TAKTYCZNIE: Co powiedział nam mecz z Paide?

TAKTYCZNIE: Co powiedział nam mecz z Paide?

fot.:

Pierwsze oficjalne spotkanie w sezonie 2021/2022 już za nami. Śląsk w obiecującym stylu pokonał estońskie Paide i zbliżył się do awansu do drugiej rundy eliminacji Ligi Konferencji. Mimo licznych problemów kadrowych oraz nieobecności trenera Magiery wrocławianie zaprezentowali nam namiastkę swoich możliwości a także kierunek, w którym zmierzać będzie budowa zespołu.



 

Analizę rozpocznijmy od ustalenia jednej rzeczy. Paide nie było pierwszym lepszym zespołem do bicia. Oczywiście, to Śląsk był faworytem w tym spotkaniu, lecz przed meczem można było wyczuć, że sporo osób lekceważy estońskiego przeciwnika. Konsekwentnie budowany projekt z kilkoma ciekawymi zawodnikami oraz uzdolnioną młodzieżą nie powinien być z góry skreślany. Przez 90 minut Paide pokazało, że jest dobrze przygotowane - pod względem taktycznym nieźle rozczytali Śląsk i starali się zapobiec pełnej dominacji wrocławian. 

Nie takie bezradne Paide

Formacja z trójką obrońców jest czymś, co trener Magiera próbuje wprowadzić do Śląska od pierwszych dni swojej pracy. W minionym sezonie widzieliśmy, że wrocławianie powoli przyswajają tajniki gry w tym ustawieniu, lecz nie wszystko działało tak, jak powinno. Śląsk miewał dobre momenty, ale miewał też niepokojąco długie przestoje. W spotkaniu z Paide wyglądało to nieco lepiej.

Od pierwszych minut jasno widzieliśmy, kto jest faworytem tego spotkania. Wrocławianie prowadzili grę, neutralizując wszelkie próby ataków rywala. Pomysł na grę był jednak bardzo przemyślany. Śląsk nie rzucił się od pierwszych minut na przeciwnika, lecz powoli i sukcesywnie przejmował kontrolę nad meczem. Utrzymywanie się przy piłce, bardzo dobra gra na wyprzedzenie i umiejętność szybkiego przejścia z defensywy do ofensywy mogły się podobać. 

Paide nie było jednak w pełni bezradne. Estończycy bardzo dobrze przeczytali plany trenera Jacka Magiery i na wysoki pressing reagowali długimi podaniami za obronę. Mimo niewielkiej skuteczności takiego wyprowadzania piłki, zmuszało to Śląsk do cofnięcia się. Jeśli chce się stosować pressing, to drużyna musi stać się jednym organizmem, który przesuwa się po boisku jak monolit. Jeśli napastnicy wysoko atakują obrońców rywala, to pomocnicy oraz defensorzy również muszą podejść bliżej przeciwników, aby uniemożliwić im krótkie rozegranie piłki. Stwarza to jednak spore przestrzenie za linią obrony, które próbowali wykorzystywać zawodnicy Paide.

Aby uniknąć potencjalnych kłopotów i przypadkowo straconego gola, trójka defensorów Śląska zaczęła grać nieco głębiej. W takim przypadku cały zespół również musiał się wycofać - stosowanie wysokiego pressingu nie było już możliwe. Pozostawienie wysokiej linii nacisku i wycofanie linii obrony sprawia, że w środku pola tworzy się wielka dziura. Wrocławianie dobrze potrafili jednak tego uniknąć, a cały zespół bronił i pressował w dobry sposób - jak jeden organizm. 

Dobre zarządzanie sposobem bronienia pozwala również na znacznie łatwiejsze zarządzanie swoimi siłami. Do tego potrzebne jest jednak rozumienie faz meczu. W tym elemencie wrocławianie również znacznie się poprawili. Potrafili podejść wyżej i zmęczyć rywala, żeby chwilę później nieco się wycofać i odetchnąć. Paide nie nadążąło w pełni za tymi zmianami nastawienia - gdy Śląsk się cofał, rywale w dalszym ciągu szukali długich podań, które raz za razem padały łupem środkowych obrońców, a jeśli zaczynali grać krócej, to wrocławianie natychmiastowo potrafili to odczytać i ponowić wysoki pressing. W związku z tym okienka czasowe, w których Estończycy rzeczywiście mogli stanowić zagrożenie, były bardzo krótkie.

Schematy wprowadzania piłki

Inną rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, była budowa akcji w wykonaniu Śląska. W meczu z Paide widzieliśmy kilka wyćwiczonych schematów, dzięki którym wrocławianie kreowali sobie sytuacje bramkowe. Trójka obrońców świetnie wyglądała z piłką przy nodze - Szymon Lewkot bez problemu wygrywał nawet pojedynki jeden na jeden a Mark Tamas świetnie rozrzucał piłkę po całym boisku. 

To właśnie obrońcy w tych schematach odgrywali kluczową rolę. Jednym z pomysłów trenera Magiery było wciągnięcie rywala w małą grę po jednej stronie boiska, co umożliwiało długi przerzut po przekątnej. Wrocławianie gromadzili się na stosunkowo niewielkiej przestrzeni, gdzie wymieniali krótkie podania i starali się utrzymać w posiadaniu piłki. Jedynym wyłączonym z tej gry zawodnikiem był wahadłowy, grający po przeciwnej stronie boiska. Gdy przeciwnik podszedł dostatecznie blisko, następowało długie podanie po przekątnej do szeroko ustawionego wahadłowego. W tym elemencie szczególnie dobrze wyglądała współpraca Marka Tamasa z Patrykiem Janasikiem - Węgier potrafił dobrze wykorzystać dobrze poruszającego się kolegę. Niestety, lewe wahadło nie działało już tak dobrze. Dino Stiglec często nie potrafił znaleźć sobie miejsca, a gdy dostawał piłkę, to zdarzały mu się niepotrzebne zejścia do środka boiska, zamiast maksymalnego rozciągnięcia formacji defensywnej rywala.

Drugim schematem, jaki dało się zauważyć, było tworzenie “korytarzy” dla środkowych obrońców. Gdy któryś z trzech defensorów decydował się na włączenie do akcji ofensywnej, jego koledzy z drużyny rozbiegali się, tworząc mu trochę wolnego miejsca. Pozwalało to na przemieszczenie się z piłką bliżej bramki rywala i stworzenie przewagi pod polem karnym. Dobrym przykładem jest tu akcja poprzedzająca rzut rożny, po którym padł drugi gol dla Śląska. Mark Tamas wbiegł z futbolówką na połowę Paide, a następnie świetnym podaniem dostrzegł Fabiana Piaseckiego. Napastnik niestety źle przyjął piłkę i nie zdołał oddać strzału, lecz sam schemat był zauważalny.

Co należy poprawić?

Mimo niezłego spotkania, Śląsk do ostatnich minut musiał walczyć o zwycięstwo. Gapiostwo przy stałych fragmentach i niezbyt przekonujące pojedynki jeden na jeden w defensywie to zdecydowanie rzecz, która wymaga sporo pracy. Do poprawy jest również skuteczność - wrocławianie mogli zamknąć mecz znacznie szybciej i nie męczyć się z Paide tak długo. Swoje sytuacje mieli Praszelik, Sobota, a także Makowski.

Biorąc jednak poprawkę na to, że był to pierwszy mecz oficjalny w sezonie 2021/2022 można śmiało patrzeć do góry i z optymizmem czekać na to, co przyniesie przyszłość. Mecz z Paide pokazał jasno - słowa trenera Magiery o tym, że Śląsk ma być zespołem, który będzie dominował, nie zostały rzucone na wiatr. Widzieliśmy drużynę starającą się mieć pełną kontrolę nad spotkaniem i grającą ładny, ofensywny futbol. 

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.