków na ziemi, 5 odzyskanych piłek i jedno podanie kluczowe. Patrząc na te liczby, można łatwo zauważyć, że z zadań defensywnych Janasik wywiązał się bardzo dobrze. Nieco gorzej wyglądały podania, bo od środkowego pomocnika trzeba oczekiwać większej skuteczności, lecz na jego obronę działa jedno kluczowe podanie (reszta zawodników wykonała łącznie takie trzy). Janasik miał być płucami zespołu i stworzyć ze Scaletem parę, która będzie nieustannie utrudniać życie przyjezdnym. Czy wywiązali się z tej roli? Moim zdaniem jego występ trzeba rozpatrywać na plus, lecz ile ludzi, tyle opinii, więc ocenę jego poczynań pozostawiam już każdemu z osobna.


 

Stracony gol

Skoro Śląsk wyglądał dobrze, to dlaczego przegrał? Stosowanie wysoko ustawionych bocznych obrońców wymaga bardzo dobrej asekuracji. Tej niestety wrocławianom zabrakło przy straconej bramce. Brakującym elementem formacji defensywnej był w tym przypadku Dino Stiglec. Po długim podaniu do główki skoczył Mark Tamas, lecz piłka trafiła pod nogi rywali. Bartosz Kapustka momentalnie obsłużył Pawła Wszołka dobrym dograniem, a ten miał przed sobą autostradę. Na powtórce widzimy, że każdy z wrocławian dobrze kryje swojego zawodnika. Tamas jest przy Pekharcie, Musonda przy Mladenovicu, Janasik przy Gvilli, a Cotugno przy Lopesie. Już na początkowym etapie kontry widać było, że Wszołek spokojnie wyprzedza wracającego do defensywy Stigleca, więc na brak czasu na reakcję nie można narzekać. Jedynym z zawodników Śląska, który aktualnie nie krył zawodnika, a jedynie strefę, był Łukasz Bejger. Młody obrońca niestety za późno uświadomił sobie, że musi doskoczyć do pędzącego Wszołka, przez co jego interwencja była spóźniona, a Legia wyszła na prowadzenie.

Konkluzja

Śląsk po raz pierwszy w 2021 roku zagrał spotkanie, na które patrzyło się ciekawie, a może nawet z pewną dozą przyjemności. Wrocławianie potrafili złapać płynność w grze, której brakowało już bardzo długo, a także wypracować sobie kilka dogodnych sytuacji. Niestety, zabrakło skuteczności i skupienia przez pełne 90 minut, lecz należy pamiętać, że Legia to bardzo wymagający rywal. Chcąc wyjść z kryzysu, trener Lavicka musi szukać nowych rozwiązań taktycznych, a także rotować nazwiskami, aby znaleźć odpowiednich wykonawców do swojej filozofii. Ostatnie spotkanie można rozpatrywać pozytywnie pod jednym warunkiem. Śląsk musi pójść za ciosem. Skoro grając z Legią, można fragmentami grać ciekawy futbol, to da się to zrobić z każdym przeciwnikiem w Polsce. Jeśli trener znalazł sposób na niemoc w fazie kreowania sytuacji, to ten sposób trzeba udoskonalać i pokazywać w każdym kolejnym meczu. Natomiast jeżeli w najbliższym meczu z Cracovią Śląsk jednak się cofnie i znów zobaczymy nudny i do bólu przewidywalny zespół, to ta ciekawa rywalizacja z Legią w ostatecznym rozrachunku nie będzie nic warta.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.